Do sprawy górowskiego targowiska wracam po rozmowie z mieszkanką, która regularnie robi tam zakupy. Pani zastrzegła swoje dane do wiadomości redakcji. Mieszka przy jednej z peryferyjnych ulic miasta.
Najbardziej przeszkadza jej nawierzchnia na targowisku. Jeszcze niedawno na placu stało błoto i kałuże, a przejeżdżające samochody ochlapywały ludzi wodą. Potem teren wysypano kruszywem, tyle że, jak mówi, zrobiono to byle jak.
– Wpierw to targowisko było w stanie opłakanym. Dzisiaj niby poprawili, ale to jest karygodne.
I opowiada, co ją spotkało:
– W czwartek potknęłam się, upadłam, bo te kamienie wystają. Nie wiem, czy pan burmistrz uważa, że jak wysypał tam byle piachu z kamieniami, to już jest sprawa załatwiona.
Materiału, jej zdaniem, nikt nie wyrównał ani nie zagęścił.
– Ani to rozgarnięte, ani to jakoś przygniecione jakimś wałem czy coś. Samochody przyjeżdżają na targowisko, no to chyba one tylko to rozgniotły, ale kamienie nadal wystają.
Kłopot mają przede wszystkim seniorzy, i osoby poruszające się z trudem.
– Osoba pełnosprawna może sobie, za przeproszeniem, zęby wybić, a co dopiero osoba niepełnosprawna.
Po tej rozmowie pojechałem na targowisko. Na zdjęciach, które zrobiłem 28 września, widać nierówny, miejscami rozjeżdżony plac, luźne kamienie i miejsca, gdzie kruszywo leży plackami. Nie wiem, gdzie dokładnie moja rozmówczyni się przewróciła. To, co mówi o stanie placu, zgadza się jednak z tym, co zobaczyłem.
Rozmówczyni narzekała też na warunki handlu.
– Na innych targowiskach są zadaszone stoiska, jest toaleta, a tutaj nie ma nic. Nic nie ma na terenie.
Tu muszę ją poprawić: kilka niewielkich zadaszonych stanowisk na targowisku jest. Na tym jednak infrastruktura się kończy. Toalety nie ma, a nawierzchnia jest taka, jak opisałem.
Jak mówi, narzekają także sprzedawcy.
– Pobierane są opłaty, a nie zrobione jest nic kompletnie. Skoro już jest i ludzie tu przyjeżdżają, handlują i jest dużo użytkowników, to przez tyle lat można było coś zrobić.
Wspomina też o starej trylince z rozbieranych ulic.
– Była jakaś tam trelinka, sterty tego usypane. Remontowane były ulice. Czy nie można było tego jakoś wykorzystać właśnie na przykład na to targowisko?
O to samo pytałem kilka miesięcy temu.
25 marca wysłałem do burmistrza wniosek w sprawie materiału kruszonego kruszarką ustawioną przy Dino i miejskim targowisku. Chciałem wiedzieć m.in., czy materiał pochodzi z rozbiórki ul. Mickiewicza, ile go było, do kogo należał, kto zlecił kruszenie i do czego miał posłużyć. Jedno z pytań brzmiało wprost:
„Czy kruszywo to ma zostać wykorzystane do utwardzenia miejskiego targowiska?”
Trylinka z robót drogowych leżała wtedy przy Dino. Później ją skruszono, a kruszywo stopniowo zniknęło. Mieszkańcy już wtedy pytali, czy choć część nie mogłaby trafić na targowisko.
Odpowiedź z urzędu przyszła 1 lipca. Zamiast informacji o pochodzeniu materiału, jego ilości, przeznaczeniu i dokumentach dostałem jedno zdanie:
„Gmina Miejska Górowo Iławeckie nie realizowała takiego zadania.”
Kto kruszył i gdzie kruszywo pojechało, do dziś nie wiem.
Targowisko tymczasem działa. Sprzedawcy przyjeżdżają, mieszkańcy robią zakupy, opłaty są pobierane. A kamienie wystają.
– Po prostu niewyrównane. Wysypane, to co samochody przyjeździły, to przyjeździły i tyle. I nie wiem, urząd miasta uważa, że to już jest załatwiona sprawa.
No właśnie, czy jest?



