Odc. 4. Pańskie oko konia tuczy
Nawet najlepsza stołówka w niewielkim mieście niekoniecznie utrzyma przedsiębiorstwo społeczne wyłącznie z klientów przychodzących na obiad. Katarzyna Dub podczas naszej rozmowy stwierdziła krótko:
„Głównie to jest przedszkole. Był ten MOPS”.
I dalej, mówiąc o cateringach i klientach indywidualnych:
„to, co ludzie na miejscu jedzą, no to to nie utrzyma”.
Jedzenie na miejscu, sprzedaż na wynos i catering budują markę. Ale stabilność daje przede wszystkim stały klient instytucjonalny. Stałe zamówienia zapewniają bezpieczeństwo finansowe.
Burmistrz przewidział problem
Co ciekawe, już w 2020 roku burmistrz doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zapowiadał działalność „w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu”: od drobnych usług dla mieszkańców i wspólnot mieszkaniowych po catering.
I mówił:
„im więcej przedsięwzięć taka spółdzielnia będzie realizowała, tym mniejsze będzie ryzyko, że zbankrutuje”.
Diagnoza była trafna.
Tyle że kilka lat później „Tradycja” pozostała przede wszystkim spółdzielnią gastronomiczną. Doszło żywienie podopiecznych MOPS, później MCUS, ale nie widać, aby na podobną skalę rozwinęły się inne działalności.
Zupełnie inaczej dzieje się w sąsiednich samorządach.
Bisztynek: za usługę trzeba uczciwie płacić
W 2021 roku w Bisztynku powstała Spółdzielnia Socjalna „Po Sąsiedzku”, utworzona przez Gminę Bisztynek i stowarzyszenie „Nasz Kalejdoskop”.
Już kilka miesięcy później Gmina przeprowadziła postępowanie w trybie Prawa zamówień publicznych na żywienie dzieci w żłobku, zespole szkolno-przedszkolnym i dwóch szkołach.
30 września 2021 roku podpisała ze spółdzielnią umowę na 668 640 zł brutto.
Całodzienne wyżywienie kosztowało 28 zł. Rodzic płacił 8,50 zł, a pozostałe 19,50 zł pokrywała gmina. W przypadku samego obiadu było to odpowiednio 4,50 zł od rodzica i 8,50 zł od gminy.
Przypomnę, ile ratusz płacił za przygotowanie posiłku – 4 zł.
Ale przykład pokazuje coś znacznie ważniejszego.
W Bisztynku od początku jasno określono, że usługa żywienia ma realną wartość. Przeprowadzono postępowanie, określono pełną cenę i wskazano, jaką część ponosi rodzic, a jaką samorząd.
Spółdzielnia socjalna nie miała wykonywać zadania dlatego, że jest „społeczna” i jakoś sobie poradzi. Miała otrzymać uczciwą zapłatę za wykonaną usługę.
Warto też zwrócić uwagę na skalę obciążenia rodziców. W przywołanym okresie rodzic w Bisztynku płacił za całodzienne wyżywienie 8,50 zł, podczas gdy w kalkulacji górowskiej na 2025 rok „wsad do kotła” wynosił 16 zł.
Dobre Miasto: rozwinięta działalność
Spółdzielnia Socjalna „Podkowa” w Dobrym Mieście została zarejestrowana 12 marca 2025 roku. Prezesem jest Bożena Olszewska-Świtaj, bardzo dobrze znana mieszkańcom, wieloletnia wójt Gminy Górowo Iławeckie.
Już sam profil działalności pokazuje inne podejście. Spółdzielnia zajmuje się nie tylko gastronomią, ale także sprzątaniem, utrzymaniem terenów zielonych, edukacją oraz pomocą społeczną.
Z danych publikowanych na podstawie Biuletynu Zamówień Publicznych wynika, że w 2025 i 2026 roku „Podkowa” otrzymała zamówienia między innymi na usługi opiekuńcze oraz catering dla dzieci. Łączna wartość czterech wykazanych zamówień przekracza 2,4 mln zł.
Sama Gmina Dobre Miasto w raporcie za 2024 rok zapowiadała, że nowa „Podkowa” ma kontynuować działania wcześniejszej spółdzielni i rozwijać projekty społeczne dzięki nowym środkom oraz kontrahentom.
Spółdzielnia współpracuje też przy inicjatywach społecznych. Koordynuje na przykład Lodówkę Społeczną w Dobrym Mieście. Tak, dobrze Państwo słyszą – lodówkę społeczną.
Pieniężno
W Pieniężnie samorząd poszedł inną drogą.
W 2019 roku Rada Miejska zdecydowała o utworzeniu Spółdzielni Socjalnej „SĄSIEDZI”, której założycielami zostały Gmina Pieniężno i Gmina Lelkowo. Spółdzielnia od początku wykonywała konkretne zadania komunalne, przede wszystkim związane z gospodarką odpadami.
Co ważne, po kilku latach nie zniknęła z rynku – przeciwnie, w 2025 roku wystartowała w otwartym przetargu na odbiór i zagospodarowanie odpadów w Pieniężnie na 2026 rok, złożyła najtańszą ofertę i wygrała przetarg.
Na tym jednak Pieniężno nie poprzestało. W listopadzie 2025 roku Rada Miejska podjęła uchwałę o utworzeniu drugiej spółdzielni socjalnej – „MOST”, wspólnie ze Stowarzyszeniem „Zdrowa Rodzina”.
To pokazuje, że tamtejszy samorząd nie potraktował spółdzielczości socjalnej jako jednorazowego eksperymentu, lecz jako jedno z narzędzi realizowania lokalnych zadań i tworzenia miejsc pracy.
„SĄSIEDZI” rozwijają też inne rodzaje działalności – na swojej stronie informują m.in. o żywieniu uczniów w Gminie Lelkowo oraz zarządzaniu nieruchomościami.
Dlaczego nie dzieje się tak w Górowie?
W Bisztynku samorząd zapewnił spółdzielni znaczące, formalnie udzielone – przetarg! – zamówienie, pozwalające na stabilne działanie. W Dobrym Mieście współpraca obejmuje kilka różnych rodzajów zadań. Podobnie jest też w Pieniężnie.
A przecież właśnie taką wizję przedstawiano także w Górowie w 2020 roku. „Tradycja” miała prowadzić różnorodną działalność. Miała zatrudniać ludzi i stopniowo rozbudowywać zakres świadczonych usług.
Tymczasem przez lata podstawą działalności pozostawała gastronomia, oparta przede wszystkim na zleceniach Przedszkola i MOPS/MCUS. W kalkulacji na 2025 rok większość kosztu całodziennego wyżywienia stanowił „wsad do kotła” finansowany przez rodziców – 16 zł – podczas gdy 6 zł stanowił koszt przygotowania.
Dlaczego nie rozwinięto pozostałych działalności zapowiadanych przy tworzeniu spółdzielni?
Czy nie było na nie zapotrzebowania? Czy były nieopłacalne? Czy miasto uznało, że inne sposoby wykonywania usług komunalnych są korzystniejsze? Czy próbowano zlecać „Tradycji” kolejne zadania i z tych prób zrezygnowano?
Chcąc uzyskać na nie odpowiedź, 17 września wysłałem do burmistrza zapytanie prasowe. Zapytałem w nim, jak Gmina Miejska Górowo Iławeckie ocenia obecną sytuację i przyszłość Spółdzielni Socjalnej „Tradycja”.
Jakie działania Gmina – jako jeden z założycieli spółdzielni – zamierza podjąć, aby zapewnić jej dalsze funkcjonowanie. Pytam także, czy planowane jest pozyskiwanie nowych zleceń i rozwijanie innych obszarów działalności niż gastronomia i catering. A także o to, jak Gmina wspierała „Tradycję” od chwili jej utworzenia i czy realizowano pierwotne założenie, że spółdzielnia będzie rozwijała różne rodzaje usług i zwiększała zatrudnienie.
Niestety do dzisiaj nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Pytam, bo mam nieodparte wrażenie, że „Tradycja” to taka wygłodzona i zajeżdżona chabeta, z której gospodarz chce wycisnąć maksimum korzyści, póki ta nie padnie.
Pańskie oko jej nie tuczy.
Ciąg dalszy nastąpi.