1829
Nie wydarzyło się nic godnego odnotowania.
1831
Wojna pomiędzy Rosją a Polską, która zbuntowała się przeciw swojemu królowi, cesarzowi Mikołajowi z Rosji, i odrzuciła jego władzę, sprowadziła do naszego kraju orientalną zarazę, zwaną Cholera Morbus. Najpierw panowała ona w Gdańsku, potem w Elblągu, Kłajpedzie (Memel), Tylży i 22 lipca tego roku wybuchła również w Królewcu. Tam już urządzono szpitale.
Dotąd jednak wszystko było u nas zdrowe. Bez paszportu i zaświadczenia zdrowia nikt nie był wpuszczany do miasta.
Dnia 19 sierpnia tego roku wybuchła ta straszliwa choroba — cholera — również w naszym mieście, i zmarło nagle (patrz księga kościelna, tom, str. 80–81, rejestr zgonów z dni 19, 20 i 21) dwóch mężczyzn i dwie kobiety; pewne małżeństwo także zachorowało i pozostawało pod opieką lekarza.
Do 10 września w ogóle 20 osób zmarło na tę zarazę. Wśród nich całe rodziny, które mieszkały w jednym domu, zachorowały i zmarły, jednak ani pielęgniarze, ani sam lekarz nie zostali zarażeni.
Prowadzi to do wniosku, który również lekarze w Królewcu, Gdańsku i Elblągu wypowiadali, że ta azjatycka „biegunka wymiotna” (Brechruhr) jest wprawdzie epidemiczna, lecz nie jest zaraźliwa (nieprzenoszalna).
Od 10 do 17 września nikt już nie zachorował. Ten niebezpieczny wróg zdaje się nas opuszczać.
Dnia 13 września tego roku przybyło tutaj 75 polskich oficerów z korpusu Gilguda, który, ścigany przez Rosjan, dotarł do granicy pruskiej i tu szukał schronienia. Król przyjął ten korpus — liczący 6000 ludzi — pod opiekę, a z wymienionych 75 oficerów, którzy przybyli tutaj do Landsbergu, 20 pozostało w mieście, a pozostali zostali skierowani do Wormditt (Orneta), Mehlsack (Pieniężno) i innych miejscowości. Korpus ten jest tymczasowo utrzymywany na koszt naszego miasta.
7 października 1831 roku stał się dla mieszkańców Landsbergu ponownie dniem grozy.
W poprzednią niedzielę obchodzono uroczyście święto żniw, z głęboką wdzięcznością wobec Boga, gdyż rok ten wyróżniał się wyjątkowo obfitymi plonami. A już w piątek, późnym wieczorem po godzinie dziewiątej, wypełnione po brzegi stodoły przy Wysokiej Bramie (Hohe Thor) stanęły w płomieniach.
Wszystkie stodoły, które już w roku 1804 spłonęły — czterdzieści trzy — stały się w ciągu dwóch godzin pastwą ognia.
Wszystkie wymłócone zboże, słoma, pasza, narzędzia rolnicze i bydło pochłonęły płomienie.
Pięćdziesiąt Achteli (achtel [niem.], ośmina, ósmak, metrol. dawna jednostka stanowiąca 1/8 część większej jednostki, głównie objętości) drewna ułożonego za stodołami, około tysiąca desek i dębowe bale poszły z dymem. Wozy i uprzęże przepadły w dużej liczbie, tak że najwięksi gospodarze w mieście zachowali tylko konie.
Straty oszacowano na 20 700 talarów, przy czym budynki były ubezpieczone tylko na 3000 talarów w rejestrze pożarowym (Feuer-Cataster). Co do przyczyny pożaru — do dziś nic nie ustalono.
@obserwujący @liderzy wśród fanów