Postępy przemysłu
Aby jeszcze wyraźniej ukazać piękne czasy obecne na tle dawnego, martwego czasu, chcę powiedzieć jeszcze tylko o kilku gałęziach przemysłu.
Najpierw przychodzi mi na myśl przedmiot maleńki, lecz mimo to bardzo godny uwagi — zwykłe narzędzie do rozpalania ognia, dawniej i dziś. Na początku tego stulecia powszechnie używano w domach oraz przy strzelbach myśliwskich krzesiwa z kamieniem i stalą.
Gdy tylko zaczynał świtać dzień, po ostatnim pianiu koguta albo jeszcze wcześniej, służąca wstawała i wkrótce rozlegało się: Pink! Pink!
Uderzała stalą o krzemień albo kamień ogniowy — przy czym kostki palców nieraz porządnie obrywały — a gdy iskra zapaliła hubkę umieszczoną po jednej stronie drewnianego pudełka na krzesiwo, sięgano do drugiej jego części, gdzie znajdował się własnoręcznie przygotowany knot siarkowy.
Wyjmowano kawałek tego knota, przykładano go do żarzącej się hubki, a gdy pojawiał się niewielki płomień, zapalano od niego knot lampy tranowej albo cienką łojową świeczkę. W ten sposób kuchnia lub izba sypialna otrzymywała przynajmniej niezbędne oświetlenie.
Gdy jechano wozem i fajka woźnicy albo pana podróżującego zaprzęgiem zgasła, znowu rozlegało się: Pink! Pink!
Tym razem uderzano stalą o kamień, na którym leżał kawałek odpowiednio przygotowanej hubki drzewnej. Zapaloną i żarzącą się hubkę wkładano następnie do główki fajki, zaciągano się, a kiedy fajki zaczynały już dymić, ruszano: hurra, hurra, hop, hop, hop! pędząc głośnym kłusem, a często nawet galopem!
Rozumie się samo przez się, że gdy pogoda była wilgotna, a krzesiwo i hubka również nasiąkły wilgocią, bardzo trudno było uzyskać ogień.
Większy postęp stanowiło już zapalniczkowe urządzenie chemiczne. Zapałkę siarkową zanurzano w kawałku ałunu zwilżonego kwasem siarkowym i umieszczonego w małym szklanym naczyniu. Gdy wyciągano patyczek i wystawiano go na działanie powietrza, natychmiast wybuchał jasnym płomieniem.
Zamożniejsze osoby posługiwały się również kieszonkową albo pokojową zapalniczką sprężeniową lub urządzeniem, w którym wytwarzano wodór. Gaz ten kierowano następnie na gąbkę platynową i za jego pomocą zapalano cienkie drewniane wiórki albo zwinięte paski papieru.
Zapałki cierne albo hubka zapalająca się przez potarcie
Szczytem wszystkich współczesnych przyrządów do rozpalania ognia są zapałki, których główki pokryte są masą fosforową. Istnieją dwa ich rodzaje.
Pierwsze to zapałki pruskie, z siarkowymi szyjkami, które zapalają
się po potarciu o każdą szorstką powierzchnię. Drugie to zapałki szwedzkie, bez siarkowych szyjek, zwane również zapałkami salonowymi, które zapalają się wyłącznie po potarciu o specjalnie do tego przygotowaną powierzchnię.
Dzięki takim zapałkom ogień uzyskuje się w jednej chwili i nie trzeba już, jak dawniej, kaleczyć sobie dłoni do krwi. Szwedzkie zapałki są naprawdę wielkim triumfem chemii i naszych czasów!
Oświetlenie w domach i na ulicach
Nawet sam ogień, czyli sposób oświetlania domów i ulic, a więc także przestrzeni publicznej, zmienił się w porównaniu z dawnymi czasami bardzo wyraźnie i zdecydowanie na korzyść.
Jeszcze na początku lat czterdziestych XIX wieku nasze miasteczko nie miało żadnego oświetlenia ulicznego. Każdy kupiec zapalał lampę olejną w latarni zawieszonej nad drzwiami swojego domu i na tym kończyła się troska o oświetlenie ulic.
Dopiero gdy w Królewcu wprowadzono gaz i zlikwidowano oświetlenie ulic lampami olejnymi, nasz magistrat odkupił od królewieckich władz sześć takich latarni. Zawieszono je na rozpiętych łańcuchach po czterech stronach rynku oraz pomiędzy domami przy Bramie Młyńskiej i Bramie Wysokiej. Istnienie tych urządzeń potwierdzają jeszcze dziś łańcuchy rozciągnięte w poprzek ulic.
Ponieważ jednak zawieszone na łańcuchach latarnie podczas wietrznej pogody bardzo się kołysały, zaczęto umieszczać lampy naftowe na solidnych dębowych słupach. Ich liczbę zwiększono następnie o kolejne lampy naftowe, ustawione na grobli Stawu Garncarskiego w kierunku poczty.
W Królewcu, podobnie jak w Berlinie, wkrótce nawet płomienie gazowe przestaną wystarczać do oświetlania ulic. Już teraz, zwłaszcza w Berlinie, rozpoczyna się oświetlanie całych ulic światłem elektrycznym, którego blask przypomina promienie słońca.
Z oświetleniem wnętrz w naszym Landsbergu było podobnie jak wszędzie indziej. Najpierw męczono i nadwyrężano wzrok przy lampie tranowej oraz cienkiej, taniej świeczce łojowej, nawet podczas wykonywania najdelikatniejszych prac, a także podczas nocnej nauki i czytania.
Następnie zaczęto używać odlanych w formach świec łojowych albo woskowych. Kiedy chemia poczyniła wielkie postępy, pojawiły się świece stearynowe. Gdy i one nie dawały wystarczająco jasnego światła, zaczęto stosować lampy stojące, zasilane olejem rzepakowym.
Obecnie zaś, od czasu wynalezienia, a właściwie upowszechnienia produkcji nafty, palimy najróżniejsze, jasno świecące lampy naftowe, tańsze od łoju, stearyny, a nawet oleju.
Mała świeczka łojowa, pogardliwie nazywana tutaj „pysserlicht”, którą mieszkańcy i kupcy naszego miasteczka wyrabiali setkami, jest prawdziwym symbolem minionej, martwej epoki. Natomiast gaz i jasno świecące lampy naftowe są symbolami naszych obecnych czasów postępu.
Maszyny naszych pięknych czasów i wynikające z nich korzyści
Gdy dawniej jesienią, a szczególnie zimą przejeżdżało się przez nasze miasto, większe wsie albo majątki ziemskie, z bliska i z daleka nieustannie słychać było jednostajny odgłos: klip-klap-klap, klip-klap, klap-klap!
Był to dźwięk cepów, którymi mieszczanie posiadający gospodarstwa albo chłopi młócili zboże na klepisku. Młócenie stanowiło dla rolnika przez całą zimę stałe, codzienne zajęcie.
Dzisiaj wszystko wygląda inaczej. Istnieją bowiem młocarnie, za pomocą których w ciągu jednego dnia można wykonać więcej pracy niż dawniej cepem przez cały tydzień.
Dlatego też odgłos: klip-klap-klap albo huk pracujących młocarni słyszy się obecnie jedynie jesienią. Zimą rolnik zajmuje się zwykle melioracją, czyli ulepszaniem swoich pól, ponieważ zboże już dawno zostało wymłócone, a nawet zawiezione do miasta na sprzedaż.
Dzięki maszynom rozpoczęła się dla rolnika nowa epoka. Może on wykonać wszystkie prace szybciej i oszczędzić czas. Dlatego o każdej porze zimy i lata widzi się go, jak wywozi obornik, kompost albo namuł i doprowadza swoje grunty do należytej kultury.
A ileż innych maszyn służy mu obecnie do ułatwiania pracy w gospodarstwie i na polu! Ma do dyspozycji kosiarki, sieczkarnie, siewniki, maszyny czyszczące i wiele, wiele innych.
Czyż obecne czasy nie są więc zupełnie inne od dawnego, martwego czasu? Czyż nie mają one największej przewagi nad minioną epoką, którą sami przeżyliśmy?
Tak więc wy, starcy, opowiadajcie swoim dzieciom, tak jak ja, o dawnym, martwym czasie i razem z nimi chwalcie dobrego Boga, że po tamtej uciążliwej i słusznie nazwanej martwą epoce pozwolił nam dożyć obecnych czasów!