Historia

Dzisiejszy odcinek kroniki niesamowity!

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 39]
— Strony 89-95 —

Rok 1876
Sprawozdanie zimowe i wiosenne

Główne sprawozdanie roczne złożę pod koniec roku; tutaj chcę tylko, pod koniec miesiąca kwietnia, wspomnieć, że mieliśmy długą zimę. Już pod koniec września poprzedniego roku nastał mróz. Wielu opieszałych gospodarzy pozostawiło ziemniaki i buraki pastewne w ziemi i musiało je wydobywać spod mrozu, jeśli chcieli je jeszcze uratować.

Bydło trzeba było wcześnie wstawić do obór, skąd wynikło, że już z początkiem wiosny roku 1876 wystąpił brak paszy — nawet w majątkach stojących na wysokim poziomie kultury rolnej, jak na przykład w Worienen [Woryny]. Jesienne zimno poprzedniego roku doszło do 19–21 stopni Réaumura [−24 do −26 °C.].

Tej zimy mieliśmy dwukrotnie całkiem dobrą drogę saneczkową [dobre warunki do jeżdżenia saniami]: raz na 2–3 tygodnie przed Bożym Narodzeniem, a potem jeszcze przez 14 dni po Bożym Narodzeniu. Przez resztę czasu był zimny, suchy mróz i mało śniegu, stąd oziminy nieco ucierpiały. Rzepik trzeba było w większości zaorać, ponieważ miał za mało śnieżnej okrywy.

Drewno i materiały budowlane można było dostatecznie dowieźć wozami, toteż rok 1876 zapowiada się chyba jako rok budowy. Daj Boże, aby był także dobrym rokiem urodzaju!

Klęska wśród roślin strączkowych — skrzynki lęgowe dla dziuplaków

Ubiegłoroczne suche lato nie było szczególnie korzystne także dla roślin strączkowych. Groch bardzo ucierpiał od strąkowca grochowego; przy omłocie co najmniej jedna trzecia plonu była nadgryziona.

Skąd to się wzięło, łatwo odgadnąć. Coraz bardziej ogołaca się pola ze wszystkich krzewów, lasy są coraz bardziej wycinane, a ptaki żywiące się owadami nie mają wkrótce żadnego schronienia pod krzewem i drzewem, gdzie mogłyby wysiadywać młode. Tak jak znika stopniowo zwierzyna czworonożna, tak znikają też ptaki. Któż więc ma tępić szkodliwe owady?

Na próżno głosi Königsberger Thierschutz-Verein [Królewieckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt]: „Oszczędzajcie ptaki, dokarmiajcie je w mroźną zimę i urządzajcie im na lato miejsca lęgowe!”. My czynimy to u siebie już od lat. Skłoniłem lepiej usposobionych obywateli do zakładania skrzynek lęgowych dla dziuplaków.

Nasza okolica, a nawet samo miasto, gości już w swoich murach i ogrodach mnóstwo szpaków i sikor, lecz wciąż jeszcze zbyt mało, aby wytępić szkodliwe owady. Stąd przychodzi, że w niektórych sprzyjających im latach występują one niszcząco i wyrządzają wielką szkodę zwłaszcza rolnikowi, niszcząc niektóre rodzaje plonów.

Od ubiegłego suchego roku słyszymy z niektórych prowincji naszej ojczyzny, że także szarańcza występuje masowo i niszcząco. Daj Boże, aby plaga szarańczy przeminęła! Cóż stałoby się zwłaszcza z naszymi Prusami, gdyby robactwo się rozmnożyło i zniszczyło pola mieszkańców, w większości żyjących z rolnictwa?

Napomnienie do ochrony zwierząt

Ponieważ jestem nie tylko nauczycielem młodzieży, lecz także nauczycielem ludu, uważam za stosowne powiedzieć jeszcze kilka pouczających słów o gospodarstwie natury.
Gospodarstwo natury jest — albo tworzy — wzorcowe gospodarstwo bez równego sobie w naszym miłym Bożym świecie.

Każda pojedyncza rzecz ma swoje nader dobrze obliczone przeznaczenie w wielkiej całości i dla pożytku całości. Nie ma tam nic zbędnego, a tym mniej czegoś samo w sobie szkodliwego. Wszystko służy zachowaniu równowagi i niezakłóconemu trwaniu całości.

Jeśli więc w okolicy uprawnej, a zatem także u nas, pojawia się na polach szkoda od myszy albo w lasach żerowanie brudnicy mniszki, to my jesteśmy temu winni! Zakłóciliśmy bowiem równowagę w gospodarstwie natury: wystrzelaliśmy wszystkie jastrzębie, które zwykły niszczyć nadmiar myszy; zmniejszyliśmy liczbę myszołowów włochatych i pustułek, czyli „mysich sokołów”, jak też ptaków owadożernych, które mogłyby wyjadać jaja motyla brudnicy mniszki.

Jeśli zatem chcemy ustrzec się winy, że przez jakieś przeoczenie zakłóciliśmy gospodarstwo natury, trzymajmy się następującej zasady:
Odtąd chcemy w sposób zgodny z naturą i rozumem oszczędzać pożyteczne zwierzęta, a jeśli to możliwe, starać się je chronić i pielęgnować. Wtedy bardzo szybko poradzą sobie ze szkodliwymi zwierzętami znacznie lepiej, niż kiedykolwiek zdolna jest to uczynić cała ludzka siła i ludzka mądrość.

Ileż pieniędzy nie zmarnowano w królewskich lasach na wyszukiwanie jaj brudnicy mniszki podczas ostatniego żeru jej gąsienic w naszych lasach a przecież gąsienice brudnicy mniszki nie ubyły, dopóki długa, mroźna zima nie zniszczyła wszystkich jaj.
Do pożytecznych ssaków, które przede wszystkim trzeba chronić, należą krótko mówiąc: brzydkie nietoperze, ryjówki, przede wszystkim krety, jeże, łasice i tchórze.

Wśród ptaków należy zapamiętać: myszołowy, sokoły wieżowe, pustułki, które zdają się nieruchomo zawisać i trzepotać nad myszami, które mają schwytać; przede wszystkim sowy, gawrony, kawki, kraski, kukułki, które mylnie bierze się za jastrzębie i odstrzeliwuje; skowronki, szpaki oraz ptaki ziarnojadne.

W lesie należy chronić przede wszystkim dzięcioły: budują one domy dziuplakom i tępią rozmaite korniki oraz chrząszcze drzewne.
Wśród płazów i gadów należy chronić głównie padalce, ropuchy, jaszczurki i żaby; wśród owadów — mrówki, trzmiele i oswojoną pszczołę, gdyż te dwa ostatnie przenoszą pyłek kwiatowy z jednej rośliny na drugą i tak zwiększają płodność roślin.

Co ma czynić szkoła
Niech ojcowie miasta, którzy kiedyś będą czytać tę kronikę, szczególnie dopilnują, aby ochrona zwierząt była nauczana także w szkołach — i to bardziej, niż zwykle się dzieje. Wtedy ludzie powrócą od lekkomyślnego prześladowania pożytecznych zwierząt do ich oszczędzania, czyli jednym słowem: od głupoty z powrotem do rozumu. Wtedy szkody od robactwa, od brudnicy mniszki i od myszy bardzo szybko znów się zmniejszą. „Sapienti sat!” — mądremu dość.

1876. Zwierzęta szkodliwe
Do powyższego napomnienia należy jeszcze to, abym wymienił także zwierzęta szkodliwe, które trzeba wytępić, jeśli zwierzęta żywiące się owadami mają być oszczędzane.

Należy do nich przede wszystkim nasz dobry przyjaciel Reineke — lis. Lisa trzeba strzelać o każdej porze roku, a jego gniazda w zbożowych polach niszczyć wraz z młodym pomiotem. Jego wspólnika, kunę leśną, należy przy śniegu tropiącym odnaleźć i zastrzelić w jej gnieździe. Jastrzębi i kotów polnych nie należy oszczędzać.

Pozostają jeszcze dwaj rabusie-mordercy, którym dotąd pozwalano rządzić się w polu i lesie, nie poznawszy ich szkodliwości. Są to: orzechówka, czyli „herold”, żarłok lasu, oraz złodziejska sroka, czyli „dziewięciokrotny morderca” w naszych ogrodach. Tych dwóch rabusiów-morderców trzeba całkowicie wyplenić i wytępić.

Napomnienie do ojców miasta
Nasi ojcowie miasta dobrze więc uczynią, jeśli przy wydzierżawianiu pól miejskich i lasu włączą do warunków dzierżawy także dostarczenie tylu a tylu głów sójek i srok. Mówię umyślnie: głów, ponieważ pazurów nie da się odróżnić od pazurów wielu innych ptaków krukowatych i przy dostarczaniu pazurów bardzo często może dochodzić do oszustwa.

Najlepiej byłoby, gdyby urzędowo polecić strażnikowi leśnemu i leśniczemu, aby za wynagrodzeniem strzałowym dostarczali corocznie tyle a tyle głów sójek i srok.

Tak, sójki i sroki muszą zostać wytępione, bo jak pierwsze uprawiają swoje rabunkowo-mordercze rzemiosło w lasach, tak sroki rabują i mordują w naszych ogrodach. Oba gatunki przeszukują każdy krzew i każdy zarośl za ptasimi gniazdami i zanoszą młode ptaki własnemu potomstwu. W pierwszym okresie karmią bowiem swoje młode wyłącznie młodymi ptakami śpiewającymi.

Dlatego pole i las stają się u nas coraz cichsze. Tylko gdzieniegdzie dochodzi jeszcze do ucha przyjaciela natury głos ptaka śpiewającego. Najwyższy więc czas, abyśmy oszczędzali ptaszki śpiewające i owadożerne stworzonka. Ich rabusiów-morderców natomiast trzeba bez łaski i miłosierdzia tępić w polu i lesie.

Tytuł książki o ochronie zwierząt
Kto chce bliżej pouczyć się o tym, co powiedziałem powyżej, niech przeczyta następującą książeczkę i niech zakupi ją także dla szkół. Nosi ona tytuł:
„Die nützlichsten Freunde der Land- und Forstwirtschaft unter den Thieren, als die von der Natur bestellten Verhüter und Bekämpfer von Ungeziefer-Schäden und Mäusefraß”,
autorstwa dr. C. W. L. Glogera, Berlin, Allgemeine Deutsche Verlagsanstalt bei Sigismund Wolf, 1859.

Śmierć pastora Reitza

Tej wiosny wydarzył się w naszej gminie kościelnej osobliwy przypadek, który potwierdził stare znane przysłowie: „Dziś rumiany, jutro martwy!”.

Zmarł nagle nasz pastor Reitz na udar mózgu, i to w samym środku swojej urzędowej czynności, przy ołtarzu naszego kościoła.
Reitz miał pewnego dnia — była to środa — wiele do zrobienia: miała zostać zaślubiona pewna para małżeńska, miało się odbyć zwyczajne nabożeństwo pasyjne i miał zostać pochowany zmarły.

Reitz przybył więc już o godzinie pierwszej po południu do kościoła i wszedł przed ołtarz, aby kościelnie pobłogosławić parę małżeńską. Po krótkiej modlitwie wygłosił mowę wstępną i zbliżał się już do samego błogosławieństwa.

Wtem zawołał nagle: „Podtrzymajcie mnie, robi mi się tak niedobrze!”. I zanim stojący obok zdążyli go objąć, osunął się niemal martwy.

Reitza natychmiast przeniesiono do plebanii, rozebrano, spryskano mu twarz wodą, dla ochłody obłożono czoło lodem, lecz pozostał w stanie niemal nieprzytomnym aż do swego końca — o godzinie drugiej w nocy, kiedy łagodnie zasnął na tamten świat.

Osobliwa była ta śmierć także przez to, że Reitz zmarł wśród obcych sobie okoliczności: jego żona wyjechała tego dnia w sprawach do Königsberg [Królewiec], jego córka Anna przebywała w Pr. Eylau [Bagrationowsk / Iławka Pruska] na kuracji u tamtejszego okulisty, a nawet doktor Klein i nasz aptekarz Lehmann byli również w podróży.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *