Historia

KRONIKA MIASTA LANDSBERG [odc. 23] — Strony 25, 26, 27

1855

Rok 1855 nie przyniósł nic szczególnie godnego uwagi, natomiast ceny zboża osiągnęły poziom ogromny: cena pszenicy za korzec wynosiła 4 talary 20 srebrnych groszy, żyta 3 talary 5 srebrnych groszy, jęczmienia za korzec 2 talary 10 srebrnych groszy, owsa 1 talar 15 srebrnych groszy, a kartofli 25 srebrnych groszy. Takie same ceny zboża utrzymywały się już w latach poprzednich; winna była temu mniej nieurodzajność, a bardziej stosunki polityczne za granicą.

Wojna przeciw Rosji

Francja, Anglia i Sardynia prowadziły wojnę przeciw Rosji (na Krymie), a także Turcja. Państwa wojujące zablokowały rosyjskie porty morskie, przez co Rosja nie mogła wywozić swoich produktów; w następstwie ceny naszych zbóż poszły tak wysoko.

Wysokie ceny zboża powodowały również stały wzrost wartości własności ziemskiej — tak dalece, że w ciągu piętnastu lat majątki zdrożały czterokrotnie. Handel dobrami ziemskimi uprawia się na wielką skalę; wielu spekulantów stało się bogatymi ludźmi — i wielu innych jeszcze się nimi stanie.

1856

Wielkie manewry jesienne za Fryderyka Wilhelma IV
W roku 1856 na uwagę zasługują jedynie wielkie manewry jesienne, które Jego Królewska Mość król Fryderyk Wilhelm IV kazał odbyć w okolicach Heilsbergu [Lidzbarka Warmińskiego].

Przez tutejszą miejscowość przechodziły w tym czasie oddziały wojsk, a zanim rozpoczęły się właściwe manewry korpusu, podczas ćwiczeń wstępnych przez kilka dni kwaterowało tu ponad tysiąc żołnierzy piechoty.

Utworzony tu magazyn wydał w owe dni trzy tysiące korców owsa oraz znaczne ilości siana, słomy itd. Dzięki tym manewrom do miasta i okolicy napłynęło wiele pieniędzy.

1857

Budowa wieży kościelnej
Od roku 1834, odkąd proboszczem był pastor Westphal, tutejsza wieża kościelna przypominała bezskrzydłą wiatrakową młynicę, gdyż na swym trzonie miała jedynie prosty, prowizoryczny dach. Pastor Westphal ma zasługę, iż doprowadził do tego, że wieża otrzymała wreszcie odpowiednią postać.

Zeszło się przy tym kilka okoliczności sprzyjających wykonaniu przedsięwzięcia budowlanego. Po pierwsze, kościół zyskał nowego patrona w osobie syna zmarłego starego hrabiego von Schwerin; po drugie zaś – gąsienica „mniszka” (Nonnenraupe) spustoszyła większe kompleksy leśne prowincji, przez co drewno stało się tak tanie, że można je było nabyć za niewielkie pieniądze.

Na patronie spoczywa obowiązek dostarczenia materiału budowlanego, a gmina ma pokryć koszty robocizny. Ponieważ las Wildenhof [Dzikowo Iławeckie] nie posiadał drewna budowlanego ani tarcicy – zmarły hrabia dość znacznie przerzedził bowiem drzewostany – młody Schwerin zakupił potrzebne drewno w Królewskim Lesie w Pruskiej Iławce; pobrano je z leśnictwa Neuenort. Osiem słupów, które tworzą w wieży tak zwaną latarnię, kupiono w lesie majątku Kl. Marceim za cenę [nieczytelne w tekście].

Gmina wybrała komitet budowlany, na którego czele stał pastor Westphal. Kierownictwo robót objął tutejszy mistrz ciesielski Knobbelsdorf i wykonał budowę ku pełnemu zadowoleniu członków gminy.

Stary trzon wieży, zbudowany z twardego, rdzennego dębu, który zachował się w bardzo dobrym stanie, pozostawiono na miejscu; gruntownie go odnowiono i zwieńczono nader gustowną kopułą w stylu gotyckim, symetrycznie dopasowaną do starego kościoła. Gałka, czyli kula, jest dawną miedzianą – została jednak całkiem na nowo pozłocona. Pozłota kosztowała 80 talarów.

W gałce znajduje się zwyczajowa pergaminowa rolka, w szklanym cylindrze hermetycznie zamknięta, z interesującymi zapiskami, jak również kilka będących w obiegu monet. Na tę budowę wieży gmina musiała wyłożyć sumę dwóch tysięcy trzystu talarów.

Połączenie pocztowe z Heilsbergiem

W tym samym roku ukończono także trakt (szosę) do Heilsberga i oddano go do publicznego użytku. Budowa tej drogi przyniosła nam już wielką korzyść: uzyskaliśmy bezpośrednie połączenie pocztowe z sąsiednim miastem Heilsberg [Lidzbark Warmiński].

Dnia 1 października dotarła tu pierwsza poczta osobowa z Heilsberga i kursuje teraz codziennie, w połączeniu z pocztą do Królewca przez Pruską Iławkę.
Tym samym znajdujemy się teraz na pocztowym szlaku z Królewca do Neidenburga przez Heilsberg, Guttstadt, Allenstein i Hohenstein.

Wspomniana już gąsienica „mniszka” dotarła również do naszego lasu miejskiego. Milionami obsiada to robactwo piękne jodły i wysysa przez igły sok życiowy z pnia. Drzewa usychały i nie zazieleniały się ponownie; trzeba więc było chwycić za siekierę – martwe pnie musiały runąć, bo im dłużej drewno stało, tym bardziej stawało się bezużyteczne.

1858 – sprzedaż „mniszkowego” drewna

Zimą tego roku rozpoczęto sprzedaż owego drewna i mieliśmy szczęście, że tutejszy surowiec uzyskał znacznie lepszą cenę niż gdzie indziej. Miało to swą przyczynę w tym, że nasze drewno było lepszej jakości niż na przykład w Orschen [Orsy] czy w Stablack [Kamińsk].

Dzięki tej sprzedaży wpłynęła znaczna suma pieniędzy, z której przede wszystkim spłacono miejskie długi. Resztę ulokowano na procent.

Początkowo wielki był żal z powodu obumierania pięknego lasu miejskiego, ale „człowiek myśli, a Bóg kieruje” – i to w sposób zadziwiająco zawsze ku najlepszemu, tak i tutaj. Kasa miejska napełniła się pieniędzmi; drewno – na wszelki wypadek – jeszcze wzdłuż obrzeża lasu dookoła pozostało; a gmina zyskała w lesie wspaniałe połacie łąk, które po doprowadzeniu do kultury przynoszą już dziś roczną dzierżawę w wysokości około tysiąca talarów.

Łąki w dolinie obok rzeki Eichensche były zagospodarowywane jeszcze przed pojawieniem się „mniszka”, a początek temu dano w roku 1851. Tutejszym mieszczanom oddano pewne obszary na trzy lata do bezpłatnego użytkowania, w zamian za co zobowiązali się w pełni wykarczować te tereny.

1859

Bez wielu godnych wzmianki wydarzeń w tym roku 1859 podejmowano w mieście bardzo wiele nowych budów, do czego główny impuls dało tanie drewno. Budowanie jest tu wciąż potrzebą, gdyż stoi jeszcze wiele starych, nieładnych domostw.
Nowe okno kościelne

W tym roku rozpoczęto też renowację bardzo zniszczonych okien kościelnych. Były one może ponad stuletnie; szyby całkowicie zmatowiałe, a wskutek wielokrotnych, nieudolnych napraw stały się nader nieforemne. Dzięki staraniom pastora Westphala zastąpiono je nowymi, gustownymi, ozdobionymi barwną oprawą szklaną.

Koszty pokryła kasa kościelna, do której pobożny, kościelny duch gminy wniósł całkiem znaczne ofiary.
Zbiory w tym roku były bardzo dobre, mimo to ceny płodów rolnych pozostawały wysokie:
• pszenica: 3 talary 15 srebrnych groszy za scheffel,
• żyto: 2 talary 5 srebrnych groszy,
• jęczmień: 1 talar 20 srebrnych groszy,
• owies: 1 talar 5 srebrnych groszy.

1860

Rok 1860 nie był dla naszego miasteczka szczęśliwy, gdyż Bóg ukarał nas znacznym pożarem. Lato było bardzo mokre – od św. Jana niemal codziennie padało. Zbliżały się żniwa żytnie i obawiano się, czy uda się tę tak pięknie wyrosłą uprawę zwieźć pod dach. Wymagało to rzeczywiście niemałych wysiłków, bo pogoda pozostawała nieprzerwanie deszczowa. Zboże trzeba było – można powiedzieć – „kraść” z pola. W końcu żniwa żyta zostały zakończone.

Ledwie zdążono się ucieszyć, że mimo przeciwności zdołano szczęśliwie zebrać błogosławieństwo plonów, gdy pewnemu bezwzględnemu człowiekowi przyszło do głowy poświęcić pełne stodoły na zniszczenie.

O północy z 7 na 8 sierpnia dzwon alarmowy zbudził zmęczonych śpiących. Wysokie słupy ognia, rozjaśniające miasto jak dzień, przeraziły wszystkich. Płonęły stodoły przed Wysoką Bramą przy drodze na Creuzburg. Płomienie miały zbyt wiele pożywki: z zatrważającą szybkością ogień przeskakiwał z jednego strzecha na drugą i prawie niczego nie dało się uratować. Dzięki energicznym działaniom gaśniczym udało się przynajmniej ocalić stodoły stojące na bok.

Poranek 8 sierpnia ukazał obraz smutny: siedemnaście stodół legło w popiele. Zwęglone trupy koni i bydła przedstawiały się ponurym oczom; obok stali ludzie opłakujący utracony dobytek.
Szkoda była wielka: cały pierwszy pokos łąk i koniczyny, całe żyto, wiele koni, wozy, sanie, narzędzia polne i gospodarskie, wielkie zapasy drewna opałowego i użytkowego, pocięte deski itd. stały się łupem niszczącego żywiołu.

1500 talarów dobroczynnej pomocy

Bóg ukarał – ale i podźwignął na nowo strapione serca. Natychmiast utworzono komitet pomocowy; ogłoszono apele o dobroczynność i hojnie popłynęły dary ludzi szlachetnych. Nadeszły znaczne ilości paszy i zboża, a w gotówce suma tysiąca talarów. Dzięki temu potrzebujący mogli otrzymać niemałe wsparcie. Ubezpieczone były jedynie budynki, i to w dodatku w niewielkim stopniu.

Podpalacz od razu przyznał się do winy, gdyż podejrzenie padło natychmiast na niego – człowieka nazwiskiem Wohlgetan, z zawodu [nieczytelne w tekście]. Jako motyw podał rozpacz; i mogło to być prawdą, bo przez pijaństwo roztrwonił swój dobytek i doprowadził rodzinę do nędzy, więc zapewne nie mógł znieść, że współobywatelom dopisał urodzaj. Postawiono go przed sądem przysięgłych w Bartenstein [Bartoszyce] i skazano na dwanaście lat ciężkiego więzienia.

Także w tym roku tak zwany stary cmentarz przy drodze na Buchholz [Bukowiec] został powiększony o jedną trzecią. Dotąd obejmował tylko wzgórze ze starymi drzewami; teraz przyłączono do niego położony niżej kawałek, sięgający w pola, który już podczas separacji gruntów został przeznaczony na ten cel. Poświęcenie pierwszego zmarłego na tym nowym terenie połączono z uroczystością konsekracyjną.

Oryginalny post na Facebooku

AUTOR

Wojciech Wolański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *