Samorząd

[AKTUALIZACJA] Poniższy post umieściłem o 8:49. O 9:25 przyszła odpowiedź z urzędu :-)))) Uderz w stół a nożyczki…. pardon… urząd się odezwie ! ====================

Ostrzeżenie – to jest felieton mało obiektywny, nieco satyryczny.

Siódmego listopada wysłałem do Urzędu Miasta Górowo Iławeckie wniosek z prośbą o udostępnienie kosztów opracowania dwóch dokumentów: „Strategia rozwoju społeczno-gospodarczego Gminy Miejskiej Górowo Iławeckie do roku 2030” oraz „Diagnoza potrzeb i potencjału wspólnoty samorządowej w zakresie usług społecznych na lata 2026–2030”. Poprosiłem też o skan umowy.

Robota żadna: sięgnąć po segregator, wyjąć umowę, zeskanować, wysłać. Góra dziesięć minut. W teorii. Ale pan sekretarz miasta Andrzej Worobiec zapewne pomyślał: „O nie! Znowu ten Wolański, zrobię mu na złość i nie odpowiem”.

Czy może tak postąpić? Niestety nie.

Tu krótkie wyjaśnienie od mojej uroczej i piekielnie inteligentnej asystentki:

„Bezczynność organu to sytuacja, w której urząd po prostu… milczy. Mieszkaniec składa wniosek – na przykład o udostępnienie informacji publicznej – a urząd ma ustawowy termin na odpowiedź (co do zasady 14 dni, wyjątkowo do 2 miesięcy, jeśli sprawa jest szczególnie skomplikowana i urząd o tym pisemnie poinformuje).
Jeśli nie ma ani odpowiedzi, ani decyzji odmownej, ani zawiadomienia o przedłużeniu terminu, mówimy o bezczynności.

To nie jest „drobne przeoczenie”, tylko naruszenie prawa – obywatel zostaje pozbawiony możliwości poznania informacji, do której ma konstytucyjne prawo.

Prawo przewiduje w takiej sytuacji konkretne konsekwencje. Obywatel może złożyć skargę na bezczynność do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a sąd może nie tylko zobowiązać organ do załatwienia sprawy w określonym terminie, ale też stwierdzić, że bezczynność miała miejsce z rażącym naruszeniem prawa i nałożyć na organ grzywnę.

Niezależnie od tego osoby odpowiedzialne za ignorowanie wniosków o informację publiczną mogą ponosić odpowiedzialność karną i dyscyplinarną.

Krótko mówiąc – milczenie urzędu wobec pytań mieszkańców nie jest neutralne. To złamanie zasady jawności życia publicznego i podważanie zaufania do instytucji, które powinny działać w imieniu wspólnoty samorządowej, a nie ponad nią.”

— koniec wyjaśnienia —

Wysłałem więc po dwóch tygodniach ponaglenie z terminem siedmiodniowym. Również zero odpowiedzi. Organ nadal bezczynny. Siedzę więc sobie przy porannej kawie i dumam.

Jakoś ta cała sytuacja skojarzyła mi się ze zdjęciem, które zrobiłem, hmm… w 1986? 1987? roku na Jarmarku Dominikańskim – naszukałem się go i wklejam do tego posta.

Oczywiście złożę skargę i organ będzie musiał odpowiedzieć, próbując po drodze wszelkich sztuczek, żeby zniechęcić ciekawskiego Wolańskiego. Ale organ zapomina, że działa za publiczne pieniądze i jego psim obowiązkiem jest informowanie mieszkańców, co robi i – co najważniejsze – za ile, bo to ich pieniądze wydaje.

Na koniec coś à la puenta, kropka nad „i”, muzyczna koda, myśl końcowa: a gdyby tak, w świetle strasznych kosztów, jakie generuje organ, zwolnić go i zastąpić go dość mocnym serwerem z lokalną sztuczną inteligencją? Oczywiście zostawiłoby się ze 2–3 osoby do obsługi tegoż.

Po co nam bezczynny sekretarz miasta, burmistrz? Koszt takiego rozwiązania wyniósłby mniej niż ich jedna miesięczna pensja.

Co więcej, deklaruję, że sam, całkowicie za darmo, pro publico bono, zainstaluję to oprogramowanie i przeszkolę operatorów. Co tam – nawet wyłożę z własnej kieszeni na ten serwer!

Co Wy na to? Zapraszam do komentowania.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *