Nie, nie chciałem być tylko hejterem, który wiecznie krytykuje, nie zauważa niczego dobrego, szkaluje i ośmiesza władzę. Chciałem dać coś od siebie. Coś dobrego, twórczego, wzbogacającego lokalną społeczność.
Poświęciłem parę dni na opracowanie kodeksu etyki dla urzędników ratusza. Bazując na kodeksach przyjętych w wielu innych gminach, stworzyłem — z wykorzystaniem najnowocześniejszych narzędzi AI — kompleksowy, czternastostronicowy dokument wraz z załącznikami.
Pisałem już o tym 30 marca, więc przypomnę:
„24 lutego złożyłem do Rady Miasta petycję o przyjęcie Kodeksu Etyki Pracowników Samorządowych Gminy Miejskiej Górowo Iławeckie. Na sesji XXIII Rada jednogłośnie uznała, że organem właściwym do jej rozpatrzenia jest Burmistrz. Burmistrz Kostka stwierdził przy tej okazji, że kodeks etyki «obowiązuje w urzędzie od spokojnie 10 lat»”.
Aby ułatwić panu burmistrzowi decyzję, sporządziłem merytoryczne porównanie mojego projektu z dwustronicowym kodeksem obowiązującym od 31 października 2011 r. Jako autor zrzekłem się wszelkich praw do dokumentu i wyraziłem zgodę na jego nieodpłatne wykorzystanie przez Gminę, w tym na zmiany redakcyjne i merytoryczne. Zadeklarowałem również gotowość do sformułowania stosownej uchwały wdrożeniowej. Wystarczyło tylko podpisać.
Czekałem i czekałem, przekonany, że pan burmistrz może jednak przestanie się na mnie dąsać za to moje nieustanne kopanie go po kostkach i doceni mój dar, ten przyjazny gest. Może nawet z powrotem trochę mnie polubi?
Cóż. Nadzieja matką, wiadomo czyją.
Dni mijały. Do Natangii zawitała tak bardzo oczekiwana wiosna. W końcu pozwoliłem sobie cicho przypomnieć włodarzowi, że powinien mnie poinformować o postępach analizy kodeksu. Ponieważ była to petycja, informacja o niej powinna również znaleźć się w Biuletynie Informacji Publicznej, czyli w skrócie BIP.
Dobijałem się, dobijałem, aż w końcu 8 maja 2026 r. dostałem wezwanie do uzupełnienia podpisu pod moją petycją. Jednocześnie burmistrz oznajmił, że on tego za petycję nie uważa. Według niego to zwykły wniosek KPA, czyli wniosek w trybie Kodeksu postępowania administracyjnego.
W pierwszej chwili zaprotestowałem, bo przecież petycja to petycja i basta. Ale moja asystentka uświadomiła mnie, że burmistrz strzelił sobie w stopę, bo tym samym sam skrócił sobie czas na odpowiedź z trzech miesięcy do jednego.
Burmistrz odpowiedział w terminie. Trudno to jednak nazwać odpowiedzią w sensie merytorycznym, bo z jej treści nie wynika wprost, czy postulat przyjęcia porządnego Kodeksu Etyki Pracowników Samorządowych został przyjęty, odrzucony, czy chociaż skierowany do dalszych prac.
Zamiast jasnej, precyzyjnej decyzji było urzędowe bla, bla, bla o „dobrowolności” w jednostkach, trochę o tym, że w Urzędzie Miasta „od kilkunastu lat” jakiś kodeks istnieje, i dużo o tym, że moja petycja nie jest petycją, tylko wnioskiem KPA.
Jednym słowem — jak mawiał mój śp. ojciec — bądź tu mądry i pisz wiersze.
Domyślam się więc, że burmistrz woli swój archaiczny, napisany — w mojej ocenie — na kolanie dwustronicowy kodeks, a mój projekt wylądował w śmietniku.
O, żegnaj etyko urzędnicza w górowskim ratuszu.
Ale to nie koniec. Przed nami trzy petycje dotyczące jawności życia publicznego: polityki informacyjnej miasta, publikowania projektów uchwał przed sesjami oraz jawnego rejestru umów, zamówień i wydatków. Petycje, które — według stanu na dziś — nie zostały prawidłowo ujawnione w BIP, mimo że ustawa o petycjach nakazuje zrobić to niezwłocznie.
Publicznie pytam więc Przewodniczącą Rady Miasta, Sawicz Grażynę, odpowiedzialną za organizowanie prac Rady: dlaczego petycje dotyczące jawności nie zostały ujawnione w BIP? Czy to samodzielna decyzja kierownictwa Rady, czy też Rada działa pod wpływem oczekiwań, sugestii albo z polecenia Burmistrza?
Lada moment pochyli się nad tym Wojewoda, do którego wysłałem stosowną skargę. Bo łamanie prawa to łamanie prawa. Petycje o jawność same stały się niejawne.
Cdn.
