Przed wycięciem naszych lasów w latach trzydziestych i czterdziestych bieżącego stulecia miasto miało zawsze dostateczną ilość wody, szczególnie do napędzania młynów. W naszym Kaczym Stawie, Rzece Leśnej oraz Młynówce żyło mnóstwo ryb i raków.
Często łowiono strzeble, lecz z powodu gorzkawego smaku ich mięsa przeważnie nimi gardzono. Pewien gatunek drobnych minogów, zwanych Brüchen, łowiono na początku czerwca w Rzece Leśnej w takich ilościach, że można je było smażyć całymi patelniami.
Próba zarybienia Kaczego Stawu węgorzami
Kaczy Staw dostarczał, przy połowach sieciami ręcznymi i na wędkę, wielu innych ryb nadających się do spożycia. Zdarzało się nawet, że w okresie tarła strzelano do olbrzymich okazów karpi i szczupaków.
Jednak wraz z komasacją gruntów oraz wycinaniem lasów — naszego własnego, zniszczonego przez brudnicę mniszkę, a także lasów w Halbendorf [Półwiosek] oraz w bagnistych okolicach Eichen i Orschen [Dęby i Orsy] — zaczęło ubywać wody, a wraz z nią ryb.
Nasza Rzeka Leśna i Młynówka często wysychały całkowicie, tak że trzeba było nawet podwyższyć przelew Kaczego Stawu, układając dodatkową warstwę belek, aby uchronić miasto przed niedoborem wody doprowadzanej rurami.
Ja, kronikarz, postanowiłem więc w tym roku zarybić Kaczy Staw węgorzami. Wcześniejsza próba nie powiodła mi się, dlatego tym razem zastosowałem następujący, rzekomo niezawodny, tajemny sposób.
Aby wyhodować węgorze i zasiedlić nimi staw, należy odciąć młody pęd leszczyny, następnie wyciąć kawałek darni, odwrócić go i położyć na ziemi. Na nim układa się gałązkę leszczyny, a następnie przykrywa drugim, podobnym kawałkiem darni, tak aby obie dolne, korzeniowe strony stykały się ze sobą, a gałązka znajdowała się między nimi.
Po kilku dniach zdejmuje się górny kawałek darni. Jeżeli przy gałązce pojawi się wiele małych, niebieskich robaczków, należy ponownie przykryć ją zdjętą darnią, związać obydwa kawałki łykiem i wrzucić całość do stawu.
W ten sposób staw ma się zapełnić mnóstwem węgorzy, nawet jeśli wcześniej nigdy ich w nim nie było. Zastosowałem zatem ten sposób w środę, 25 czerwca bieżącego roku, po południu.
W obecności i przy pomocy mojej służącej Auguste Krause, córki właściciela gospodarstwa Krausego przy Lesie Papperten [Paprocina], wyciąłem trzy pary kawałków darni i zgodnie z przepisem umieściłem pomiędzy nimi przycięte gałązki leszczyny.
Następnie, 30 czerwca, wrzuciłem do stawu wszystkie trzy pary związanych kawałków darni. Wspomniana Auguste jest świadkiem całej opisanej procedury. Jestem teraz bardzo ciekaw, czy po kilku latach w naszym stawie pojawią się węgorze.
Nasz pastor Baremann również osobiście zapoznał się z całym przedsięwzięciem.
Przelew naszego Stawu Kaczego można by bez większych trudności przystosować do połowu węgorzy. Najlepiej byłoby jednak sprowadzić świeży narybek węgorzy, ryb zwanych Schnäzelein i innych gatunków z hodowli ryb istniejących w Królewcu i innych miejscowościach, a następnie zarybić nimi staw.
Być może któryś z mieszkańców miasta po mojej śmierci okaże się na tyle życzliwy, że jeszcze raz powtórzy całą procedurę zgodnie z przepisem owego tajemnego sposobu.
O pożytkach z hodowli raków
Godnym uznania zarządzeniem naszych władz miejskich jest okresowe zakazywanie połowów ryb sieciami ręcznymi w Kaczym Stawie. Dzięki temu większe ryby mają spokój i możliwość odbycia tarła, a tym samym ponownego zarybienia stawu.
Również raki zasługiwałyby na to, aby lepiej chronić je w Kaczym Stawie. Są one i zawsze pozostaną wspaniałym dodatkiem do kulinarnej części naszego gospodarstwa. Niewiele potraw może się równać z masłem rakowym i zupą rakową. Hodowla raków może być ponadto bardzo dochodowa dla całej okolicy, jeśli uczyni się z tych skorupiaków przedmiot handlu.
I tak za czasów napoleońskich sprowadzano do Francji z Niemiec kilka tysięcy kop raków, a obecnie kraj ten jest w stanie dostarczać ich do Anglii za kilka milionów marek.
Najbliższym rynkiem zbytu dla nadwyżek naszych raków byłaby nasza metropolia — Królewiec. Tam bowiem spożywanie raków staje się obecnie prawdziwą pasją.
Zwłaszcza restaurator Eike, prowadzący lokal w domu Dörferta na wzgórzu Löbenicht, stara się oferować swoim gościom potrawy z raków we wszelkich możliwych postaciach.
Raki powinno się łowić jedynie w lipcu i sierpniu. Wtedy smakują najlepiej, ponieważ zakończyły już okres linienia i są dobrze wypełnione mięsem. Kto łowi i spożywa raki wcześniej, ten otrzymuje jedynie chude, marne mięso.
Dlatego błędna jest zasada mnichów, tych wielkich łakomczuchów, którzy kierując się swoim upodobaniem do dobrego jedzenia, powiadają: „Menses in quibus non ift R, debis comidere canser”. To znaczy, że raki należy spożywać tylko w miesiącach, których nazwy nie zawierają litery R.
Lepsze jest już przysłowie kalendarzowe i ludowe:
„Cztery miesiące są bez R. Rak wychowuje potomstwo i zmienia swój pancerz (maj–czerwiec), a potem raki są dobre (lipiec, sierpień i wrzesień)”.
We wrześniu należy jednak wypuszczać z powrotem do wody samice raków, które można rozpoznać po jajach noszonych pod odwłokiem. Sam spotykałem jeszcze w lipcu raki o miękkich pancerzach! Dlatego przed lipcem żadnego jedzenia raków! Do tego czasu połów raków powinien być zabroniony.
Zapamiętajcie to, ojcowie miasta, jeśli leży wam na sercu dobro wspólne!