Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 42]

Program na rok 1877

Ukaże się on jeszcze wyraźniej, gdy w następnym sprawozdaniu rocznym będę mówił o naszych miejskich i społecznych stosunkach, o różnych stowarzyszeniach i ich działalności, a zwłaszcza o dawnych, martwych czasach w porównaniu z obecnymi.

Śmierć małego, dwunastoletniego ucznia szkoły rektorskiej Carla Schulza

Latem 1876 roku w Röhrenteich [Kaczy Staw], przy miejscu kąpielowym, utonął jedyny syn tutejszego piwowara słodowego Augusta Schulza. Zaraz po zakończonej liturgii w kościele poszedł z kilkoma kolegami szkolnymi kąpać się do Röhrenteich i utonął. Prawdopodobnie zanadto się rozgrzał podczas marszu, a skurcz w zimnej wodzie sprawił, że zatonął.

Setna rocznica urodzin królowej Luise

W tym roku, 1876, obchodzono także setną rocznicę urodzin naszej niezapomnianej królowej Luise, na życzenie naszego starego, sędziwego cesarza Wilhelma I. Szczególnie we wszystkich szkołach odbywały się uroczyste akty, podczas których nauczyciele przedstawiali krótkie zarysy życia tej wzniosłej kobiety, przy śpiewie i deklamacji dorastającej młodzieży.

Nasza metropolia Königsberg odznaczyła się przy tym prawdziwie patriotyczną czcią. Starała się nabyć dawny, tak zwany ogród Buchholza na Hufen, pięknie go urządzić i ustawić tam popiersie Luise na wieczną pamiątkę, przy wielkim uroczystym udziale mieszkańców Königsberg.

Ogród nazywa się teraz Louisens Wald i jest odwiedzany przez wszystkich patriotów Prus, którzy przybywają do Königsberg z bliska i daleka.

Luise najczęściej wybierała ten ogród jako miejsce pobytu ze swoimi dziećmi podczas nieszczęsnej wojny z Napoleonem, w czasie ucieczki ku najdalszym granicom naszej ojczyzny, ku Memel itd.

Oszalowanie naszego dachu kościelnego

W tym roku ukończono długo oczekiwaną naprawę naszego kościoła, mianowicie oszalowanie dachu kościelnego. Budowę wziął w przedsiębiorstwo handlarz i kupiec Daniel Schulz.

Gdy na początku lat czterdziestych, zaraz po moim przybyciu do Landsberg, krajowy mistrz budowlany Bertram z Braunsberg [Braniewo] przystąpił do wykonania konstrukcji wiszącej w celu rozjaśnienia pięknie malowanego sklepienia naszego kościoła, nie kazał on oszalować dachu kościelnego tak, jak należało, lecz po prostu pokrył go z powrotem [materiał niepewny w odczycie] i krowim włosiem w wapnie.

To pokrycie jednak wcale się nie trzymało. Co chwila murarz musiał znowu zatykać szczeliny i naprawiać dach. Te pozornie drobne naprawy pochłaniały co roku prawie cały zasób kasy kościelnej; jesienne burze corocznie zrywały znowu to, co murarz wiosną poprzednio zalepił.

Wreszcie przyszła rozsądna myśl: kazać oszalować dach kościelny. I to teraz w końcu dobrze wykonano, choć z wielkimi trudnościami ze strony naszego wysokiego patrona, który musiał dostarczyć materiałów budowlanych — me Hercule! Właściwie to Bertram, królewski krajowy mistrz budowlany, powinien był przynajmniej zapłacić koszty naprawy.

Przestroga dla ojców naszego miasta

Jak może technik w naszym klimacie, na wysokiej północy, nakazać dach z tak kruchym pokryciem ze szczap i wapna! W naszym klimacie oszalowanie z dachówką jest zawsze najlepszym pokryciem dachu, lepszym nawet niż pokrycie cynkiem lub miedzią. Niech zapamiętają to zwłaszcza ojcowie naszego miasta, którzy przecież przy budowach miejskich zawsze muszą określać koszty budowy.

Dlatego zawsze żywię wielkie obawy o dach naszej wieży kościelnej. Jeśli ostatni obwodowy pas cynku nie jest przybity długimi gwoździami, to kiedyś silny zachodni wiatr wejdzie pod cynkowe pokrycie i wywinie długi cynkowy dach.

Kopanie studni na starym cmentarzu

Jesienią, właśnie w najsuchszej porze roku, zaradzono też długo odczuwanej potrzebie i na starym cmentarzu kościelnym na Angerze wykopano studnię.

Przez lata męczyliśmy się, nosząc wodę z niżej położonego Röhrfließ [Młynówka] na wysoko położony cmentarz, aby zwilżać nasze groby, i nieraz dorobiliśmy się przy tym spoconych pleców. Postanowiłem więc, przy pomocy magistratu i gminnej rady kościelnej, zbudować tam u góry nową studnię. Kosztowało to wprawdzie wiele trudu i wielu chodzeń, aby wydobyć coś na ten ogólny cel, lecz udało się.

Magistrat dał materiał: bale i deski, gminna rada kościelna chciała pokryć koszty, i tak nie trwało długo, a studnia została wykopana. Zapowiadała, że będzie trzymać dostatecznie dużo wody. Przyjaciel Teichert, należący do gminnej rady kościelnej, nasz szanowany rendant i kasjer naszego Vorschuß-Verein [Kasa zapomogowo-pożyczkowa], wiernie stał przy mnie ze swoją praktyczną radą.

Już teraz otrzymałem niejeden uścisk dłoni i niejedno piękne podziękowanie od krewnych tych, którzy śpią na cmentarzu. Ach, jakże ludzie będą się dopiero cieszyć, gdy w przyszłym roku będą mogli utrzymać zielone mogiły i kwitnące kwiaty!

Pastor Basemann — osiedlenie się i pokładane w nim nadzieje

Późną jesienią tego roku, 1876, pastor Barmann z Canditten przeprowadził się ze swoją rodziną na miejsce pastora Reitza.
Basemann jest — jak poznaliśmy go w ciągu jednego roku, bo kronikę należy spisywać przynajmniej rok po wydarzeniach — mówcą dobrze wykształconym, znawcą muzyki i człowiekiem bardzo samodzielnym w prowadzeniu swego urzędu. Uprawnia to do wiązania z nim najlepszych nadziei.

Podręcznik Meurera o budowie i ozdabianiu kościołów

Ponieważ jednak zarówno cała nasza gmina, jak zwłaszcza miasto i jego przedstawiciele, powinni ręka w rękę z pastorem przystąpić do proponowanych dobrych dzieł, chcę wskazać im dobrą drogę, która wiernie doprowadzi ich do celu. Tym drogowskazem jest podręcznik budowy kościołów, ich wyposażania i utrzymywania, napisany nie przez architekta, lecz przez prostego duchownego.

Tytuł tego drogowskazu brzmi: „Budowa kościoła ze stanowiska i według zwyczaju Kościoła luterańskiego, duchownym, patronom kościelnym i przełożonym kościelnym ku orientacji podana”, przez licencjata Moritza Meurera, pastora. Lipsk, u Dörflinga i Frankego. Cena: 5 marek.

Podręcznik ten nie ma zastępować budowniczego, lecz przygotować mu grunt i wspierać go przez to, że pastorów i członków gminy orientuje w dziedzinie, która dla większości jest krajem nieznanym. Czyni to przynajmniej na tyle, aby w razie potrzeby nie oddawali się w ręce pierwszego lepszego rzemieślnika budowlanego, nie przyjmowali szablonowo sporządzonego planu budowy i, aby pozbyć się wszelkich trosk, nie powierzali robót temu, kto zażąda najmniej — a potem ma za wszystko odpowiadać aż do oddania kluczy.

Sprawozdanie ze żniw

Tegoroczne żniwa, roku 1876, były w naszych wysoko położonych okolicach więcej niż dość dobre. Wildenhoff [Dzikowo Ił.] z folwarkiem Amalienhof zwiózł 120–130 fur zboża więcej niż w roku poprzednim.

Słoma ozimin w sąsiednich okolicach pozostała bardzo krótka i dlatego kopa wiązek po 20 funtów kosztowała 16 do 18 talarów. Mimo to hrabstwo Wildenhoff zaoferowało do sprzedaży 50 kop.
1877 — sprawozdanie roczne i żniwne

Natomiast żniwa roku 1877 zaledwie można nazwać średnimi. Z powodu długiej i zimnej wiosny rzepik niemal zupełnie zawiódł. Żyto, a nawet pszenica, tylko miejscami stały dobrze, a to, co jeszcze urosło, z powodu częstych ulew często musiano zwozić do stodoły już nadpsute.

Owies leżał miejscami przez pięć do sześciu tygodni w pokosach i czerniał, a tymczasem trzeba było już siać oziminę. Wtedy, w zmaganiu z warunkami pogodowymi, szybko okazywało się, kto jest dzielnym i praktycznym gospodarzem.

Siano z pierwszego pokosu udało się skąpo: było krótkie i bez podrostu. Potraw udał się lepiej, lecz w wielu miejscach trzeba go było zwozić zielony i solić na późniejsze zużycie.

Zboża jare wypadły stosunkowo lepiej niż oziminy. Jednak nigdy nie zastępują one tych pierwszych: jare zasiewy pozostają dla rolnika zawsze tylko igraszką. Radziłbym mu więc siać mało rzepiku, a buraków pastewnych wcale nie uprawiać, ponieważ w naszych wysoko położonych okolicach pierwsze zbyt często wymarzają, a drugie kosztują zbyt wiele pracy i równie rzadko się udają, gdyż mają za mało czasu na wzrost — zwłaszcza kiedy jesień jest krótka, a zima zaczyna się właściwie już w październiku.
Martwy czas w handlu i gospodarce, 1877

Kartofle udały się dość dobrze, a korzec kosztował na rynku 15, 16½, 17 do 20 srebrnych groszy. Zboże miało cenę średnią, ponieważ wiele rosyjskiego zboża zapełniało rynek królewiecki.
Ogólnie panuje czas ospały: nie ma prawdziwego handlu ani ruchu gospodarczego. Rolnik żyje w ucisku, gdyż od kilku lat nie miał obfitego plonu. Wojna rosyjsko-turecka naciska na rynek pieniężny i podnosi ceny.

Nasz stan rzemieślniczy utrzymuje się dzięki swej ruchliwości, przy czym bardzo pomaga mu rozwój naszego Towarzystwa Zaliczkowego. Miasto jako całość pokłada nadzieję w lepszych czasach dzięki urządzeniu większych sądów krajowych, które ma nastąpić po roku 1879. Oby żywione nadzieje się spełniły!

Pierwszy komin parowy

Landsberg nigdy nie miał dość wody do napędu swoich młynów. W suche lata i w mroźne zimy bardzo często jej brakowało. Brak ten stawał się coraz dotkliwszy, gdy po separacjach [reforma rolna] lasy widocznie znikały.

Z powodu braku wody upadł więc młyn tartaczny, a ponieważ większych ilości zboża do mielenia nie mogła już przerobić także młynarnia, nasi piekarze byli zmuszeni jeździć ze swoją pszenicą aż do Worienen [Woryn], a nawet daleką drogą do Heilsberg [Lidzbark W.].

Wtedy naszemu właścicielowi młyna przyszło nagle do głowy, czy nie mógłby zagarnąć zarobku z całego tego przemiału. Przebudował więc swój młyn zbożowy i urządził w nim zakład cylindrowy [rodzaj młyna], który dawał równie piękną mąkę cylindrową jak młyn w Heilsberg. W tym roku dobudował jeszcze urządzenie parowe z wysokim kominem parowym, które miało mu okresowo zastępować brak wody — i w ten sposób w pełni osiągnął swój cel.

Ten nasz obecny właściciel młyna nazywa się Seddig — człowiek bardzo przedsiębiorczy.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *