Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 44]

Założenie Związku Wojaków

Jeżeli już wojna duńska — przez którą stare Schleswig i Holstein wcieliliśmy do Związku Niemieckiego — oraz wojna austriacka z roku 1866 — przez którą Królestwo Hannover, Elektorat Hessen-Cassel i Księstwo Nassau wcieliliśmy do państwa pruskiego — uciszyły wszystkie partie, to chwalebna kampania przeciw naszemu staremu dziedzicznemu wrogowi, Francji, w latach 1870–1871 — dzięki której ponownie zdobyliśmy stare niemieckie prowincje Elsaß i Lothringen [Alzację i Lotaryngię] — zjednoczyła wszystkie niemieckie serca we wspólnym związku: aby po wieczne czasy utrzymać niemiecką jedność, niemiecką wolność, niemiecką Rzeszę.

Nasz landsberski Związek Wojaków jest zatem dzieckiem tego powszechnego patriotycznego dążenia. Swoje powstanie zawdzięcza zwłaszcza staraniom mieszkającego w naszym sąsiedztwie /w Worlack i Gr. Peisten [Worławki i Piasty Wielkie]/ właściciela dóbr rycerskich i porucznika pruskiego w stanie spoczynku, pana Strüvy’ego.

Na podstawie Najwyższego Rozkazu Gabinetowego z 22 lutego 1842 roku, według którego mogły tworzyć się wojackie związki pogrzebowe, 10 marca 1876 roku zebrali się wszyscy towarzysze wojenni i członkowie związku /zob. s. 2 i 3 statutów/ z miasta i okolicy i założyli: landsberski Związek Wojaków, który według § 2 statutu ma następujący cel.

Cel Związku Wojaków
Celem statutu jest: pielęgnowanie wojskowego koleżeństwa, podtrzymywanie pamięci o ostatnich chwalebnych kampaniach z lat 1866, 1870 i 1871, którym nasza niemiecka ojczyzna zawdzięcza długo upragnione zjednoczenie, zgodnie z dewizą Związku: „Z Bogiem za Cesarza i Rzeszę!!!”; zachowanie i wspieranie miłości do ojczyzny oraz przywiązania do naszego cesarskiego wodza wojennego i członków domu królewskiego, a przede wszystkim także oddawanie zmarłym towarzyszom wojennym wojskowej eskorty honorowej.

Członkowie zarządu
Do zarządu Związku wybrano:
1. pana porucznika pruskiego w stanie spoczynku Strüvy’ego — jako prezesa;
2. pana burmistrza Paape — jako zastępcę;
3. pana właściciela prywatnego Sturza.
—-
Szanowny czytelniku kroniki!
Księga ta od 1815 roku do stycznia 1945 roku znajdowała się w posiadaniu miasta Landsberg Ostpr. Po piętnastu latach, w roku 1959, trafiła do nas, wypędzonych mieszkańców owego miasta.

Naszemu starszemu okręgowemu, panu Wilhelmowi Strüvy z Gr. Peisten, należy się podziękowanie za pośrednictwo, dzięki któremu kronika ponownie znalazła się w naszym posiadaniu i mogła zostać przekazana pod opiekę miasta Verden, miasta patronackiego powiatu Pr. Eylau.

Przy przeglądzie stwierdziłem niestety, że brakowało stron od 131 do 137. Trzy przeciwległe karty były wyjęte z oprawy i również mogły zaginąć. Dlatego poleciłem dokonać naprawy i zastąpić brakujące karty.

Brühl, okręg Köln, 15 listopada 1961 r.
Podpis:
Otto Krause
dawniej Landsberg Ostpr., Hindenburgstraße 10

[Strona 138] — fragment o chorobach nóg i wodzie
…był na ziemi i natychmiast poczuł ból w lewej stopie, między piętą a kostką. W pierwszej chwili nie zwrócono na ten ból wielkiej uwagi, ale po tygodniach stopa spuchła, chłopiec musiał leżeć w łóżku, okłady nic nie pomagały. Doktor Zuch musiał stopę naciąć i wtedy zobaczyliśmy, co się stało: wyszła wielka ilość nagromadzonej materii, a stopa chłopca zachowała ranę przez całe lata dojrzewania i dopiero wraz z jego ożenkiem rana się zamknęła, a stopa pozostała zdrowa.

Tak jak ten mój bratanek, podobnie nawiedzonych zostało kilku chłopców: syn czapnika Hickmanna, który jako dwudziestoletni człowiek chodzi jeszcze z raną w udzie; albo syn mistrza stolarskiego Ogilvic, który zesztywniał na nogach — nie można się temu dziwić, bo jego ojciec był bardzo skrofuliczny i rozumowo już jako młody człowiek był ograniczony.

Syn robotnika kameralnego Wormkego cierpiał bardzo z powodu grubego kolana i także zmarł na to; syn mistrza bednarskiego Kuhtza cierpiał również na sztywną stopę. Także ostatni przypadek, syn handlarza skórami Plocha z Hofstraße, który w szkole w Koenigsberg przez pół roku i dłużej musiał leżeć w łóżku z powodu tego bólu nogi i teraz jeszcze, jako dwudziestoletni człowiek, musi chodzić z otwartą raną na podudziu, jest z pewnością tylko skutkiem złej wody.

Na dziewczęta nie zwracałem takiej uwagi, ale wiele z nich widzi się także chodzących kulejąc o kulach. Tak, tak! Nie dam sobie tego wyperswadować: wszystkie te zjawiska zostały, jeśli nawet nie wprost wywołane, to jednak bardzo podsycone przez złą wodę do picia i gotowania i wcześniej doprowadzone do wybuchu, a oskarżenia, które rzucano zwłaszcza na nauczycieli gimnastyki — nauczyciele dawniej byli przecież zawsze kozłami ofiarnymi rodziców — obracają się wniwecz.

Ja sam w latach sześćdziesiątych XIX wieku dostałem gwałtownego, kłującego bólu w lewym udzie, tak że niemal przez pół roku, jak Żyd Wieczny Tułacz Ahaswer, musiałem spędzać noce, czuwając i chodząc o lasce, aż wreszcie pięciotygodniowa kuracja w łaźni parowej i mokre nacierania uwolniły mnie od bólu nogi.

Przestroga dla ojców naszego miasta

Doktor Zuch przypisywał wówczas tę chorobę nogi mniej wpływowi mojego stęchłego mieszkania, a bardziej spożywaniu złej wody z rur. Ponownie więc przestroga dla ojców naszego miasta: troszczcie się o czystą, zdrową wodę do picia i gotowania dla mieszkańców naszego miasta! Bierzcie przykład z mieszkańców Koenigsberg, którzy teraz urządzili wodociąg, a ponieważ woda wciąż nie jest dla nich dość dobra, zakładają jeszcze wielką stację filtracyjną!

Wędrowne składy, objazdowe wyprzedaże

Wędrowne składy i objazdowe wyprzedaże szkodzą osiadłym kupcom naszego miasta. Jak już wypowiedziałem się w sprawozdaniu rocznym /zob. s. 123/ o złym i marnym czasie tego roku i wskazałem, że rolnik od kilku lat nie miał obfitych plonów, a drobny rzemieślnik utrzymuje się jedynie dzięki zaliczkom z naszego Towarzystwa Zaliczkowego itd., tak kupiec ponosi szczególnie wielkie straty przez haniebny, pojawiający się i często występujący zwyczaj wędrownych składów i objazdowych wyprzedaży.

Nagle w prywatnym domu przy rynku otwiera się wyprzedaż towarów i można tam dostać piękne towary po cenach śmiesznie niskich, po jakich tutejsi kupcy nie mogą ich oddawać. Towary te pochodzą zwykle z interesów stojących na krawędzi bankructwa i są wyprzedawane przez żydowskich i chrześcijańskich agentów sprzedaży. Za 50 fenigów kupuje się w takim wędrownym składzie rzeczy, które według rzetelnej wartości byłyby warte dwa albo trzy razy tyle.

Te wędrowne składy nie szkodzą jednak właśnie przez samo wyprzedawanie towarów, lecz szkodzą naszym osiadłym firmom handlowym przez to, że zabierają z miejscowości gotówkę, a sprzedaż na kredyt pozostawiają miejscowym, płacącym podatki przedsiębiorcom. Także tutaj, jak w innych miastach, kierowano petycje do władz z prośbą o usunięcie tego złego stanu rzeczy — oczywiście bezskutecznie.

Czytamy jednak w „Hartungsche Zeitung”, pod tytułem „Deutsches Reich”, co następuje: Z dniem 1 lipca 1878 roku weszły jednocześnie w życie w Wielkim Księstwie Hessen i w Królestwie Sachsen ustawy o opodatkowaniu wędrownych składów. W Hessen za każdy wędrowny skład w danej miejscowości pobiera się opłatę od 20 do 40 marek, podczas gdy w Sachsen podatek wynosi 50 marek.

Z doświadczenia kilku miesięcy od wejścia w życie owych ustaw można stwierdzić wyraźny spadek liczby wędrownych składów! Czy tu, w Prusach, przez petycje do obu wysokich izb albo do ministra handlu nie można by dążyć do podobnych ustaw? Warto byłoby spróbować za pomocą masowych petycji. Pewien skutek miałoby także to, gdyby gazety i drukarnie nie przyjmowały ogłoszeń wędrownych składów.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *