Odc. 5 i ostatni. „Dość!”
W poprzednim odcinku pytałem, dlaczego spółdzielnia, która miała rozwijać różne rodzaje działalności, po kilku latach nadal opiera się przede wszystkim na gastronomii i kilku stałych zleceniach instytucjonalnych.
Nadal nie dostałem odpowiedzi od burmistrza jak widzi przyszłość Tradycji.
Wiem jak ją widzi Pani prezes Katarzyna Dub, spiritus movens tego przedsięwzięcia, osoba dzięki, której Tradycja stała się unikatowym miejscem w Górowie. Diamentem na mapie kulinarnej naszego małego prowincjonalnego miasteczka.
Pani Katarzyna nie widzi już przyszłości dla Tradycji, 14 września złożyła rezygnację zfunkcji prezesa, odchodzi także ze spółdzielni.
Rozmawiałem z nią wczoraj rano, przed napisaniem tego odcinka.
– Szkoda mi, nie będę ukrywać, że bardzo mi szkoda – powiedziała. – Po urlopie miałam czas, żeby jeszcze raz przemyśleć wszystkie „za” i „przeciw”. Decyzję podtrzymuję.
Nie chodzi wyłącznie o zmęczenie, zniechęcenie czy osobiste plany. Katarzyna Dub mówi przede wszystkim o pieniądzach i o braku zleceń.
– Próbowałam na wszelkie sposoby ratować, ile mogłam. Ale jeżeli nie mam zleceń, widzę, że tu w Górowie nie da się tego na dłuższą metę prowadzić – tłumaczy. – To jest gastronomia, ludzi się karmi, dzieci, wszystko. Ale to też jest firma, która musi zarabiać. Ona wszystko przecież opłaca: wypłaty, zakupy, wszystko.
I dodaje:
– Jeżeli tego nie ma, nie mamy zleceń, to wszystko zmierza ku końcowi.
Trudno o lepsze podsumowanie problemu, który przedstawiłem w poprzednim odcinku.
Spółdzielnia socjalna może mieć szczytne cele, może tworzyć miejsca pracy i gotować świetne obiady. Ale na końcu miesiąca dokładnie tak samo jak prywatna firma musi zapłacić pracownikom, dostawcom, ZUS-owi i za energię.
Same obiady sprzedawane mieszkańcom i okazjonalne cateringi tego nie zapewnią. Pani Katarzyna mówiła mi już wcześniej, że podstawą ekonomiczną działalności były przede wszystkim stałe zlecenia instytucjonalne. Jak to wygląda w Górowie, a jak powinno (przykład Bisztynka) opisałem szczegółowo w poprzednim odcinku.
W ostatni czasie spółdzielnia funkcjonowała na granicy opłacalności. Aż spadł na nią cios z niespodziewanej strony – MCUS, dla którego przygotowywano posiłki dla podopiecznych pomocy społecznej.
Według relacji Katarzyny Dub skończyła się umowa, a kolejnej nie podpisano. Nie dostała pisma z wyjaśnieniem. Nikt – jak twierdzi – nie poinformował jej również o powodach zakończenia współpracy.
Kiedy sama zaczęła dopytywać, dlaczego „Tradycja” nie przygotowuje już tych posiłków, usłyszała jedynie, że „na razie tak wyszło”.
Wysłałem dwa zapytania prasowe w tej sprawie, jedno do MCUS drugie do burmistrza. MCUS przedłużył termin na odpowiedź do 16 listopada, burmistrz nie udzielił żadnej. Wcześniej czy później odpowiedź dostanę. Jeżeli w zakresie informacji publicznej ponownie będę miał do czynienia z bezczynnością, pozostaje skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Co dalej?
Formalna rezygnacja Katarzyny Dub nie oznacza jeszcze automatycznie końca „Tradycji”.
Pozostałe pracownice nadal wykonują swoje obowiązki związane z żywieniem przedszkola. Co będzie dalej – na razie nie jest przesądzone. Sama Dub mówi, że załoga zastanawia się nad swoją przyszłością i czeka na decyzje dotyczące dalszego funkcjonowania spółdzielni.
Ale ja wiem jedno: miejsce tworzą ludzie. Ludzie są największym kapitałem. Bo miejsce można stworzyć za pieniądze, ale jak nie ma kogoś, kto je ożywi, to pozostanie miejscem martwym.
Pozwolę sobie teraz na krótką osobistą refleksję. Zwykle tego nie robię, pozwalając przemawiać faktom i pozostawiając Państwu wyrobienie własnej opinii.
Podstawą sukcesu jest praca zespołowa i granie do wspólnej bramki. Dobry gospodarz wie, że ludzie są jednym z największych kapitałów przedsięwzięcia. Powinien ich wspierać, stwarzać warunki do rozwoju i reagować, kiedy pojawiają się problemy.
Patrząc na historię „Tradycji”, trudno mi dostrzec taką konsekwencję po stronie miasta. Pomysł był ambitny, ludzie byli, jakość była, klienci byli. Nie rozwinęły się natomiast zapowiadane nowe obszary działalności, a dziś odchodzi osoba, która przez lata była sercem tego miejsca.
Przypadek Katarzyny Dub każe więc zapytać nie tylko o przyszłość „Tradycji”, ale również o to, czy miasto potrafi zatrzymać i wykorzystać ludzi, którzy chcą coś w Górowie tworzyć.
Czy „Tradycja” pozostanie stołówką obsługującą przedszkole? Czy też historia spółdzielni, która sześć lat temu miała stać się lokalnym przedsiębiorstwem społecznym o szerokim zakresie działalności, właśnie dobiega końca?
Na razie odpowiedzi nie znam.
Ale jedno już wiadomo. Pani Kasia, podobnie jak ja trzy lata temu, powiedziała: dość.
I tym kończę „Tradycję – historię prawdziwą”.
Przynajmniej na razie.