W marcu, kiedy pierwszy raz przymierzałem się do tego tekstu, zanotowałem: „Jest sekretarz miasta, są urzędnicy, są pieczątki, są podpisy, wszystko zapewne jakoś działa — jak to w miasteczku »oj tam, oj tam«. Tylko jednego elementu ustawowego porządku władzy lokalnej nadal brak”.
Chodziło o zastępcę burmistrza. Od 27 października 2002 r., czyli od pierwszych bezpośrednich wyborów wójtów i burmistrzów, ustawa każe go powołać. W Górowie go nie ma — i to, jak się okazało, od bardzo dawna.
Pytałem wtedy: dlaczego? Świadoma decyzja? Oszczędność? A może przeoczenie?
Pół roku na jedno zdanie
19 marca złożyłem do burmistrza wniosek o informację publiczną. Pytałem m.in., czy w obecnej kadencji powołano zastępcę burmistrza, a jeśli nie — od kiedy stanowisko jest nieobsadzone, dlaczego i kto zastępuje burmistrza podczas jego nieobecności.
Na odpowiedź czekałem prawie pół roku. Po drodze burmistrz dwukrotnie odmówił, a Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Olsztynie dwukrotnie uchyliło jego decyzje.
Dopiero 7 września urząd odpisał wprost: „w tut. urzędzie na dzień udzielania odpowiedzi nie został zatrudniony Zastępca Burmistrza”.
I dalej: „Niepowołanie zastępcy burmistrza jest stanem faktycznym utrzymywanym w obecnej kadencji”.
Tego samego dnia złożyłem do Rady Miasta skargę na niewykonywanie obowiązku z art. 26a ust. 1 ustawy o samorządzie gminnym.
„Prawo jest bezlitosne”
Komisja Skarg, Wniosków i Petycji zajęła się skargą 7 października. Po konsultacji prawnej i wysłuchaniu wyjaśnień burmistrza zarekomendowała, stosunkiem głosów 3 do 2, uznanie jej za zasadną.
Na XXXI sesji (12.10.2026) radczyni prawna Rady, mec. Anna Skolimowska, powiedziała to jeszcze dobitniej: „W tym przypadku prawo jest bezlitosne”.
Przepisy, jak wyjaśniła, przesądzają, że burmistrz musi mieć zastępcę, a ona sama nie może rekomendować innego rozstrzygnięcia niż uznanie skargi.
Radny Marek Rabczuk samego obowiązku nie podważał. Zaczął od słów: „Faktycznie ustawa nakłada obowiązek”. Pytał jednak, czy ustawa wyznacza termin powołania zastępcy i czy sytuacja finansowa miasta pozwala odłożyć to w czasie, nawet na koniec kadencji.
Mecenas odpowiedziała, że terminu ustawa nie podaje, ale nie przewiduje też żadnych okoliczności, które pozwalałyby przepisu nie wykonywać.
Dwa miliony „oszczędności”
Wtedy głos zabrał sekretarz miasta Andrzej Worobiec, absolwent prawa i administracji. Urząd przygotował „wstępną symulację”: gdyby miasto miało zastępcę burmistrza od 2011 roku, wydałoby na to stanowisko około 2 mln zł. Chwilę później sekretarz ujął to jeszcze prościej — miasto „zaoszczędziło na tym ruchu dwa miliony złotych”.
Metodologii tego wyliczenia nie znam. Nie wiadomo, jakie przyjęto wynagrodzenie, jaki wymiar etatu ani czy założono, że zastępca przez cały ten czas byłby osobnym pracownikiem na pełnym etacie. Sam sekretarz nazwał to symulacją wstępną.
Symulacja, ile można zaoszczędzić, nie wykonując ustawy. Zabawne? Na publicznej sesji urząd sam przedstawił brak zastępcy jako źródło wieloletnich oszczędności. Marcowe pytanie „czy chodzi o pieniądze?” przestało być spekulacją.
Nie musi to być osobny etat
Założenie, na którym opierała się symulacja, podważyła zaraz potem mec. Skolimowska. Zapytana przez radną Alinę Rumbuć wyjaśniła, że zastępca nie musi być osobną osobą na pełnym etacie. Podała przykład gminy, w której sekretarz pracuje na 3/4 etatu jako sekretarz i na 1/4 jako zastępca wójta.
„Nie musi to być odrębna osoba, nie musi to być pełen etat” — powiedziała.
Radni szybko dostrzegli odpowiedni „potencjał” w sekretarzu Worobcu. On sam dał do zrozumienia, że wolałby kogoś z zewnątrz. Z sali odpowiedziano mu, że ze względów oszczędnościowych lepiej byłoby połączyć funkcje.
Wniosek z tej wymiany był jednak prosty: ustawę da się wykonać bez tworzenia nowego etatu.
Rabczuk zagłosował za
Przed głosowaniem Rabczuk wrócił jeszcze do jego skutków: „Rozmawiamy nad konsekwencjami głosowania, które za chwilkę będzie (…) dobrze wiedzieć, co nas czeka za chwilkę po głosowaniu”.
Pytanie było zasadne — uznając skargę, Rada oficjalnie stwierdza, że burmistrz nie wykonuje ustawowego obowiązku. Mimo wątpliwości Rabczuk zagłosował za.
Rada przyjęła uchwałę nr XXXI/190/2026. Za było 12 radnych, przeciw troje: Anna Róża Mizerakowska, Łukasz Rohun i Tadeusz Pawluk.
W uzasadnieniu zapisano: „W związku z ustaleniem, że Burmistrz Miasta Górowo Iławeckie nie wykonał obowiązku wynikającego z powołanych przepisów prawa, Rada Miasta Górowo Iławeckie uznaje skargę za zasadną”.
Wojewoda: obowiązek jest, ale…
Sprawę skierowałem też do Wojewody Warmińsko-Mazurskiego.
5 października wojewoda odpisał, że z literalnego brzmienia art. 26a ust. 1 wynika, iż ustawodawca „wprowadził obowiązek utworzenia stanowiska zastępcy wójta” (przepisy o wójcie stosuje się do burmistrza). Zaznaczył jednak, że ustawa nie przewiduje sankcji za niepowołanie zastępcy ani nie pozwala wojewodzie powołać go samodzielnie.
Zapytałem więc wprost: skoro obowiązek istnieje, to czy jego niewykonywanie narusza art. 26a?
19 października wojewoda odpowiedział, że takie wyjaśnienie wykracza poza jego uprawnienia, bo organ nadzoru nie dokonuje wykładni prawa na potrzeby innych podmiotów.
Stan na dziś wygląda więc tak:
Wojewoda pisze, że obowiązek istnieje.
Radczyni prawna Rady mówi, że „prawo jest bezlitosne”.
Rada Miasta stwierdza, że burmistrz obowiązku nie wykonał.
Sekretarz miasta mówi o 2 mln zł, które miasto dzięki temu zaoszczędziło.
Zastępcy nadal nie ma.
Marcowy szkic zakończyłem zdaniem: „Bo ostatecznie w samorządzie nie chodzi o to, żeby było »jakoś«. Chodzi o to, żeby było zgodnie z prawem, przejrzyście i odpowiedzialnie”.
A na razie – „oj tam, oj tam”.