Burmistrz odmówił odpowiedzi na kolejne trzy wnioski. Skierowałem więc odwołania do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Olsztynie.
Moje wnioski są formułowane bardzo precyzyjnie. Pytam wyłącznie o to, czego nie da się znaleźć w publicznie dostępnych dokumentach. Pytam o informacje publiczne, które urząd ma obowiązek udostępniać, bo gwarantuje to ustawa. Te informacje są mi potrzebne do pisania artykułów w KG.
Staram się nie wysyłać więcej niż kilku wniosków miesięcznie. Nie jestem sadystą. Nie mam zamiaru paraliżować pracy ratusza.
W trzech ostatnich miesiącach 2025 roku było ich łącznie osiem.
W styczniu – trzy, w lutym – sześć, w marcu – dziewięć, w kwietniu – osiem.
Przez siedem miesięcy, od października 2025 do kwietnia 2026, wysłałem 34 wnioski, czyli średnio 4,86 wniosku miesięcznie.
Wszystko zaczęło się właściwie od wniosku z 13 lutego 2026 roku dotyczącego tężni. Dzień później wysłałem pytania o wyżywienie dzieci w przedszkolu oraz o recertyfikację Górowa w sieci Cittaslow. I od tego momentu burmistrz jakby się „zawiesił” i robi wszystko, żeby na wnioski nie odpowiadać.
Argumentacja tych odmów jest pełna błędów prawniczych, nielogiczności i ogólników. Jest szablonowa, mechaniczna, sprawia wrażenie pisanej bez większego zrozumienia tematu.
Mam nieodparte wrażenie, że formułuje je ktoś bez elementarnego przygotowania prawniczego. Naprawdę sądzę, że lepsze uzasadnienie napisałby student pierwszego roku prawa. W SKO będą mieli z tego niezły ubaw.
Najbardziej rażące jest jednak coś innego. W uzasadnieniach pojawia się motyw całkowicie pozaprawny: burmistrz sugeruje, że problemem nie jest sam zakres informacji, lecz to, że wnioskodawca wykorzystuje uzyskane dane do krytycznych publikacji.
To oznacza, że odmowa przestaje być decyzją opartą na ustawie, a staje się reakcją na niewygodną kontrolę społeczną i prasową.
Mówiąc wprost: Jacek Przemysław Kostka nie chce, aby patrzeć mu na ręce.
Dlaczego? Bo mogłyby ujrzeć światło dzienne bardzo niewygodne fakty, całkowicie przeczące propagandowej narracji burmistrza. Okazałoby się, że klocki nie pasują do obrazka. Stąd ta nerwowa reakcja włodarza. Wrócę do tego jeszcze na końcu.
Górowo nie jest prywatnym miastem Jacka Przemysława Kostki. Nie jest jego folwarkiem. Każdy mieszkaniec ma prawo wiedzieć, na co wydawana jest każda złotówka. Bo to są pieniądze mieszkańców, pochodzące z ich portfeli, z płaconych podatków.
Burmistrz jest władzą wykonawczą i powinien być kontrolowany przez Radę Miasta. Tymczasem uczynił z niej maszynkę do głosowania. Żadna uchwała nie upadła, większość przechodzi jednomyślnie lub z jednym, dwoma głosami wstrzymującymi.
Radni praktycznie w żaden sposób nie sprawują nad nim realnej kontroli. A przecież burmistrz nie jest nieomylny.
Ping-pong więc trwa nadal. Burmistrz odbija piłeczkę kolejnymi odmowami. Ja odsyłam ją do SKO i do sądu. On liczy na znużenie. Ja liczę na dokumenty. I mam dziwne przeczucie, że na końcu tej partii nie wygra ten, kto napisał więcej odmów, tylko ten, kto miał rację co do jednej podstawowej rzeczy: że publiczne pieniądze nie są prywatną tajemnicą ratusza.
A teraz o tężni słów parę.
Jako dziennikarz mam wielu informatorów. Prawo prasowe chroni ich anonimowość w sposób bardzo mocny. Żaden sąd w tym kraju nie może żądać ode mnie ujawnienia ich tożsamości. Takie jest w Polsce prawo. I dobrze.
Dostałem sygnały, że w górowskiej tężni używano soli drogowej zamiast solanki. Sprawdzić to można bardzo prosto: wystarczy pokazać faktury za zakup solanki w ostatnich latach. Właśnie o to zapytałem w połowie lutego. Do dziś nie dostałem odpowiedzi.
Jeżeli sygnały się potwierdzą, sprawa jest bardzo poważna. Mogłoby to oznaczać realne zagrożenie dla zdrowia osób korzystających z tężni, a wtedy robi się z tego temat nie tylko polityczny, ale i prokuratorski.
Zapytam więc publicznie wprost Jacka Przemysława Kostkę: dlaczego nie chce Pan pokazać tych faktur?
Proszę o udostępnianie tego artykułu. To jest sprawa ważna dla mieszkańców.
