Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 48]

A w jakim stanie zastałem miejscowość, w której miałem odtąd pozostać i zamieszkać?

Była tak zniszczona, zaniedbana i obskurna, że wstydziłem się, iż tutaj przyjechałem. Prawdopodobnie szybko wyjechałbym z powrotem, gdyby nie zatrzymała mnie życzliwość miejscowych mieszkańców: lekarza Heinricha, aptekarza Lehmanna, kupca G. Reimera oraz kilku innych zacnych ludzi.

Jak wyglądał wówczas Landsberg?

Nie dorównywał nawet porządnej, pięknej wsi na Litwie, takiej jak Norkitten czy Butsinen. Szczyty wszystkich domów były obite deskami. Drewno, poszarzałe od pogody, nadawało miastu ponury wygląd. Co najwyżej biały komin pozwalał z daleka rozpoznać pojedynczy dom mieszkalny.

Ulice miasta były wprawdzie brukowane, lecz tak krzywe i strome, jak wymagało tego górzyste położenie miejscowości. Kiedy szło się jedną stroną rynku, po przeciwnej stronie widziało się jedynie górne części ciał przechodniów.

Na ulicach i w bocznych częściach rynku sterczały wielkie kamienie. Obok nich powstały tak głębokie koleiny, że można było w nich połamać nogi.

Rynek szpeciła ponadto stara wartownia oraz dwie wysoko zbudowane studnie rurowe [?].

Niemal wszystkie domy wokół rynku posiadały jeszcze tak zwane „gołębniki” lub wysunięte przybudówki, z których po obu stronach wystawały długie drewniane rynny. Podczas deszczu wyrzucały one wodę daleko na ulicę.

Ratusz był zabity deskami, jego mury były szare i odpadały z nich całe płaty tynku. Wieżę ratuszową rozebrano aż do latarni, a niektóre jej boczne części, tak zwane misy, poruszały się na wietrze tam i z powrotem.

Tylne ulice miasta — nawet naprzeciwko kościoła! — były zastawione wysokimi skrzyniami na gnój, na których widoczne były deski i otwory ustępów należących do domów frontowych.
Wysoki most zawalił się, a nad dawną fosą miejską przerzucono prowizoryczny most z desek.

Wieżę kościelną rozebrano aż do dolnej części i nakryto prowizorycznym drewnianym dachem, ponieważ mury wraz z narożnymi wieżyczkami zaczęły się rozpadać.

Plac przed kościołem wciąż był pełen zapadniętych grobów. Był tak podziurawiony i nierówny, że niemal nie dało się po nim chodzić.
Przy szczycie kościoła leżała hałda gruzu wysokości od piętnastu do dwudziestu stóp. Podobna hałda gliny i gruzu znajdowała się obok starego budynku szkolnego, w którym mieściła się klasa rektorska.

Uczniowie klasy rektorskiej bardzo często wychodzili przez okna szczytowe na Angerberg [park miejski], gdzie zupełnie na widoku załatwiali swoje potrzeby naturalne.

Błotniste ulice rzadko sprzątano. Po obu ich stronach leżało przywiezione drewno budowlane. Wszystkie stodoły nadal były kryte słomą, co nadawało miasteczku jeszcze bardziej ponury wygląd.

O oświetleniu ulic nocą nie mogło być mowy. Co najwyżej nad drzwiami domów kupieckich paliło się kilka lamp tranowych.
Obie murowane bramy miejskie były już w roku 1841 rozebrane, ale nie znaleziono jeszcze czasu, aby usunąć gruz z miejsc, w których wcześniej stały.

Po ulicach całymi stadami chodziły świnie i rozgrzebywały wolne place. Bydło i konie przepędzano przez domy i ulice, gdy pasterz zadął w róg. Ulice były przez to mocno zanieczyszczone odchodami zwierząt.

Nasze miasto bardziej przypominało więc wieś niż cywilizowane miasto. Tak smutno i niepozornie — i nie przesadzam — wyglądała nasza ojczyzna po roku 1841, kiedy się tutaj osiedliłem.

Nikt nie chciał niczego budować ani upiększać — ani magistrat, ani mieszczaństwo. Wszystko pozostawało zniszczone i brzydkie. Zadanie budowania i upiększania pozostawiono młodemu pokoleniu. Każdy zrozumie teraz sens uwagi zapisanej na marginesie strony 171, gdzie powiedziałem: „Grzechy ojców spadają na dzieci”.

Te twarde słowa Pisma spełniły się aż nazbyt wyraźnie na młodszym pokoleniu. Dzieci tamtych starców musiały odbudowywać zarówno własne domy, jak i budynki publiczne, aby nie zostać pogrzebane pod ich ruinami.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wiele budowano i remontowano. Podróżni, przybywający obecnie do naszego miasteczka czterema szosami, cieszą się jego przyjaznym wyglądem.

Landsberg stał się teraz rzeczywiście — zgodnie ze swoim mianem
— miastem na górze.

W panoramie miasta wznosi się wysoko i smukło piękna, licząca 176 stóp wieża kościelna. Towarzyszą jej wieża ratuszowa oraz wysoki, potężny komin parowy przy młynie, które również zdobią naszą ojczyznę.

Szare drewniane szczyty zniknęły. Jasne, pobielone tylne elewacje wyznaczają mieszkania mieszczańskie wychodzące na rynek.
Ratusz, odsłonięty tak dalece, jak to było możliwe, zdobi obecnie rynek.

Przed Bramą Wysoką stoi okazały budynek szkoły miejskiej. Jego front obsadzono pięknymi ozdobnymi drzewami i stał się on przykładem godnym naśladowania dla wielu sąsiednich miast.
Tak zwaną dolinę Anger [park miejski – ulica ogrodowa] zdobi ogród strzelecki ze Schützenhausem, zbudowanym w stylu szwajcarskim.

Zanim, mijając szkołę miejską, dotrze się do szosy wildenhoffskiej [droga do Lelkowa], po lewej stronie, obok dawnego cmentarza żydowskiego, w tak zwanym ogrodzie Kohna, znajduje się katolicka kaplica z małą dzwonnicą i ogrodem przypominającym park.

Przedmieścia Woymanns i Peisten przy szosie lidzbarskiej są obecnie pięknie wybrukowane i stanowią już ważną część miasta. Znajdują się tam bowiem skład towarów, sklep rzeźniczy, piekarnia, poczta przy grobli Stawu Garncarskiego oraz willa Jeromina, której okazała bryła zdobi przedmieście Woymanns.

Przy śluzie Stawu Młyńskiego wznosi się obecnie piękny, okazały most, zwany mostem jazowym. Historię jego budowy opowiem w następnym roku, 1878.

Samo miasto, wskutek wycięcia lasów, uzyskało bardziej otwarty i przyjazny widok. Kohnertsberg [Wzgórze Napoleona] zdobi po prawej stronie okazały wiatrak typu holenderskiego. Po lewej stronie szosy lidzbarskiej znajduje się gospodarstwo Großmanna. Pomiędzy tymi dwoma gospodarstwami wielka szosa lidzbarska pokonuje Kohnertsberg serpentyną i prowadzi w kierunku Grünwalde [Zielenicy].

Przed oboma gospodarstwami na Kohnertsbergu, patrząc w stronę miasta, ówczesny budowniczy szosy, geometra rządowy Liehr, wykonał niewielkie zagłębienie i ustawił w nim ławkę z darni.

Miejsce to nazwano Odpoczynkiem Liehra [ławeczka Napoleona]. Stamtąd roztacza się najlepszy widok na nasze miasteczko.
W kierunku Warmii, przy szosie worlackiej, znajdują się trzy przyjazne gospodarstwa: folwark Garben należący do Reimera, gospodarstwo Kohnerta w kierunku Heidchen oraz, pomiędzy nimi, wzdłuż Steinflüsschen, gospodarstwo Herrleina.

Te trzy ostatnie gospodarstwa kupił obecnie właściciel dóbr Strüvy z Groß Peisten [Piasty Wielkie] i — ponieważ wycięto również las worlacki — połączył je z głównym majątkiem Wotterlack [Worławki].
W kierunku Wildenhoff [Dzikowo Ił.], wskutek wycięcia lasu Halbendorf [Półwiosek], otworzył się widok aż po Schwarzer Berg [Czarcia góra].

Przy drodze Eichener Weg [Na Dęby], obok lasu miejskiego, tam gdzie dawniej dominowało jedynie wrzosowisko z jałowcami, znajduje się gospodarstwo kupca Gruhna, wyglądające jak miejski dom mieszkalny.

Przy szosie iławskiej, po prawej stronie, leży gospodarstwo geometry Holzheimera w kierunku Woymanns, a po lewej gospodarstwo Krausego, w stronę dawnego tak zwanego Stawu Iławskiego.

Wszędzie dookoła usunięto dzikie zarośla. Dzięki temu również duża wieś Schönwiese [Krasnołąka], z licznymi gospodarstwami położonymi poza zwartą zabudową, jest z tej strony widoczna w oddali.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *