„A druga rzecz, do której chciałam się odnieść, to jest rzecz związana z zakupem nowego wyposażenia. Przez 30 lat [..] istnienia ośrodka, chyba mamy prawo dokupić sobie szafy, fotelę, które się zużywają i nie mam zamiaru pytać Pana, czy ja mam na to zgodę, czy ja mam na to prawo. Tym bardziej, że jest to za pieniądze z Unii, nie zabraliśmy im mieszkańcom, tak jak Pan to powiedział, tylko to są pieniądze pozyskane, które gminę nic nie kosztują."
Sparafrazuję słowa byłej premier: „Te meble się nam należały". Szanowna Pani udowadnia swoją wypowiedzią nieznajomość funkcjonowania funduszy europejskich.
Z dokumentów, które otrzymałem z MCUS, wynika, że budżet projektu opiewa na 1 845 402,46 zł, z czego 1 652 742,09 zł pochodzi z funduszy unijnych. Nie są to środki bezpańskie. Podlegają umowie o dofinansowanie, która określa, co i na co wolno wydać.
Każda pozycja zakupu musi mieścić się w kosztach kwalifikowanych projektu. „Gminę nic nie kosztują" w tym sensie, że gmina nie wykłada własnych środków — ale ktoś je wyłożył. Mianowicie: podatnicy. Polscy i europejscy. Przywołam cytat z komedii „Rejs": „No i panie, kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy."
Dlatego właśnie zapytałem o załącznik nr 1 do umowy o dofinansowanie — ten zawierający pełny wniosek z budżetem i harmonogramem. W przesłanym mi skanie umowy załącznik nr 1 po prostu nie istnieje: po stronie 34 następuje od razu załącznik nr 2. Kiedy zażądałem uzupełnienia, MCUS odmówił udostępnienia dokumentu. Sprawa trafiła do SKO — Samorządowego Kolegium Odwoławczego — i jest w toku.
Dlaczego mi odmówiono? Być może Pani Dyrektor wyjaśni mieszkańcom, dlaczego dokument potwierdzający legalność zakupów jest niedostępny dla opinii publicznej. Czyżby zakup umeblowania nie był wyszczególniony we wniosku o dofinansowanie?
Teraz ostatnia część Pani wypowiedzi:
„[…] Bo no, pewno mieszkańcy nie wiedzą, że Pan złożył skargę do Urzędu Wojewódzkiego, do Biura Wojewody na uchwały dotyczącą statutu. W jakim celu to zrobił? No to może każdy niech odpowie sobie na to pytanie. Pewnie dlatego, żeby Pan Burmisz miał kłopot, żeby instytucja nie ruszyła, bo Pan nie jest mieszkańcem miasta, i nigdy nie skorzysta z naszych usług."
Tak, złożyłem taką skargę w imieniu grupy mieszkańców, która stoi w opozycji do burmistrza Kostki. A jako że związani są oni z organami gminy, z obawy o zemstę ze strony Pani przełożonego, poprosili mnie o podpisanie się pod tą skargą. Bo ja, jak Pani zauważyła, burmistrza się ani trochę nie boję.
Fakty są następujące. W dniu 11 grudnia 2025 r. złożyłem do Wojewody Warmińsko-Mazurskiego wniosek o stwierdzenie nieważności uchwały Rady Miasta nr XX/116/2025 w sprawie Statutu MCUS. Zarzuty są merytoryczne i konkretne:
1. statut nie pozwala zweryfikować, czy spełniono ustawowy warunek utworzenia centrum z art. 10 ustawy o CUS;
2. umieszcza Zespół Interdyscyplinarny jako komórkę wewnętrzną MCUS, czemu sprzeciwia się art. 9a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej;
3. tworzy Dział kultury, sportu i turystyki w sposób rodzący ryzyko obejścia ustawy o działalności kulturalnej;
4. zawiera klauzule blankietowe sprzeczne z art. 7 Konstytucji RP.
Są to zarzuty natury prawnej, nie politycznej. Statut został napisany niechlujnie, na kolanie. Tak się dzieje w wielu sprawach w miasteczku „oj tam oj tam" — to ulubione powiedzenie Jacka Przemysława.
Skoro wie Pani o skardze, to znaczy, że nie została ona odrzucona przez biuro prawne Wojewody i jest procedowana. Biuro prawne Wojewody nie uznało jej za oczywiście bezzasadną. Czy jako urzędnik państwowy nadal uważa Pani, że MCUS powinien funkcjonować w oparciu o wadliwie skonstruowany statut? Oj tam oj tam — odpowie Pani?
Punkty 1, 2 i 4 są do poprawki, to są drobnostki. Najważniejszy w skardze jest punkt 3 — furtka do likwidacji Ośrodka Kultury. O to w tej skardze głównie chodzi.
Burmistrz już zdążył zaorać bibliotekę. Twierdził, że to w celu cięcia kosztów. W jednym z ostatnich artykułów na KG policzyłem, ile wyniosły te oszczędności — bardzo niewiele! Jednocześnie spadło czytelnictwo — trudno się dziwić — biblioteka bez ogólnodostępnych regałów to nie biblioteka, to książkomat.
Spytałem, ile wyniósł koszt przenosin — niestety włodarz robi wszystko, żeby nie odpowiedzieć na to pytanie. Trudno nie domyślić się dlaczego — wyszłaby na jaw bardzo niewygodna dla niego prawda: niewiele zaoszczędzono, a do tego wydano mnóstwo pieniędzy na przeprowadzkę. Suma sumarum miasto jest w plecy.
Inicjatorzy wniosku obawiają się, że tak samo stanie się w przypadku Ośrodka Kultury. Burmistrz dobije i tak już bardzo wątłą górowską kulturę.
Miał miejsce tylko jeden taki przypadek w Polsce: Rada Gminy Kurzętnik w woj. warmińsko-mazurskim podjęła uchwałę nr XVII/183/20 z 29 grudnia 2020 r. o likwidacji Gminnego Centrum Kultury w Kurzętniku, a zakres kultury wpisano potem do statutu Centrum Usług Społecznych w Kurzętniku. W statucie CUS wprost przewidziano m.in. zadania z zakresu kultury oraz zespół do spraw rozwoju kultury i czytelnictwa.
Eksperyment trwał dwa lata. Uchwałą nr XXVIII/327/22 z 26 września 2022 r. ponownie utworzono Gminne Centrum Kultury w Kurzętniku, a w uzasadnieniu zapisano wprost, że oddzielenie działalności kulturalnej od CUS ma poprawić funkcjonowanie jednostki, bo wcześniejsze rozwiązanie „nie przyniosło zamierzonych efektów". A także: „żadna inna instytucja kultury w Polsce nie została zlikwidowana po to, aby przyłączyć ją do Centrum Usług Społecznych."
Co ciekawe, w tym samym uzasadnieniu rada napisała też, że likwidacja GCK i włączenie kultury do CUS nie poszerzyły oferty kulturalnej, a CUS nie ma statusu jednostki kultury, więc nie może np. startować w konkursach MKiDN jak instytucja kultury.
I teraz Jacek Przemysław Kostka chce zrobić replay. Czy aby dla cięcia kosztów? Patrząc na to, jak lekką ręką wydaje publiczne pieniądze — ostatni przykład: Rzymscy Wojowie za ponad 30 tys. złotych, do czego też nie chce się przyznać — głęboko w to wątpię.
A może chodzi o to, żeby nie trzeba było zwalniać z pracy Pani Rosochackiej? Nie — to pytanie pozostanie retorycznym.
To koniec mojej przydługiej wypowiedzi. Z chęcią bym usłyszał polemikę z Pani strony — łamy KG są dla Pani szeroko otwarte. Odważy się Pani?
Bo to, że burmistrz zajmie głos, osobiście wątpię. Jacek Przemysław nie ma w sercu rycerskiej odwagi, aby podjąć rękawicę.