Rok 1875 cd.
Podniesiony stan nauczycielski
Coś bardzo radosnego mogę jeszcze w tym roku donieść szanownym czytelnikom tej kroniki; jest to pewna zamknięta już historia naszego stanu nauczycielskiego, która raduje każdego przyjaciela ludzkości.
Wiecie wszyscy, moi szanowni czytelnicy, jak bardzo nasi cesarze podnieśli stan wojenny, czyli wojskowy, przez znaną organizację armii — jego własne dzieło, jak sam ją nazywał — przez którą później stało się możliwe, aby naszych współplemieńców, Austriaków, w roku 1866 w ciągu sześciu dni pognębić tak, że później żartobliwie nazywano tę kampanię: „partia kart sześć i sześćdziesiąt z Austrią”.
Austriacy jednak, jako pobici, nie przypisywali tych szybkich zwycięstw wyłącznie tak zwanej organizacji armii Wilhelma I, lecz mówili: pruski nauczyciel szkolny pobił i zwyciężył nas, Austriaków.
Pruski nauczyciel szkolny pobił Austriaków
I rzeczywiście tak było. Nasza armia była od dziesięcioleci wychowywana przez dobrze wykształconych nauczycieli.
Powszechny obowiązek wojskowy gromadził w pułkach nie tylko synów chłopów, lecz także ludzi uczonych, kupców i wykształconych wszelkich stanów, którzy podobnie jak ich oficerowie prowadzili rzemiosło wojenne z rozumem i zręcznością, a stąd także wielkie sukcesy lat 1870–71.
A komu to należało zawdzięczać? Naszym nauczycielom szkolnym, którzy już dawno zapewnili sobie osobistą pozycję w swoim otoczeniu dzięki swojej wartości naukowej.
Ale cóż mogło to wszystko pomóc? Nauczyciele byli nadal, zwłaszcza przez swoje przełożone władze, mało szanowani, odsuwani na bok, ponieważ ich uposażenie było tak szczupłe i niewystarczające, zwłaszcza wtedy, gdy byli żonaci i mieli przy tym żonę i dzieci do utrzymania.
Obliczano, że często najzdolniejsi nauczyciele wiejscy nie mieli większego dochodu niż parobek albo pastuch od krów. Dlatego wielu odchodziło od swego urzędu i chwytało się innej, bardziej dochodowej kariery.
Wtedy rychło odczuto wielki brak nauczycieli, państwo się zatrwożyło i zaczęło, wedle propozycji Izby Poselskiej, poprawiać płace nauczycieli, lepiej uposażać ich stanowiska i podnosić stan nauczycielski wszelkimi sposobami.
Szczególnie był i jest jeszcze nasz minister doktor Falk, który w duchu Bismarcka, naszego sławnego kanclerza, postępuje tak energicznie i stara się stan nauczycielski wszelkim sposobem podnieść i uprzywilejować — ku zgrozie naszego tchórzliwego duchowieństwa, które wciąż jeszcze chciałoby widzieć nauczycieli w poddaństwie.
Stały etat, według którego obecnie opłacani są nasi nauczyciele szkoły ludowej, jest następujący: pierwszy nauczyciel szkoły ludowej, pan nauczyciel Wernike, otrzymuje, nie licząc mieszkania i opału, rocznie 350 talarów gotówką. Drugi nauczyciel szkoły ludowej, pan nauczyciel Schliersky, 250 talarów.
Pierwszy nauczyciel naszej szkoły miejskiej, pan nauczyciel Meckelburg, podobnie 300 talarów. Drugi nauczyciel naszej szkoły miejskiej, pan nauczyciel i organista Koppenhagen, bez wynagrodzenia organistowskiego, również 250 talarów.
Pozostali nauczyciele, pan Stritzel i pan Kirstein, po 230 talarów.
Ponadto rok 1875 był dla świata nauczycielskiego znamienity także przez to, że często następowały dodatki starszeństwa w wysokości 30–40 talarów, zapewne owoc 5 miliardów zapłaconych nam przez Francję jako odszkodowanie wojenne.
Niedostatek służby
Jako następstwo wojny francuskiej z lat 1870–71 możemy też uważać powstały niedostatek służby w naszej okolicy albo w ogóle w naszych Prusach. Już wraz z rozwojem stosunków przemysłowych zaczęło brakować sił roboczych.
Sądzono, że liczne maszyny uczynią ludzi zbędnymi, lecz przeciwnie: im więcej maszyn w fabrykach i w rolnictwie, tym więcej rąk brakowało do ich obsługi.
Szosy odciągały nam wielu parobków do stolic naszego kraju, tajni agenci umieli za pomocą kuszących obietnic nakłonić niejednego dzielnego robotnika nawet do emigracji do odleglejszych części świata.
Że przez to wszystko robotników ubywało i że płace robocze musiały wzrastać, rozumie się samo przez się. Najbardziej jednak poszukiwano siły roboczej po wojnie francuskiej.
Po zdobyciu dawnych niemieckich prowincji Alzacji i Lotaryngii ich mieszkańcy otrzymali pozwolenie na emigrację do umiłowanej Francji. Wielu z tego skorzystało i obie na nowo odzyskane prowincje zostały niemal wyludnione, zwłaszcza z ludności nieposiadającej. Tę trzeba było zastąpić ludźmi z naszych wschodnich prowincji.
Tajni agenci przemierzali nasz kraj i werbowali za wysoką płacę zdolnych do pracy parobków i dziewczęta, a nawet z góry opłacali koszty podróży, i na zawołanie „do Francji!” wielu opuszczało swoją pruską ojczyznę.
Płace służby
Ponieważ także krwawa wojna francuska pochłonęła niemałe ofiary z ludzkiego życia, robotników było tak mało, że można było tylko z wielkim trudem zdobyć ich kilku i to za wysoką płacę.
Zaczęto płacić za nowych parobków 30, 40, 50, 60 talarów; dobrej służącej nie dostawało się do służby za mniej niż 30 do 40 talarów. W mieście radzono sobie ze służbą tak czy inaczej, ale cóż miał uczynić rolnik, zwłaszcza w czasie żniw, kiedy potrzeba wielu rąk?
Ochotniczy żołnierze z miast garnizonowych
Ludzie ze wsi sprowadzali sobie w czasie żniw ochotniczych żołnierzy z miast garnizonowych. To pomagało; plony polne zbierano wtedy dość dobrze i dniówki spadły. Teraz zdaje się, że z tym niedostatkiem służby jest już nieco znośniej.
Wielu spośród tych, którzy wyemigrowali do Alzacji i Lotaryngii, stopniowo rozczarowani wróciło do starej ojczyzny, a właściciele dóbr wpadli na rozsądny pomysł, aby zamiast nieżonatych parobków trzymać żonatych mężczyzn, ponieważ ci z żoną i dziećmi są bardziej przywiązani do ziemi, a więc zawsze gotowi do pracy.
Płace robocze wprawdzie nie obniżą się jeszcze rychło, ponieważ potrzeby życiowe obecnych czasów wzrosły w porównaniu z dawnymi dwu- i trzykrotnie; tak więc robotnik dostaje wciąż zwykle 12 do 15 srebrnych groszy dziennie w lecie, a w czasie żniw 25 srebrnych groszy do 1 talara.
Podniesiony stan robotniczy
W ogóle stan robotniczy bardzo zyskał w ostatnim dziesięcioleciu, bo po pierwsze nie musi płacić czesnego za swoje dzieci. A po wtóre przede wszystkim także nie płaci podatku klasowego, bo przecież ze swoim dochodem pozostaje poniżej pierwszego stopnia podatkowego 140–220 talarów. Jedynym podatkiem, który ma jeszcze płacić wraz z nami wszystkimi, jest pośredni podatek od soli.