Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Olsztynie uchyliło kolejne sześć decyzji Burmistrza Miasta Górowo Iławeckie odmawiających mi udostępnienia informacji publicznej. Mam więc już czternaście wygranych na tym etapie spraw. Żadnej przegranej. 14:0 to się nawet w piątej lidze piłkarskiej nie zdarza.
Nie chodzi o jedną pomyłkę, jeden źle napisany dokument albo jeden sporny wniosek. Chodzi o powtarzalny mechanizm: Burmistrz odmawia, sprawa trafia do SKO, SKO uchyla decyzję, a urząd — jak pokazują pierwsze ponowne odmowy — próbuje pisać tę samą decyzję jeszcze raz, tylko innymi słowami.
Aktualny stan spraw wygląda następująco:
SKO — oczekuje na rozpatrzenie – 9
SKO1 — po uchyleniu, z powrotem u Burmistrza – 6
SKO2 — ponowne odwołania po drugiej odmowie – 9
WSA — skargi do sądu administracyjnego – 8
Szczególnie ważna jest sprawa tężni.
Mój wniosek dotyczył kosztów jej eksploatacji i utrzymania w latach 2019–2025. W zwykłym języku: chodziło m.in. o dokumenty pokazujące, co kupowano do tężni, od kogo, za ile i na jakiej podstawie.
Do redakcji dotarły informacje od osób mających bezpośrednią wiedzę o funkcjonowaniu tężni, według których zamiast lecniczej solanki stosowano sól drogową. Redakcja chroni tożsamość swoich źródeł. Nie jestem jednak w stanie zweryfikować tych informacji na podstawie dokumentów — bo dokumentów, pomimo złożonego wniosku, Burmistrz nie chce udostępnić, choć ma taki obowiązek.
Jeżeli miasto kupowało solankę albo sól do tężni, powinny istnieć faktury, umowy lub rachunki. Jeżeli wykonywano czynności konserwacyjne, powinno być wiadomo, kto je wykonywał i ile to kosztowało.
Gdyby faktury były, otrzymałbym skany, i momentalnie skończyłoby to całą sprawę. Tymczasem z każdą kolejną odmową burmistrza pada na niego coraz większy cień. Być może prokuratura ma skuteczniejsze narzędzia, żeby te dokumenty zobaczyć.
I właśnie po tym wniosku ruszyła lawina odmów. W kolejnych sprawach Burmistrz zaczął twierdzić, że nadużywam prawa do informacji publicznej, składam za dużo wniosków, paraliżuję urząd, prowadzę osobisty spór i publikuję krytyczne teksty.
Urząd nie jest paraliżowany udzielaniem odpowiedzi, bo… odmawia udzielenia odpowiedzi, na pytania które go rzekomo paraliżują. To jak go mogą sparaliżować, skoro spotykają się z odmową burmistrza? To jest klasyczne odwracanie kota ogonem!
Paraliżuje sam siebie — pisząc odmowy, które generują odwołania, które trafiają do SKO, które je uchyla, i koło się zamyka. Dla części wniosków jesteśmy już na drugim podejściu.
Zastanawiam się, ile jeszcze rund wytrzyma Jacek Przemysław Kostka, zanim będzie musiał odpowiedzieć na wszystkie pytania.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy — czy uzasadnienia odmów pisze sam burmistrz, czy zewnętrzny prawnik. Jeśli to drugie, koszt tej obsługi ponoszą podatnicy. Przy czternastu uchylonych decyzjach warto zapytać: ile do tej pory zapłacono za przygotowanie decyzji, które SKO konsekwentnie unieważnia?
Zastanawiam się czy włodarz zdaje sobie sprawę w jakim świetle się stawia? Powinien być sługą dla swojej społeczności (przypomnę, że dostaje za to naprawdę duże pieniądze) a tymczasem gdy społeczność chce się dowiedzieć o ważne dla niej sprawy, Jacek Przemysław Kostka robi wszystko żeby uniknąć odpowiedzi. To jaki to sługa?
Burmistrz może mnie nazywać kłopotliwym wnioskodawcą. Może twierdzić, że pytam za dużo. Może mówić o „hejcie" — i właśnie dlatego wynik brzmi dziś: 14 do 0 dla Pana hejtera.
Mecz trwa dalej.