Samorząd

O bezczynności i nieszanowaniu pieniędzy mieszkańców

Każdy obywatel — niezależnie od tego, czy jest mieszkańcem danej gminy — ma prawo złożyć wniosek o udostępnienie informacji publicznej, czyli tzw. wniosek UDIP. Prawo to gwarantują Konstytucja oraz ustawa o dostępie do informacji publicznej.

Urząd powinien odpowiedzieć bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu 14 dni. Jeżeli nie jest w stanie udostępnić informacji w tym terminie, musi poinformować wnioskodawcę o przyczynie opóźnienia i wskazać nowy termin, nie dłuższy niż dwa miesiące.

Gdy żądanie dotyczy informacji przetworzonej, urząd może wezwać do wykazania, że jej udostępnienie jest szczególnie istotne dla interesu publicznego.

Jeżeli urząd milczy albo nie załatwia sprawy w terminie, można wnieść do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargę na bezczynność.

Wygrałem już osiem takich spraw. Przy każdej musiałem wpłacić 100 zł wpisu sądowego, czyli łącznie 800 zł. Pieniądze te trafiły do Skarbu Państwa. Ponieważ sąd uwzględnił moje skargi, Urząd Miasta musi teraz zwrócić mi poniesione koszty.

Nie oddaje ich jednak sąd. Te 800 zł zostanie wypłacone z budżetu miasta, czyli z pieniędzy publicznych. Za bezczynność urzędu i lekceważenie ustawowych terminów nie zapłaci więc prywatnie burmistrz ani urzędnik prowadzący sprawę. Zapłacą mieszkańcy.

Najwyraźniej urząd nie wyniósł też większej lekcji z batalii, którą prowadzę z nim od połowy lutego. Dotychczas mam 54 rozstrzygnięcia na swoją korzyść w Samorządowym Kolegium Odwoławczym oraz osiem wygranych spraw przed WSA.

W przypadku SKO nie trzeba wpłacać 100 zł wpisu. Nie oznacza to jednak, że postępowania te nic nie kosztują. Kosztują czas. Mój — pal go licho. Ale kosztują również czas urzędników i prawników opłacanych z miejskiego budżetu. A ich czas pracy ma bardzo konkretną cenę.

I kto za to wszystko płaci?
Pani płaci, pan płaci, my płacimy. Mieszkańcy.

Wszystko dlatego, że sprawa, którą można było załatwić zwykłą odpowiedzią w ustawowym terminie, kończy się odmową, odwołaniem, kolejną decyzją, następnym odwołaniem albo skargą do sądu. A potem SKO lub WSA musi przypominać organowi, jakie obowiązki nakłada na niego prawo.

W Urzędzie Miasta sprawami wniosków o informację publiczną zajmuje się sekretarz miasta Andrzej Worobiec, a decyzje podpisuje również burmistrz Jacek Przemysław Kostka. To osoby pełniące funkcje publiczne i wynagradzane z pieniędzy mieszkańców. O zarobkach burmistrza już pisałem. Do wynagrodzenia sekretarza jeszcze wrócimy.

Dlatego kiedy następnym razem spotkają ich Państwo na ulicy, można zadać bardzo proste pytanie:
Dlaczego pieniądze mieszkańców są wydawane na kolejne postępowania przed SKO i WSA, zamiast po prostu terminowo i zgodnie z prawem odpowiadać na wnioski o informację publiczną?

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *