Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 51]

Moje dwudziestopięciolecie służby przypadło na lipiec 1866 roku
Oczywiście również ja obchodziłem w latach sześćdziesiątych XIX wieku swoje dwudziestopięciolecie służby. W uroczystości uczestniczyli zarówno mieszkańcy, jak i władze miejskie.

Od przyjaciół otrzymałem srebrny zegarek kotwicowy ze złotymi obwódkami, który wręczył mi przyjaciel Reimer, składając serdeczne życzenia. Samo miasto przeznaczyło dla mnie 10 talarów. Pozornie przyjąłem je z podziękowaniem, jednak następnie, za wystawionym przeze mnie pokwitowaniem, przekazałem tę sumę na rzecz ubogich.

Moja duma czuła się bowiem urażona, gdy porównywałem tę niewielką kwotę ze wspaniałym podarunkiem, jaki otrzymał nauczyciel szkoły elementarnej pan Braun — zobacz stronę 31.

I nie pomyliłem się w swojej ocenie, skoro nawet wachmistrz Scheffler, jeśli chodzi o jego honorowy podarunek w wysokości 30 marek, został nie tylko zrównany ze mną, ale wręcz postawiony wyżej ode mnie. Sapient fect!

Jeżeli mam mówić szczerze, mogę jeszcze — za łaskawym pozwoleniem czytelników kroniki — powiedzieć, że miasto, znając moją bezpretensjonalność w sprawach własnych interesów, uczyniło dotychczas dla mnie niewiele. [Sic!]

Być może jego życzliwość okaże się kiedyś wobec tych, których pozostawię po sobie, kiedy mnie już nie będzie. Wówczas będę mu za to wdzięczny i z góry życzył mu wszelkiej pomyślności.

Dobro, które zawsze świadczyłem temu mojemu drugiemu miastu rodzinnemu, być może samo znajdzie swoją nagrodę.
Quod Deus bene vertat! — Oby Bóg obrócił to ku dobremu!

Podniesienie klasy rektorskiej naszej szkoły miejskiej

Hic Rhodus, nunc salta! — Oto Rodos, tu skacz!
Kochane miasto Landsberg! Co to ma znaczyć, zapytasz? Posłuchaj więc.

Od roku 1871/72 nasza szkoła miejska, pod kierownictwem mojego następcy, czcigodnego (?) kaznodziei Braunschmidta oraz Strehla, stała się szkołą czterostopniową. Istnieją obecnie trzy klasy mieszane oraz klasa rektorska i klasa żeńska. A wiecie, skąd się to wzięło?

Po moim odejściu ze szkoły miejskiej liczba dzieci w mieście tak bardzo wzrosła, a dwie mieszane klasy naszej dawnej szkoły były tak przepełnione, że należało utworzyć jeszcze jedną mieszaną klasę niższą. Powierzono ją nauczycielowi Kirsteinowi.

Tak więc istnieją teraz trzy klasy mieszane oraz prawdziwa klasa rektorska — przynajmniej według oświadczenia odpowiednich nauczycieli!

Trzecią klasę mieszaną powierzono nauczycielowi, panu Stritzelowi, drugą zaś nauczycielowi i organiście, panu Koppenhagenowi.

W tych trzech klasach mieszanych można obecnie w ciągu pięciu–sześciu lat ukończyć nauczanie elementarne, natomiast czwarty stopień naszej szkoły miejskiej, właściwa klasa rektorska, może i musi być odtąd traktowana jako klasa przygotowawcza do gimnazjum albo szkoły realnej.

Precz więc z guwernantkami, guwernerami i nauczycielami domowymi! Szkoły publiczne zapewniają lepsze wychowanie i lepsze nauczanie.

Jeżeli nauka w trzech klasach elementarnych będzie prowadzona tak, aby uczniowie mogli następnie pozostać w klasie rektorskiej przez dwa do dwóch i pół roku, aż do konfirmacji, wówczas uczniowie ci powinni być uznawani za przygotowanych — jeśli nie do tercji, to przynajmniej w wystarczającym stopniu do kwarty gimnazjum.

W klasie rektorskiej należałoby jednak nauczać:
• łaciny aż do poziomu umożliwiającego czytanie Cezara i Korneliusza Neposa,
• nieco francuskiego albo greki — prywatnie,
• matematyki lub geometrii aż do twierdzenia Pitagorasa,
• historii starożytnej Grecji i Rzymu,
• oraz innych przedmiotów przygotowujących do nauki w gimnazjum albo szkole realnej.

Każdy rektor czy człowiek wykształcony będzie przecież wiedział, jakie nauki przygotowawcze są do tego potrzebne.
W młodszych latach, kiedy byłem jeszcze w pełni sił, potrafiłem przecież w mojej trzystopniowej szkole doprowadzić dzieci do poziomu kwarty, a nawet w przybliżeniu do tercji.

Setna rocznica urodzin „ojca gimnastyki” Jahna

W tym roku obchodzono również święto Jahna, wydarzenie ważne dla Prus i całych Niemiec. Od razu wyjaśnię, kim był człowiek, od którego nazwiska święto to wzięło swoją nazwę, aby za sto lat, gdy przyjdzie je ponownie obchodzić, nikt nie znalazł się w kłopocie tak jak nasze miejskie władze.

Friedrich Ludwig Jahn urodził się w 1778 roku na Pomorzu. Podobnie jak jego rodak Ernst Moritz Arndt, sędziwy profesor w Bonn, zwalczał nauką i własnym przykładem wszelkiego rodzaju obce wpływy, a szczególnie francuszczyznę.

W 1811 roku założył w Berlinie pierwszy plac ćwiczeń gimnastycznych — stąd określenie Turnvater Jahn, czyli „ojciec gimnastyki” — i w niemałym stopniu przyczynił się do narodowego zrywu w wielkiej walce roku 1813.

Spośród jego pism wyróżniają się Das deutsche Volksthum oraz przede wszystkim jego dzieło poświęcone niemieckiej sztuce gimnastycznej.

Jahn był w swoim czasie postacią epokową, cieszył się uznaniem na dworze i podobno nawet doradzał rodzinie królewskiej ucieczkę przed Napoleonem do Prus Wschodnich — do Memel, Królewca i Louisenhain.

Kiedy w roku 1819 zlikwidowano w Prusach place gimnastyczne, Jahn został aresztowany jako demagog. Podobnie jak wielu jego współtowarzyszy niedoli — francuszczyzna oraz ćwiczenia gimnastyczne zostały zakazane, a „Murzyn został usunięty, skoro wykonał swoje zadanie”.

Dlatego w latach dwudziestych i trzydziestych nikt nie mógł publicznie uczyć się ani języka francuskiego, ani gimnastyki.
Ja sam, kiedy uczęszczałem do szkoły rektorskiej w Wehlau, pobierałem prywatnie naukę tej sztuki od pewnego pogodnego chorążego kirasjerów. Francuskiego zaczęto uczyć w szkole dopiero w 1830 roku.

Kto chce wiedzieć więcej o naszym starym ojcu gimnastyki, niech zajrzy do leksykonów konwersacyjnych!

A zatem 10 sierpnia tego roku setne urodziny tego niezwykłego człowieka obchodzono również w naszym mieście, a przede wszystkim w Hirschwinkel.

Uroczystość była tak okazała, jakiej Landsberg jeszcze nigdy nie widział. Nasz sympatyczny nauczyciel gimnastyki, pan nauczyciel Stritzel, oraz pięknie położony teren leśny były niczym magnesy, które przyciągnęły liczne stowarzyszenia i ogromne tłumy ludzi.

Przybyły, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami:
• towarzystwo śpiewacze i gimnastyczne z Pr. Eylau [Iławy Pruskiej/Bagrationowska], pod przewodnictwem drogomistrza Ruhmanna,
• towarzystwo śpiewacze z Zinten,
• oraz towarzystwo śpiewacze z Creutzburga.

Po przywitaniu dwóch ostatnich stowarzyszeń w ogrodzie strzeleckim ruszono przy muzyce do Lindenkrug. Tam powitano oba stowarzyszenia z Eylau okrzykiem: Gut Heil!

Następnie poprowadzono je do Domu Strzeleckiego, gdzie burmistrz Paape powitał gości w imieniu naszego miasta.
Urządzono tam krótki odpoczynek, złapano oddech i pokrzepiono się zimnym „Bairtsch” [?], po czym o godzinie wpół do czwartej wyruszono do Hirschwinkel.

Z muzyką na czele cały pochód raz jeszcze przeszedł przez miasto. Z okien domów na śpiewaków i gimnastyków spadał prawdziwy deszcz wieńców i bukietów kwiatów.

Następnie pochód udał się do Hirschwinkel. Tam wszystko było udekorowane i przygotowane na przyjęcie drogich gości: ustawiono przyrządy gimnastyczne, stoły i ławy.

Po kolejnym odpoczynku i pokrzepieniu się dobrym „Worienerem” [?] rozpoczęły się zawody gimnastyczne i konkursy śpiewacze.
Zwycięzcom młode dziewczęta wręczały liczne nagrody — kwiaty oraz dębowe wieńce.

W samym środku tych wydarzeń kupiec Levy wygłosił przemówienie do całego zgromadzenia. Wychwalał poszczególne stowarzyszenia i ich miasta, a na zakończenie wzniósł również toast za właściciela majątku, pana Brauna z Woymann [Wojmiany].

Uczynił to dlatego, że Braun dostarczył miastu kilka fur liści potrzebnych do udekorowania miejsca uroczystości, czego nasz Magistrat — z wyjątkiem naszego wielkodusznego burmistrza Paapego — odmówił mieszkańcom i towarzystwu gimnastycznemu.

Zobacz początek opisu tego święta!

Kiedy słońce zaczęło zachodzić, a nad doliną Hirschwinkel pojawiły się pierwsze mgły, w uporządkowanym pochodzie ruszono z powrotem do miasta.

Tam odświętnie udekorowana sala Gildii Strzeleckiej ponownie przyjęła uczestników uroczystości i aż do wschodu słońca jednoczyła ich w radosnej zabawie, śpiewie i tańcach.

Tak właśnie miejscowości i miejsca — miasto oraz Hirschwinkel — dzięki pewnemu dążeniu ku rozwojowi i dzięki swojej gościnności zyskują znaczenie i przyciągają ludzi, podczas gdy ponure trwanie w bezruchu i stagnacji sprawia, że zostają zapomniane.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *