Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 26] — Strony 34-41

1864

Wojna z Danią

Nie zanosi się na dobry rok, bo polityczny horyzont nad Prusami Wschodnimi jest bardzo pochmurny. Powstanie w Polsce trwało nadal, nasze wojska od dawna obsadzały granicę, a ponadto wybucha wojna z Danią o księstwa Szlezwik i Holsztyn. To bardzo przygnębiający czas, bo handel i życie gospodarcze leżą odłogiem. W lutym korzec żyta kupuje się za 28, najwyżej 30 srebrnych groszy, i podobnie przedstawiają się — proporcjonalnie — ceny innych zbóż.

Dziś, 30 kwietnia 1864 roku, przez noc spadło tyle śniegu, że leżał na polach na wysokość dłoni. Zimna pogoda trzymała się do 10 maja. Nocami mróz dochodził do 3 stopni, a w dzień sypało tak mocno, że drogi i pola były całkiem zasypane śniegiem na parę cali.

Chociaż przez całą wiosnę niemal bez przerwy panowała dość zimna aura i niemal przez całe lato padało, to jednak zbiory można nazwać pobłogosławionymi przez Boga. Dziś, 4 września, największa część zboża jarego wciąż stoi na polu — tak bardzo żniwa opóźniały nieustanne deszcze. Nać ziemniaczana znów całkowicie zaschła, a choroba tej rośliny wcale nie chce ustąpić.

Mimo to wygląda na to, że zbiory ziemniaków będą jednak całkiem dobre. Świeże żyto chodzi po 35 do 40 groszy za korzec pruski.
Co do wojny z Danią, rozpoczętej na początku tego roku, należy odnotować, że obecnie obowiązuje sześciotygodniowy rozejm i istnieje zdecydowana perspektywa zawarcia dla naszej ojczyzny honorowego pokoju. Armia pruska okryła się w tej wojnie wielką chwałą.

Jako rzecz godną wzmianki wspominam jeszcze o pewnym panu młodym z Królestwa Norwegii, który 26 sierpnia obchodził wesele, a następnego dnia wyjechał ze swą młodą żoną do ojczyzny, do miasta Flekkefjord w Norwegii. Był to kupiec Lars Tjersland, a jego narzeczoną była panna Mathilde Böhncke. Poznali się w Królewcu.

1865
Przez cały luty panowały niemal bez przerwy silne mrozy; temperatura spadała zwykle do −15 do −22 stopni Réaumura (ok. −19 do −28°C).

Śmierć miejskiego skarbnika Krosczewsky’ego

2 marca zmarł miejski skarbnik Krosczewsky, wobec którego miasto ma wielki dług wdzięczności, bo ten człowiek uczynił więcej, niż nakazywał obowiązek. Jemu zawdzięczamy kamienne mostki nad przydrożnymi ciekami, jak i zadrzewienia na Hollerze oraz na Grobli Młyńskiej; on też z wielką rozwagą kierował pracami przy nowej szkole. Jego wciąż zbyt wczesna śmierć jest powszechnie opłakiwana.

Jak zimny był tegoroczny zimowy czas, tak gorące było lato: w niektóre lipcowe dni panował iście tropikalny upał, który wyrządził na polach znaczne szkody, dlatego tegorocznych zbiorów nie można nazwać nawet przeciętnymi. Zwłaszcza na zimę — jeśli miałaby trwać długo — patrzymy z obawą na niedostatek paszy, ale zaufajmy opiece Nieba.

Ceny zboża w listopadzie 1865 wynosiły: żyto za korzec 50 sgr, pszenica 70–80 sgr, jęczmień 40 sgr, owies 28 sgr, ziemniaki 15 sgr. Te ostatnie plony wypadły przeciętnie całkiem dobrze, toteż głodu nie musimy się obawiać.

Skarbnik miejski Moeck

W zarządzie miejskim zaszła zmiana o tyle, że na miejsce zmarłego skarbnika Krosczewsky’ego wybrano kupca Gustava Adolpha Moecka i zatwierdzono go przez królewską rejencję. Oby zaufanie, jakim obdarzyli go mieszczanie, potwierdziło się w rzeczywistości.

12 listopada przed południem rozszalała się nad naszym miastem silna burza z gwałtownymi gradobiciami.

Liczba mieszkańców naszego miejsca wynosi wedle niedawno przeprowadzonego spisu 2973 dusze, a zatem w ciągu dwudziestu lat wzrosła o 13 procent.
W tym roku zbudowano tu ponownie 4 całkiem nowe domy.

W piątek, 17 listopada, wielu chłopców bawiło się na świeżym lodzie Garncarskiego Stawu, gdy pod wieczór, między 4 a 5, trzech z nich załamało się pod lodem; zapadła ciemność nie pozwoliła na natychmiastową pomoc, i tak po mniej więcej godzinie wydobyto trzech nieszczęśników z wody jako zwłoki.

Byli to synowie robotników Westphala i Gerlacha oraz czeladnika młynarskiego Lincka, w wieku od 8 do 11 lat. Tak więc ręka Boża zaciążyła tego dnia na nas srodze. Trzy rodziny opłakują swoich ukochanych synów.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *