Po 123 dniach szarpania się Urząd Miasta udostępnił w końcu dokumenty dotyczące niewykorzystanej szansy na modernizację górowskich Orlików.
18 lutego 2026 roku Ministerstwo Sportu i Turystyki ogłosiło program modernizacji kompleksów „Moje Boisko – ORLIK 2012". Na remont jednego obiektu można było otrzymać do 500 tysięcy złotych.
Program wraca co roku — poprzednia edycja miała miejsce w lutym 2025 r. Górowo Iławeckie ma dwa Orliki i oba wymagają pilnych napraw. Termin składania wniosków upływał 31 marca.
Już 20 lutego radny Kamil Bachanowicz zapowiedział na posiedzeniu komisji, że wystąpi do Urzędu Miasta o podjęcie działań zmierzających do pozyskania pieniędzy. Sześć dni później Komisja Oświaty, Kultury, Zdrowia, Sportu i Opieki Społecznej przyjęła już formalny wniosek skierowany do burmistrza Jacka Kostki.
Komisja wskazała na zły stan techniczny Orlików i ryzyko ich wyłączenia z użytkowania, żądając analizy stanu obiektów, oszacowania koniecznych prac, zabezpieczenia wkładu własnego oraz przygotowania i złożenia wniosku o dofinansowanie.
Sprawa trafiła więc dokładnie tam, gdzie powinna. To burmistrz kieruje Urzędem Miasta, gospodaruje mieniem gminy, wykonuje budżet i reprezentuje miasto na zewnątrz. Ani komisja, ani Rada Miasta nie mogły same przygotować ministerialnego wniosku, zlecić pracy urzędnikom czy podpisać dokumentów w imieniu gminy.
Pismo komisji nosi datę 26 lutego, jednak do Urzędu Miasta wpłynęło 10 marca. Trzy dni później, 13 marca, burmistrz udzielił odpowiedzi iż: „nie jest organem właściwym do załatwienia sprawy" — i przekazał pismo dalej, Radzie Miasta.
Od formalnego wniosku komisji minęło 15 dni. Do końca naboru zostawało jeszcze 18 — ale zamiast rozpocząć przygotowania, uruchomiono procedurę idącą w przeciwną stronę: sprawę przesłano organowi, który mógł zdecydować o pieniądzach, ale nie mógł zastąpić burmistrza i jego urzędu w przygotowaniu i złożeniu wniosku.
Komisja budżetowa zajęła się Orlikami dopiero 26 marca. Do zamknięcia naboru zostało wtedy pięć dni. Burmistrz mówił już wówczas o braku wkładu własnego i możliwym naruszeniu dyscypliny finansów publicznych. Radni uznali, że sprawa wpłynęła zbyt późno, i przesunęli ją do prac nad budżetem na 2027 rok.
I tak to się właśnie odbyło. Wniosek radnego Bachanowicza nie został formalnie odrzucony. Został procedowany tak, że czas zrobił swoje. Najpierw zwłoka, potem stwierdzenie braku kompetencji, potem przekazanie sprawy Radzie, a na końcu argument: jest już za późno. Szansa na remont Orlików została zaprzepaszczona.
Burmistrz powinien był spróbować: sprawdzić stan obiektów, oszacować koszt, przygotować dokumentację, przedstawić Radzie propozycję zabezpieczenia wkładu własnego. Przy odrobinie dobrej woli, można to było sprawnie przeprowadzić.
A może było tak jak mówi przysłowie: gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… pieniądze.
Miasto jest mocno zadłużone — jak pokazują moje wcześniejsze analizy budżetu, dług na mieszkańca jest tu blisko trzykrotnie wyższy niż średnia krajowa.
Możliwe więc, że problemem od początku był brak 50% wkładu własnego — i być może burmistrz nie chciał się do tego przyznać wprost, bo psułoby to narrację o nieprzerwanym paśmie sukcesów włodarza.