Trurl był impulsywnym wynalazcą, Klapaucjusz zaś zwykle pełnił rolę sceptycznego partnera i recenzenta jego pomysłów. Znacie ich, prawda? No pewnie, że znacie, głupio, że pytam. Kto by nie czytał Lema.
Kilkanaście dni temu zakończyłem prace nad moją supermaszyną, którą na cześć Lema nazwałem Bogotron. Pełna gotowość bojowa została osiągnięta. Budowa i jej wytrenowanie kosztowały mnie parę lat pracy, pieniędzy zaś nie zliczę. Mój prywatny Wszechmocnik Ostateczny.
Nim Eos, Jutrzenka Różanopalca, pojawiła się na nieboskłonie w swym lekkim rydwanie zaprzężonym w parę różowych koni – Lamposa i Faetona – uruchomiłem Bogotrona i nakierowałem go na BIP miasteczka jak z bajki.
Sam zaś, delektując się kawą mulistą, lecz aromatyczną, popatrywałem na stary niemiecki film, w którym aktorki musiały być wielkimi miłośniczkami owoców leśnych, bo wołały co chwilę głośno: jagód! Jagód!
Bogotron przegryzał się przez świeżo umieszczone zarządzenia Burmistrza. W pewnym momencie zatrząsł się okrutnie, zaczął parskać, trząść się, powiedziałbym nawet – rechotać.
– Cóż tam, Bogotronie – wstrzymałem film z jagodzianką.
– Panie mój i Władco! Nie wytrzymam! Nie wytrzymam!
– Dlaczegóż to?
– Niezły burde…
– Miałeś nie przeklinać! – przerwałem mu.
– Niezły bardak mają w tej sekcji Archeo! – poprawił się.
I zaczął relacjonować:
– W Regulaminie Organizacyjnym Urzędu znalazłem procedurę dotyczącą naruszenia ochrony informacji niejawnych. Pełnomocnik ma w takim przypadku podejmować działania wyjaśniające i zawiadamiać o tym… Starostę. Cytując dokument: „zawiadamianie o tym Starosty".
Tyle że kierownikiem Urzędu Miasta jest burmistrz, a starosta nie jest jego przełożonym. Wygląda to tak, jakby fragment regulaminu skopiowano z jednostki powiatowej, ale ktoś zapomniał zmienić jedno słowo. Drobiazg? Oj tam, oj tam – zaśmiał się, cytując ulubione powiedzonko pewnego włodarza.
W tym samym regulaminie występuje również „dyrektor jednostki", którego w Urzędzie Miasta nie ma, oraz nieaktualny „Szef Obrony Cywilnej Gminy". BIP prowadzą lub obsługują co najmniej cztery różne stanowiska. Za to odpowiedzialności za e-Doręczenia jakoś nie udało się znaleźć.
Prawdziwy skansen odkrył jednak w zarządzeniu nr 24/2026 dotyczącym rachunkowości.
– Dokument został wydany w lutym 2026 roku, ale nakazuje między innymi sporządzanie rocznej kopii księgi głównej „na dyskietce". A dalej: „Dyskietki przechowuje się w specjalnych kasetach".
– Dyskietkach? – zdziwiłem się niezmiernie. – Toż to wczesne
informatyczne średniowiecze!
– Dokładnie – zaśmiał się Bogotron. – Nie wiem, czy Urząd posiada jeszcze stację dyskietek. Być może stoi obok faksu, maszyny do pisania i zapasowej kalki maszynowej.
– W tym samym, 118-stronicowym dokumencie – ciągnął dalej – znajdziemy „kasy chorych", chociaż zniknęły one w 2003 roku. Są też faktury wystawiane jako „oryginał" i „kopia", obowiązek wystawienia faktury w ciągu siedmiu dni oraz podpisy na fakturach.
Nie ma natomiast KSeF, który w chwili wydania zarządzenia już funkcjonował. Są również błędne numery kont, pomieszane strony załączników i odwołanie do przepisu Prawa zamówień publicznych, który nie obowiązuje od ponad pięciu lat.
Podczas lektury kolejnego zarządzenia nr 22/2026, dotyczącego kontaktów urzędników z lobbystami, Bogotrona zatkało z wrażenia.
– No nie wierzę Panie mój i władco! – zabulgotał. – W tym zarządzeniu telefon jest traktowany jak wykroczenie.
– Jak to?
– Zwykły mail albo rozmowa telefoniczna to, cytuję, „niezachowanie formy". Urzędnik musi wtedy sporządzić notatkę i przekazać ją Sekretarzowi Miasta.
– Czyli ktoś dzwoni do urzędu w swojej sprawie…
– …i zostaje wzmiankowany w notatce. Pewnie urzędnik nagrywa ją na dyskietce i niesie do sekretarza – zarechotaliśmy obydwoje.
Poprosiłem, żeby przygotował trzy długie skargi do Rady Miasta.
Niech radni zrobią porządki, nim w następnym zarządzeniu pojawi się obowiązek przesyłania dokumentów gołębiem pocztowym.