Urząd Miasta Górowo Iławeckie nadal nie zwrócił mi kosztów siedmiu postępowań przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Olsztynie. Łącznie 700 zł zasądzonych w sprawach o bezczynność Burmistrza przy rozpatrywaniu wniosków o informację publiczną.
Numer rachunku bankowego podałem Urzędowi już wcześniej. 6 sierpnia ponownie wezwałem Burmistrza do zapłaty, wyznaczając dodatkowy siedmiodniowy termin.
Termin minął. Pieniędzy nie ma. Odpowiedzi zresztą też.
Czyżby w ratuszowej szkatule nie było zupełnie pieniędzy? Jest gorzej niż myślałem?
Dzisiaj wysłałem ostateczne wezwanie do zapłaty. Urząd ma 3 dni. Kolejnego wezwania nie będzie. Jeśli należność nadal nie zostanie uregulowana, wystąpię do sądów o dokumenty niezbędne do wszczęcia przymusowego dochodzenia należności, a potem skieruję sprawę na drogę egzekucji.
I do ratusza zapuka komornik. I zrobi się groteskowo. Do wspomnianych 700 zł dojdą kolejne wydatki — za tytuły wykonawcze i egzekucję.
Zacytuję mój ulubiony cytat z kultowej komedii Rejs: „I kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy…społeczeństwo płaci.”
Gdyby Jacek Przemysław Kostka, jeden z najlepiej opłacanych w Polsce samorządowców, musiał pokrywać z własnej kieszeni koszty sądowe powstające wskutek bezczynności kierowanego przez siebie organu, być może wielomiesięczna batalia o informacje gwarantowane obywatelom przez Konstytucję i ustawę wyglądałaby zupełnie inaczej. Tymczasem za konsekwencje zapłacą mieszkańcy.