Samorząd

BEZCZYNNY URZĄD

We wtorek 25 sierpnia publicznie zaapelowałem do burmistrza o prawidłowe załatwienie ośmiu przeterminowanych wniosków o udostępnienie informacji publicznej.

Przypomnę, że udostępnienie informacji publicznej — albo załatwienie wniosku w inny przewidziany prawem sposób — jest obowiązkiem wynikającym z ustawy. Urząd Miasta przedłużał terminy, w niektórych przypadkach nawet kilkakrotnie, a mimo to również tych przedłużonych terminów nie dotrzymywał.

Napisałem wówczas:

„Jeżeli do końca soboty 29 sierpnia nie zostaną prawidłowo załatwione, w poniedziałek 31 sierpnia skieruję te osiem spraw do WSA”.

Niestety nie doczekałem się żadnej reakcji.

Powinienem więc skierować kolejne osiem spraw do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Wpis od jednej skargi na bezczynność wynosi 100 zł. Oznacza to, że za osiem nowych skarg będę musiał wyłożyć kolejne 800 zł. Jeżeli WSA uwzględni skargi, koszty te co do zasady podlegają zwrotowi przez organ.

A więc znów mogą zostać pokryte z pieniędzy publicznych.

Osiemset złotych.

Za tę kwotę można kupić coś potrzebnego mieszkańcom. Ławkę. Piaskownicę. Huśtawkę. Zrobić coś drobnego, ale pożytecznego.

Zamiast tego pieniądze mogą zostać wydane dlatego, że urząd nie wykonuje swoich obowiązków w terminie.

I to jeszcze nie wszystko.

Jest siedem kolejnych spraw, których terminy mijają w nadchodzącym tygodniu. Jeżeli również w nich nie otrzymam odpowiedzi, kolejne siedem spraw będzie mogło trafić do WSA.

To następne 700 zł samych wpisów sądowych.

Jeżeli liczyć wszystkie sprawy znajdujące się już dziś w sądzie oraz te, które mogą tam za chwilę trafić, robi się z tego kwota liczona już w tysiącach złotych.

Podejrzewam, że dla większości mieszkańców to nie są małe pieniądze.

Tymczasem urzędnicy nie ponoszą tych kosztów z własnej kieszeni. W razie zasądzenia zwrotu kosztów płaci organ, a więc w praktyce pieniądze pochodzą z budżetu publicznego.

Tak wygląda szacunek dla pieniędzy powierzonych przez mieszkańców.

Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to ich marnotrawienie.

Poczekam jeszcze. Dam szansę.

Jeżeli do piątku 11 września nie otrzymam odpowiedzi, skieruję te sprawy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, wnioskując jednocześnie — tam, gdzie będą ku temu podstawy — o wymierzenie organowi grzywny.

I tutaj robi się naprawdę ciekawie.

WSA, uwzględniając skargę na bezczynność, może wymierzyć organowi grzywnę.

Maksymalna wysokość takiej grzywny w 2026 roku wynosi 89 035,60 zł w jednej sprawie.

Wynika to z art. 149 § 2 w związku z art. 154 § 6 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Limit wynosi dziesięciokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za rok poprzedni.

Za 2025 rok GUS ogłosił przeciętne wynagrodzenie w wysokości 8903,56 zł.

10 × 8903,56 zł = 89 035,60 zł.

Oczywiście nie oznacza to, że sąd taką maksymalną grzywnę wymierzy. Może nie wymierzyć jej wcale albo ustalić ją na znacznie niższym poziomie.

Ale warto pokazać skalę przewidzianą przez ustawodawcę.

Dla piętnastu nowych spraw czysto teoretyczny maksymalny pułap wynosi:

15 × 89 035,60 zł = 1 335 534 zł.

Ponad 1,33 miliona złotych.

Jeszcze raz: to matematyczny górny limit, a nie prognoza tego, co zrobi sąd. O wysokości każdej grzywny będzie decydował WSA indywidualnie.

Jeżeli natomiast urzędnicy są rzeczywiście tak strasznie zapracowani, mam inną propozycję.

Deklaruję publicznie, że mogę przyjść do ratusza. Proszę udostępnić mi segregatory z dokumentami i skaner. Sam zeskanuję to, czego potrzebuję.

Nic nie buchnę, niczego nie zniszczę. Jestem człowiekiem uczciwym i godnym zaufania. 😉

Co więcej, ponawiam propozycję, którą składałem już trzy lata temu: mogę pokazać urzędnikom, jak rozsądnie korzystać z narzędzi AI.

Na przykład do wyszukiwania dokumentów, sprawdzania zarządzeń burmistrza czy wychwytywania błędów, których obecnie w dokumentach nie brakuje.

Jeżeli urząd dysponowałby odpowiednio wydajnym serwerem — orientacyjnie sprzętem rzędu około 20 tys. zł — można również uruchomić lokalny model językowy, czyli LLM działający wewnątrz infrastruktury urzędu.

Pozwoliłoby to znacznie ograniczyć ryzyko związane z przekazywaniem danych do zewnętrznych usług AI i zachować znacznie większą kontrolę nad przetwarzanymi informacjami.

Umowa stoi, Panie Burmistrzu Jacku Przemysławie Kostko?

Burmistrzu miasteczka jak z bajki?

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *