Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 53]

Również nasza ojczyzna została nim zarażona i w naszym narodzie powstało stronnictwo dążące do obalenia istniejących form rządów — demokracja.

Aby przeciwstawić temu stronnictwu siłę przeciwną, zaczęły powstawać różne Związki Pruskie, tworząc niejako armię, przy pomocy której każdy mógł doprowadzić do upadku swojego przeciwnika.

Z tej okazji bardzo sprytnie skorzystał jeden z naszych miejskich nauczycieli, nazwiskiem Buchhorn. Najpierw, w imieniu trzech obywateli naszego miasta — mistrza krawieckiego Krausego, mistrza grzebienniczego Korna [Kerna?] oraz mistrza garncarskiego Radtkego — wysłał przeciwko mnie tak ciężkie doniesienie, że musiałbym zostać usunięty ze stanowiska, gdybym nie zdołał się obronić, jasno odeprzeć zarzutów i udowodnić czegoś wręcz przeciwnego.

Następnie Buchhorn potajemnie przedstawił władzom swojego kolegę, nauczyciela i organistę Brauna, jako demokratę najczystszej wody. Uzyskał dzięki temu taką korzyść, że Braun raz czy dwa razy został pominięty przy awansie do wyższej klasy, a jemu samemu — Buchhornowi — mimo że był młodszym nauczycielem, powierzono bez względu na starszeństwo klasę dziewcząt.

Braun próbował oczyścić się z wszelkich podejrzeń o demokrację, częściowo własnymi wyjaśnieniami, częściowo świadectwami przełożonych. Nic to jednak nie pomogło. Braun pozostał nauczycielem II klasy mieszanej tak długo, jak Buchhorn przebywał w naszym mieście.

Ta niesprawiedliwość boleśnie dotknęła tego zdolnego i obowiązkowego człowieka. Zaczął chorować i zadręczył się na śmierć. Piękny pogrzeb, taki jaki przed nim miał tylko major von Creytz, był nagrodą za jego wierność.

Nauczyciel Buchhorn stał się odtąd w naszym mieście, wśród wszystkich urzędników, a nawet karczmarzy, postrachem niczym Robespierre. Bał się go nawet pastor Westphal, któremu Buchhorn — wbrew woli konsystorza — wyjednał u ministra tutejszą parafię. Westphal wystawiał mu więc najpiękniejsze świadectwa, byle tylko otrzymał lepszą posadę i jak najprędzej opuścił Landsberg.Tak też się stało.

Buchhorn został kantorem w Groß Englau koło Friedlandu — była to piękna posada. Buchhorn stał się jednak zarozumiały i występował przeciwko urzędowi i całemu światu, aż w końcu jego i jego rodzinę za wszystkie przewinienia dosięgła Nemezis i na zawsze został napiętnowany. Czyż ten przykład nie pokazuje dobitnie, że dobry Bóg już tutaj nagradza dobro, a karze zło?

Gimnastyka w naszym mieście

Początki i dalszy rozwój gimnastyki w Landsbergu
Kiedy wiosną 1841 roku przybyłem do Landsbergu, zastałem jego ludność — młodych i starych — pogrążoną jeszcze w pewnego rodzaju dolce far niente.

Wszystko toczyło się spokojnie, bez większych wpływów z zewnątrz. O politycznym ożywieniu wśród mieszczan, o ruchu gimnastycznym czy ćwiczeniach fizycznych młodzieży nie było nawet co myśleć.

Ale na zewnątrz, w naszej ojczyźnie, zaczynał już wiać świeższy i bardziej wolny powiew życia, również w sferze ducha. Na tron wstąpił bowiem Fryderyk Wilhelm IV, ten romantyczny i naukowo wykształcony król, który objął rządy z przyrzeczeniem:

„Chcę ze wszystkimi moimi narodami żyć w spokoju i pokoju”.
W ramach amnestii przywrócił więc na urzędy nieposłusznych i więzionych biskupów Kolonii i Poznania oraz uwolnił tak zwanych przestępców politycznych, wśród nich Arndta, Fritza Reutera, a przede wszystkim starego nauczyciela gimnastyki Jahna.

Jahn wolny — a nigdzie żywego ruchu gimnastycznego?
Ta myśl nie dawała mi spokoju w naszym odległym, górzystym świecie, tutaj, w naszym romantycznym, pełnym zarośli miasteczku Landsberg. Postanowiłem więc wnieść więcej życia wśród młodzieży, licząc, że starsi z czasem pójdą jej śladem. Postanowiłem założyć plac gimnastyczny.

Najlepszym miejscem wydawał mi się teren obok starego budynku szkolnego, na dawnym cmentarzu, przy dzisiejszym ogrodzie Lamprechta. Nie było to jednak tak łatwe, jak dziś mogłoby się wydawać!

Przednia część starego cmentarza nadal służyła jako miejsce pochówku i aż po samą ulicę była usiana grobami. Teren trzeba więc było wyrównać, a groby zlikwidować. Nie była to drobnostka.

Kto dobrowolnie zgodziłby się na zniknięcie mogił swoich krewnych? A jednak odważyłem się. I oto — udało się!
Opornych uspokojono i po około dziesięciu do dwunastu dniach niwelacja cmentarza była zakończona.

Można już było układać całe płaty darni. Na końcu wykonano szerokie alejki. Ojciec żyjącego jeszcze dziś mistrza kuśnierskiego Brauna zapewne do dziś wspomina tę pracę z przerażeniem, bo przez osiem dni bez przerwy woził gruz z tylnej części kościoła i ze szkoły do nieckowatych zagłębień, w których wytyczono później alejki.

Gdy tylko niwelacja została zakończona, z wyjątkiem kilku jeszcze istniejących grobów, zabraliśmy się szybko do budowy przyrządów gimnastycznych.

W pierwszym roku udało nam się jednak wykonać tylko jeden drążek i dwa poręcze. Budowałem je wspólnie z uczniami szkoły rektorskiej. Miało to tę szczególną zaletę, że dzieci mogły zobaczyć, jak pojedynczo stojące słupy można za pomocą ziemnych obejm i polewania wodą osadzić tak mocno, że nic nie było w stanie nimi poruszyć.

Drugiego lata doszedł maszt do wspinania oraz urządzenie wyposażone w drabinę wspinaczkową, pionowy drążek i linę.
Drewno na konstrukcje gimnastyczne otrzymaliśmy z kasy miejskiej, a grubą linę wspinaczkową podarował nam pan burmistrz Albrecht — zwany po cichu „Krummstiefel”, czyli „Krzywy But”. Było to przezwisko wymyślone zwłaszcza przez służbę, ponieważ Albrecht obchodził się z nią dość surowo.

Gdy wszystko było gotowe, zaczęła się taka gimnastyka, że aż miło było patrzeć! Wykonywano rozmaite ćwiczenia pleców i kolan, pojedynczo i wspólnie; jeden obracał się w prawo, drugi jednocześnie w lewo. Ćwiczenia były tak atrakcyjne, że przy przyrządach zauważyć można było nie tylko uczennice, lecz również starsze dziewczęta.

W ogóle ówczesna gimnastyka miała bardziej akrobatyczny charakter. Spośród pierwszych gimnastyków szczególnie wyróżniał się, o ile mnie pamięć nie myli, pewien chłopiec z rodziny szewców Kietzmannów.

Mój plac gimnastyczny szybko stał się znany również poza miastem. Wkrótce z urzędu landrata — pełniącym obowiązki landrata był wówczas von Heyden-Nerken, ojciec obecnego właściciela Paustern, pana von Heydena — nadeszło do tutejszego magistratu pismo pochwalne z prośbą o przekazanie mi jego odpisu. Wspomniane pismo landrata być może jeszcze dziś można odnaleźć w biurze magistratu.

Obowiązkowa nauka gimnastyki w szkołach

Gdy burza rewolucyjna lat 1848 i 1849 ucichła, naród pruski otrzymał konstytucję, a w obu izbach parlamentu mógł współuczestniczyć w rozpatrywaniu projektów rządowych. Wówczas szczególnie Izba Poselska zaczęła domagać się obowiązkowej nauki gimnastyki również w szkołach.

Zaczęły więc powstawać place gimnastyczne przy szkołach miejskich i wiejskich, sale gimnastyczne przy gimnazjach i szkołach realnych, a nawet w seminariach nauczycielskich wprowadzono teoretyczną i praktyczną naukę gimnastyki.

Nasz pierwszy, istniejący do dziś publiczny plac gimnastyczny, zbudowany przez miasto, znajduje się na błoniu pomiędzy rzeką wypływającą z Röhrteich [Kaczy Staw] a ogrodem szpitalnym.

Znajduje się tam również szopa na przyrządy gimnastyczne.
Pierwsze nasadzenia czarnych topoli wykonałem jeszcze ja, drugie — wierzb i brzóz — magistrat. Plac ten powstał po przeprowadzeniu separacji gruntów i po wybudowaniu wysokiego mostu.

Kiedy państwo zajęło się sprawą gimnastyki, całkowicie zmienił się jej charakter. Z dawnych ćwiczeń akrobatyczno-równoważnych powstały ćwiczenia przygotowujące do ruchu, prawidłowej postawy i marszu, mające przygotować młodego człowieka do przyszłej służby wojskowej.

Dlatego najpierw w Berlinie utworzono Centralny Zakład Gimnastyczny. W zakładzie tym nauczano nowego rodzaju gimnastyki, a każdego roku z prowincji naszej ojczyzny zapraszano zdolnych nauczycieli szkolnych na cztero- lub sześciotygodniowe kursy gimnastyczne.

Później również w poszczególnych prowincjach zaczęto tworzyć podobne szkoły gimnastyczne. Tak na przykład powstał w naszym Malborku Prowincjonalny Centralny Zakład Gimnastyczny.

Nasz zdolny nauczyciel gimnastyki, pan Stritzel, był już dwukrotnie kierowany na kursy do tego zakładu i przywoził stamtąd najnowsze ćwiczenia gimnastyczne.

Towarzystwo Gimnastyczne
Założone 13 kwietnia 1863 roku

Gimnastyka jest sztuką przemawiającą zarówno do młodych, jak i do starych. Dlatego obok gimnastyki szkolnej, już na długo przed trzema ostatnimi wojnami, powstało wśród naszych współobywateli Towarzystwo Gimnastyczne, skupiające członków czynnych i biernych. Towarzystwo osiągało znakomite wyniki w gimnastyce akrobatyczno-równoważnej.

Jego plac gimnastyczny znajdował się w ogrodzie kupca Lamprechta. Posiadało bardzo dobre przyrządy gimnastyczne, a także znakomitego prowadzącego ćwiczenia i opiekuna gimnastycznego w osobie pana von Borkego, dalekiego krewnego naszego aptekarza, pana Gustava Lehmanna.

Nauki gimnastyki udzielał temu towarzystwu wędrowny nauczyciel gimnastyki, którego nazwiska jednak już nie pamiętam. Nasz nauczyciel gimnastyki, pan Striezel, nadal prowadzi wśród dorosłych Towarzystwo Gimnastyczne z członkami czynnymi i biernymi, które również w nowej metodzie gimnastycznej osiąga bardzo dobre wyniki.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *