Samorząd

Burmistrz jest nagi albo o kobiecie, która chwyta za serce [odc. 02]

Druga część mojego felietonu będzie poświęcona drugiemu aktowi sztuki jednoaktowej pt „Ten Pan hejter". Główną rolę odegrała tu Pani Dyrektor MCUS Agnieszka Gorzycka. Oto pierwsza część wygłoszonej przez nią kwestii:

„Dzień dobry Państwu, obecność moich pracowników nie jest tutaj przypadkowa. Postanowiliśmy przyjść tutaj taką dużą grupą, ponieważ chcemy wnieść sprzeciw przeciwko publikacjom publikowanym w mediach społecznościowych. Gdzie jesteśmy szkalowani, ośmieszani, poniżani, nasza praca jest przedstawiana bardzo źle. Ludzie, którzy korzystają z pomocy społecznej też przedstawiani są jako gorszy sort ludzi.

Nazwa naszej instytucji tak samo uwłacza zarówno osobom korzystającym, jak i nam. Nie zgadzamy się na to, to jest nie moralne [..]"

Szanowna Pani Gorzycka, pozwoli Pani, że zwrócę się wprost do Pani publicznie.

Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem! Oglądałem ten fragment sesji parę razy, analizując czy wygłasza Pani wyuczoną kwestię, czy też mówi prosto z serca. Gdyby to była wypowiedź inscenizowana – to czapka z głowy! Aktorstwo prima sort! Kariera w teatrze i filmie stoi przed Panią otworem!

Ale nie! Pani mówiła to, co naprawdę czuje i co myśli. Tak, jestem tego więcej niż pewien. Z każdym Pani słowem czułem się coraz mniejszy, pełen winy i rwałem się aby pognać do kwiaciarni po wielki bukiet czerwonych róż, aby wręczyć go Pani z gorącymi przeprosinami!

Koniec żarcików, teraz na serio.

Odniosę się punkt po punkcie do Pani wypowiedzi. Ponieważ będzie trochę tego, dzisiaj punkt pierwszy. Jutro następne.

1. O Kronikach Dziurowskich

Mówiąc o szkalowaniu, ośmieszaniu, poniżaniu miała Pani zapewne na myśli „Kroniki Dziurowskie" czyli cykl filmów animowanych, których akcja osadzona jest w fikcyjnym miasteczku Dziurowo, w średniowieczu. Bohaterowie noszą wymyślone imiona.

Na profilu, gdzie cykl jest publikowany, zaznaczono wyraźnie: „Wydarzenia i bohaterowie są fikcją literacką, inspirowaną obserwacjami autora. Autor nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne skojarzenia z rzeczywistością. Difficile est satiram non scribere."

To ostatnie zdanie, dla nieznających łaciny, znaczy tyle: trudno nie pisać satyry. Jest to cytat z Juwenalisa — rzymskiego poety, który żył dwa tysiące lat temu i również miał kłopoty z władzą.

Satyra jest tak stara jak cywilizacja i tak trwała jak ludzka skłonność do nadużywania władzy. Aristofanes wyśmiewał ateńskich polityków. Gogol — prowincjonalnych urzędników. Swift — brytyjski imperializm. Mrożek — polską małość i konformizm.

Zawsze znajdował się ktoś, kto czuł się urażony. I zawsze okazywało się, że to nie problem autora, lecz problem urażonego — który w krzywym zwierciadle rozpoznał własną twarz zbyt dobrze, żeby móc zaprzeczyć.

Satyra nie szkaluje. Satyra wyolbrzymia, deformuje, doprowadza do absurdu — po to, żeby prawda stała się widoczna. Jej narzędziem jest śmiech, nie oszczerstwo. Różnica jest zasadnicza: oszczerstwo fałszuje fakty, satyra odsłania ich wewnętrzną logikę.

Jest też coś, co odróżnia środowisko zdrowe od chorego: umiejętność śmiania się z samego siebie. Dystans do własnej roli, własnych słabości, własnej ważności. Politycy i urzędnicy, którzy potrafią się z siebie pośmiać, budzą sympatię i zaufanie. Ci, którzy na każdy żart reagują oburzeniem i poczuciem krzywdy — budzą inne skojarzenia.

Jeżeli ktoś w fikcyjnym Dziurowie rozpoznał siebie lub swoje otoczenie, to jest to wyłącznie kwestia jego własnych skojarzeń. Za skojarzenia autora trudno pociągać do odpowiedzialności.

Satyra jest formą krytyki, a nie hejtu. Dzięki krytyce dowie się Pani to, czego nie powiedzą otaczający Panią klakierzy. Proszę też pamiętać, że jako osoba publiczna, urzędnik państwowy zawiadujący instytucją publiczną, musi się Pani liczyć z oceną i krytyką.

Proszę się w nią wsłuchiwać, uniknie Pani wtedy przykrych konsekwencji, kiedy przyjdą oceniający, którzy nie będą się patyczkować. Coś o tym Pani dobrze wie, nieprawdaż?

Twierdzi Pani, że „Ludzie, którzy korzystają z pomocy społecznej też przedstawiani są jako gorszy sort ludzi”. Zastanawiam się, w której to scenie miało miejsce. Czyżby chodziło o puste ławy jałmużne?

Ta scena nawiązuje do waszego przedświątecznego show, kiedy w błysku fleszy nagotowaliście furę jedzenia aby wypełnić lodówkę społeczną. Wstęga, przemowy, brakło tylko orkiestry dętej i przypinania sobie orderów. I co? Nie minęło parę dni a w lodówce jest tylko światełko.

Ja rozumiem, że to mieszkańcy powinni ją zapełniać, ale skoro tego nie czynią, to czy MCUS nie mógłby co jakiś czas czegoś tam włożyć? Namawiała Pani w jakikolwiek sposób mieszkańców lub przedsiębiorców, aby ją zapełniali?

W publicznym poście na swoim prywatnym profilu napisała Pani, iż obawia się teraz z mojej strony wzmożonego hejtu i zasypania wnioskami UDIP. Miła Pani, jam człek rycerski, który jeszcze nie tak dawno temu całował na powitanie kobiety w dłoń, przepuszczał w drzwiach, podsuwał krzesło w restauracji. Ja miałbym Panią hejtować, Boże Miły!

Skoro tak źle na Panią wpływają losy Agnes de Corazon, z którą się Pani identyfikuje, to podjąłem decyzję o wycofaniu tej postaci z dziurowskiej sagi. Będę starał się to zrobić delikatnie, nie tak jak to miało miejsce w jednym serialu, gdzie reżyser kazał aktorce przywalić autem w mur z pudeł, pozorując śmierć.

Ciąg dalszy jutro, niestety już nie tak żartobliwy. Zamierzam przejść do rzeczy bez owijania w bawełnę. Nie będę się patyczkować.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *