Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 31] — Strony 50–54

1870

Tegoroczna zima była bardzo surowa
Od kilku tygodni (dziś 7 lutego) codziennie, bez przerwy, utrzymuje się mróz około 20 stopni [ Réaumura – około −25°C]. Drewna jest mało i jest drogie, lecz pomaga torf — oczywiście tym, którzy zawczasu się w niego zaopatrzyli. Na szczęście żywność nie jest droga, toteż przynajmniej dla ubogich, obok srogiego mrozu, nie ma klęski głodu.

Pola zapowiadają obfite błogosławieństwo (28 lipca); rolnik z wdzięcznością spoglądał ku górze i miał nadzieję, że wreszcie znów doczeka roku pełnego łaski. Lecz niczym grom z jasnego nieba, bez żadnej rozumnej przyczyny, Francja wypowiada naszej niemieckiej ojczyźnie, i tak wszyscy znowu patrzymy w przyszłość ponurym wzrokiem. Niech Bóg Wszechmogący wspiera nas w walce z naszym dziedzicznym wrogiem i błogosławi naszej broni!

Wielka wojna z Francją

Zamiarem Francji było, poprzez tę tak zuchwale sprowokowaną wojnę, zdobyć Ren, ku któremu już od dawna stamtąd kierowano chciwe spojrzenia. Napoleon III, znany jako człowiek bardzo przebiegły, tym razem srodze się przeliczył.

Wypowiedzenie wojny skierowane było właściwie tylko przeciw Prusom, lecz całe Niemcy (z wyjątkiem Austrii) z niezrównanym entuzjazmem podjęły rzuconą im rękawicę. Takiego obrotu rzeczy Napoleon się nie spodziewał, gdyż liczył na stałe rozdarcie Niemiec.

Tymczasem udało się odnosić zwycięstwo za zwycięstwem, choć strumieniami płynęła krew młodych bohaterów. Dzięki temu bezprzykładnie zwycięskiemu posuwaniu się naprzód naszych dzielnych armii rychło udało się sprowadzić do Niemiec jako jeńca cesarza Napoleona wraz z większą częścią jego wojska.

Napoleon III i jego wielka armia — 500 000 ludzi — w niewoli
Upragniony pokój nie został jednak przez to dziejowe wydarzenie jeszcze przywrócony, gdyż w Paryżu natychmiast ogłoszono republikę, która nie chce słyszeć o pokoju. I tak codziennie oczekujemy tej pięknej chwili, kiedy telegraf przyniesie nam radosną wieść o pokoju, która, z Bożą pomocą, nie powinna już długo kazać na siebie czekać (8 listopada).

W czasie trwania tej straszliwej wojny w każdą środę po południu odbywają się nabożeństwa, licznie uczęszczane. Każdą wiadomość o zwycięstwie świętuje się entuzjastycznie przez wywieszanie flag na wielu domach i na wieży ratuszowej, a także — zależnie od okazji — iluminacjami, wystrzałami z moździerzy, muzyką itp.

W roku 1870, wskutek wojennej epoki, ceny dobrze i obficie plonującego zboża oraz ziemniaków były stosunkowo tylko bardzo umiarkowane. Płacono mianowicie:
• za pszenicę 2 talary 20 srebrnych groszy za scheffel,
• za żyto 1 talar 20 srebrnych groszy,
• za groch szary 2 talary 20 srebrnych groszy,
• za groch biały 1 talar 25 srebrnych groszy,
• za ziemniaki 15 srebrnych groszy.

Jednak po rychłym zawarciu pokoju z pewnością będziemy mogli cieszyć się znacznym ożywieniem koniunktury; w ogóle potem, z łaskawą pomocą niebios, nadejdzie dla nas niewątpliwie czas błogosławiony, być może nawet złoty. Niech tak się stanie z woli Boga!

Urzędnicy miasta są obecnie następujący:
pastor Reitz, kaznodzieja i rektor Braunschmidt (na miejscu emerytowanego kaznodziei Holldacka), asesor sądowy Koßmann (na miejscu powołanego pod broń w charakterze oficera sędziego powiatowego Beliana), burmistrz Paape na miejscu zawieszonego w urzędzie burmistrza Buchhorna, poborca podatkowy Caspereit oraz ekspedytor pocztowy Nogoschewsky wraz z dwoma pomocnikami ekspedycyjnymi.

W szkole pracuje obecnie sześciu nauczycieli, a mianowicie: rektor Braunschmidt, następnie nauczyciele Holländer, Mecklenburg, Krauß (zarazem organista), dalej nauczyciele Langhans i Reimer. Ujawniła się jednak potrzeba zatrudnienia siódmego nauczyciela, gdyż liczba uczniów stale rośnie.

Powstałe przed paru laty, a właściwie raczej odnowione, stowarzyszenie upiększania miasta dało i w tym roku bardzo piękne świadectwo swej działalności. Tak zwany Hirschwinkel w lesie miejskim został dzięki prześlicznym założeniom przemieniony we wspaniały park, który mieszkańcom tutejszym daje coraz częściej powód, by tam wychodzić i cieszyć się pięknem natury.

Śmierć majora von Creytz
† 3 kwietnia 1872

Niech mi będzie wolno utrwalić imię człowieka, który tak silnie wrósł w tutejszą społeczność, że długo jeszcze po swojej śmierci pozostanie żywy w pamięci. Jest to nazwisko von Creytz, emerytowanego oficera pruskiego.

Pan major von Creytz obchodził 6 października tego roku swoje dziewięćdziesiąte urodziny, zachowując jeszcze młodzieńczo świeży wygląd. Był on dawniej właścicielem dóbr pejsteńskich [Piasty Wielki i Małe], lecz wskutek niepomyślnych okoliczności musiał się ich zrzec i przed 30 laty obrał sobie tutejsze miejsce na siedzibę.

Stał się tak popularny, że władze miejskie nadały mu przed kilkoma laty honorowe obywatelstwo. Jest on także najstarszym kawalerem Krzyża Żelaznego II klasy oraz kawalerem rosyjskiego orderu II klasy, które otrzymał w wojnie wyzwoleńczej 1813 roku. W kościele w Peisten znajdują się liczne portrety rodziny von Creytz.

Uwaga

Papier tej księgi był zapewne już w chwili jej założenia pierwszorzędnej jakości, a mimo to w porównaniu z dzisiejszym jest tak zły, jakiego obecnie nie spotyka się nawet jako papieru do pisania; zwłaszcza dla dzisiejszego stalowego pióra, którego wówczas nie znano, jest niemal niezdatny.

Na stronie 46 znajduje się oszpecenie tej księgi, polegające na tym, że brzeg odpowiedniej karty został odcięty. Fakt ten nie pochodzi ode mnie, chociaż karta została zapisana moją ręką; zwrócono mi bowiem kronikę w tym niechlujnym stanie od ówczesnego burmistrza, któremu pożyczyłem ją do wglądu. Odcięty margines zdaje się zawierał glosę, która z jakiegoś powodu została usunięta przy zwrocie.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *