Interwencje

Tradycja – historia prawdziwa

Odc. 3. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o…

W poprzednich odcinkach była idea, uchwała, ludzie i kuchnia. Teraz policzymy sobie pieniądze. „Tradycja” od początku miała przecież nie tylko wymiar społeczny. Miała również sens ekonomiczny.

Jeszcze przed powstaniem spółdzielni burmistrz Jacek Kostka mówił mi o planie zmiany sposobu żywienia dzieci w Przedszkolu Miejskim. Kuchnia przestałaby funkcjonować jako część przedszkola, z własnymi pracownikami, a przygotowywanie posiłków przejąłby odrębny podmiot. Podobne informacje słyszałem również od innych osób znających początki przedsięwzięcia.

Nazywa się to mądrze – outsourcing.

Sam pomysł nie musi być ani dobry, ani zły. Jeżeli osobny podmiot potrafi zapewnić dzieciom dobre jedzenie, a przy okazji zatrudnia mieszkańców miasta, to jest to rozwiązanie korzystne dla wszystkich. I początek rzeczywiście wyglądał obiecująco.

Najpierw dotacja

W 2020 roku, podczas dyskusji nad utworzeniem „Tradycji”, burmistrz mówił o możliwości pozyskania znacznego dofinansowania na wyposażenie stanowisk pracy oraz koszty zatrudnienia. Zakładano pięciu pracowników na początek, a w przyszłości więcej.

Spółdzielnia rzeczywiście korzystała później ze wsparcia ekonomii społecznej. W sierpniu 2021 roku podpisano umowę o przedłużone wsparcie pomostowe w wysokości 30 tys. zł. To może tłumaczyć pozorny paradoks pierwszego okresu działalności.

27 kwietnia 2022 roku burmistrz mówił podczas sesji Rady Miasta: „… do tej pory spółdzielnia przygotowywała posiłki za darmo”.

Rodzice płacili za produkty, czyli tzw. „wsad do kotła”. Burmistrz mówił natomiast o potrzebie wprowadzenia 4 zł za przygotowanie posiłku, ponieważ rosły koszty gazu i płacy minimalnej. Jednocześnie twierdził, że na funkcjonowaniu spółdzielni miasto oszczędza około 400 tys. zł rocznie.

„Za darmo” jest oczywiście pojęciem umownym. Kucharz musi dostać wynagrodzenie, trzeba opłacić składki, energię i pozostałe koszty działalności. Jeżeli nie płaciło za to Przedszkole, pieniądze musiały pochodzić z innych źródeł.

Wiele wskazuje więc na to, że początkowy model mógł funkcjonować między innymi dzięki środkom startowym i pomostowym. Nie mam jednak dokumentów pozwalających stwierdzić, jaka część kosztów pracy była z nich pokrywana. Wiadomo natomiast, że taki model nie mógł trwać wiecznie.

Cztery złote

Od maja 2022 roku pojawia się odrębna umowa dotycząca przygotowywania posiłków.

Coraz wyraźniej widać dwa strumienie pieniędzy. Rodzice finansują produkty. Przedszkole płaci „Tradycji” za przygotowanie posiłków. I właśnie tutaj zaczynają się pytania.

Przedszkole odpowiedziało mi, że w latach 2021–2024 zamówienie było poniżej progu stosowania Prawa zamówień publicznych. Jednocześnie napisało: „Dokumenty takie nie zostały sporządzone. Zamówienie było poniżej progu zamówień publicznych”.

Przedszkole nie posiada też dokumentacji wyboru wykonawcy, rejestrów dotyczących tych zamówień ani dokumentacji postępowania in-house. Potwierdziło również, że w 2021 roku nie zatrudniało już pracowników kuchni.

W latach 2021–2024 próg stosowania PZP dla takich zamówień wynosił 130 tys. zł. Prawo określa przy tym, że podstawą ustalenia wartości zamówienia jest całkowite szacunkowe wynagrodzenie wykonawcy bez VAT, ustalone z należytą starannością. Zabrania też zaniżania wartości albo wybierania sposobu jej obliczenia w celu uniknięcia stosowania ustawy.

Pytam zatem: jak ustalono, że zamówienie pozostawało poniżej ustawowego progu, skoro dokumentów jego oszacowania nie sporządzono?

I drugie pytanie: czy przy ustalaniu wartości liczono całe wynagrodzenie uzyskiwane przez wykonawcę w związku z żywieniem dzieci, czy tylko część opłacaną bezpośrednio przez Przedszkole? Bo jeśli liczono tylko tę drugą część, trzeba wyjaśnić, czy taki sposób kalkulacji nie powodował zaniżenia wartości zamówienia poniżej ustawowego progu, a w konsekwencji – niezastosowania procedur Prawa zamówień publicznych.

W 2025 roku było już inaczej (normalnie?)

Odpowiedź Przedszkola dotycząca 2025 roku jest już zupełnie konkretna. Przyjęto 229 dni żywieniowych i 34 808 całodziennych zestawów. Z późniejszej odpowiedzi Przedszkola wynika, że przy kalkulacji całodziennego żywienia przyjęto:

16 zł „wsadu do kotła” + 6 zł za przygotowanie = 22 zł.

Wartość zamówienia oszacowano na 709 051 zł netto. Ostatecznie oferta „Tradycji” wyniosła 765 776 zł brutto.

I stąd bierze się podstawowe pytanie tego odcinka:

dlaczego w 2025 roku koszt produktów i koszt przygotowania potraktowano łącznie jako wartość jednego zamówienia, skoro w latach wcześniejszych utrzymywano, że usługa pozostawała poniżej 130 tys. zł?

Gdy pojawiła się konkurencja

23 grudnia 2024 roku ogłoszono pierwsze udokumentowane postępowanie na całodzienne żywienie dzieci. Było to zamówienie zastrzeżone na podstawie art. 94 PZP dla określonej grupy podmiotów, w tym spółdzielni socjalnych.

Cena miała wagę 60 procent. Pozostałe 40 procent stanowił czas realizacji reklamacji, czyli w praktyce czas dostarczenia prawidłowego posiłku w miejsce zakwestionowanego.

Wpłynęły dwie oferty.

„Tradycja” zaoferowała 765 776 zł brutto.

Konsorcjum Naprzód Catering i Naprzód Service – 727 417,59 zł brutto.

Druga oferta była tańsza o 38 358,41 zł.

Nie wygrała.

Oficjalne ogłoszenie o wyniku wskazuje, że spośród dwóch ofert jedna została odrzucona, a zamówienia udzielono „Tradycji”. Nie znam jeszcze faktycznej i prawnej przyczyny odrzucenia tańszej oferty, ale się dowiem. Wystąpię o dokumenty.

Interesujący jest jeszcze jeden szczegół. Cena „Tradycji” wynosi dokładnie: 34 808 × 22 zł = 765 776 zł.

Czyli oferta odpowiadała co do złotówki stawce 22 zł za całodzienne wyżywienie, którą Przedszkole wskazało później w odpowiedzi jako przyjętą w kalkulacji żywienia na 2025 rok.

Samo w sobie niczego to nie przesądza. Warto jednak ustalić, na jakich danych oparto właśnie taką kalkulację.

Nie mam dziś dowodu, że wcześniejszy sposób rozliczeń skonstruowano po to, aby ominąć Prawo zamówień publicznych.

Dokumenty pokazują jednak jego praktyczny skutek: przez pierwsze lata „Tradycja” wykonywała swoje podstawowe zlecenie bez konkurencyjnego postępowania.

Kiedy konkurencja wreszcie się pojawiła, drugi wykonawca zaoferował cenę niższą o ponad 38 tys. zł, ale jego oferta została odrzucona.

A jest jeszcze inne pytanie : Skoro „Tradycja” miała kiedyś przestać żyć z pieniędzy startowych i utrzymywać się samodzielnie, to z czego właściwie miała się utrzymywać?

O tym w następnym odcinku.

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *