Kontynuacja kroniki (dopisek z 1863 r.)
Kontynuowanie tej kroniki, prowadzonej z inicjatywy zgromadzenia deputowanych miejskich przez 16 lat, zostało powierzone niżej podpisanemu – bratu tego, od którego pochodzą ostatnie zapiski.
Jak dalece uda mi się wypełnić ten zaszczytny obowiązek, nie wiem; mam jednak najlepszą wolę mu podołać i proszę o życzliwą wyrozumiałość, jeśli nie zdołam w pełni uczynić zadość wszystkim wymaganiom.
Landsberg, dnia 27 marca 1863 r.
Julius Ohlenschläger, kupiec i radny / zastępca w magistracie.
1848 — Rewolucja w Berlinie
Rok 1848 był w dziejach Prus rokiem najwyżej pamiętnym. Dnia 18 marca wybuchła w Berlinie krwawa rewolucja, która złożyła do grobu absolutną monarchię i doprowadziła do ustanowienia rządów konstytucyjnych. Wszystkie umysły były wzburzone; i ponieważ także tutaj panowała niemała niespokojność, burmistrz musiał mieć na względzie bezpieczeństwo swego majątku.
W tym celu zorganizowano straż obywatelską, do której powołano wszystkich sprawnych, zdolnych do służby obywateli.
Organizacja straży obywatelskiej (1848)
Bractwo strzeleckie, uzbrojone w większości w strzelby, utworzyło pierwszą kompanię batalionu obywatelskiego. Dwie pozostałe kompanie miały karabiny z bagnetami, wypożyczone z Królewskiego Arsenału w Piławie (Pillau), a ponadto uzbrojone w lance. Dowódcą batalionu był kupiec Albert Ohlenschläger — człowiek energiczny, obyty wojskowo — który, gdy później straż obywatelską rozwiązano, pozostał już jako dowódca bractwa strzeleckiego.
Klub demokratyczny i klub polityczny
Jak i w innych miejscach, powstały tu stowarzyszenia polityczne; istniał klub demokratyczny oraz jakiś … klub (nazwa nieczytelna). Do partii liberalnej należała jednak większość obywateli, zwłaszcza ludzie bardziej światli.
Choć wielki entuzjazm towarzyszył temu, że kraj otrzymał konstytucję, rok 1848 był mimo wszystko rokiem bardzo smutnym, ponieważ handel i rzemiosło całkowicie upadły.
Wśród wszystkich burzliwych wydarzeń tego roku wierność wobec odwiecznego domu panującego wcale się nie zachwiała. Wypowiedziałem to głośno w dniu urodzin króla, 15 października, gdy bractwo strzeleckie urządziło paradę kościelną i odbyły się inne uroczystości ku czci Fryderyka Wilhelma IV.
Śmierć pastora Bürtha (zmarłego już w 1847)
W tym burzliwym roku tutejsza parafia otrzymała nowego duszpasterza na miejsce zmarłego pastora Bürtha: był nim Westphal. Człowiek ten, mający zresztą rozmaite zalety, jeszcze jako kandydat zastępujący chorego pastora Bürtha, zjednał sobie całą gminę tak bardzo, że nie chciała ona żadnego innego duchownego.
Patron kościoła, hrabia von Schwerin z Wildenhofu, przekazał już pastorowi Heßemu w Canditten nominację na tutejszą posadę i zamierzał osadzić go w tutejszym urzędzie parafialnym. Jednak cała gmina zaprotestowała przeciw temu z wielką energią. Czasy były niespokojne — i również w tej sprawie próbowano przeforsować swoją wolę. I udało się.
Gdy patron i władze miejscowe uznały, że rozsądnie będzie ustąpić, Westphal został 3 września uroczyście wprowadzony do urzędu. Gmina naprawdę nie ma powodu żałować, że tego człowieka sobie wywalczyła: łączy on głęboką wiedzę z humanitarnymi przekonaniami i z pewnością będzie się stale cieszył przywiązaniem parafian.
Autor prosi o wybaczenie, że nieco odchodzi od porządku chronologicznego. Dwa zdarzenia, które zdają się wiernie przepisane z młodzieńczych lat, również zasługują na zapis; a ponieważ nie znalazł ich u swoich poprzedników, postanawia je tu przekazać. Pierwsze niech będzie przestrogą dla tych, którzy — gdy sprzyja im szczęście — łatwo zapominają, że wszystko pochodzi od Boga i że od Jego błogosławieństwa wszystko zależy.
1848 — Fryderyk Wilhelm Weinreich
W roku 1826 przypadła tutejszemu kupcowi Fryderykowi Wilhelmowi Weinreichowi, dotąd człowiekowi niezamożnemu, wygrana na loterii w wysokości 25 000 talarów — suma o olbrzymiej wówczas wartości, bo gdy ziemia była śmiesznie tania, można by za to nabyć znaczną posiadłość.
Weinreich — dotąd kupiec — żył lekkomyślnie, jakby Boga nie było, i rozrzutnie; a ponieważ interes prowadzono w najwyższym stopniu niedbale, majątek topniał — nie powoli, lecz tak szybko, że już po pięciu latach wszystko przepadło, a rodzina znalazła się praktycznie o żebraczym kiju.
Wtedy też przekonałem się, jak Opatrzność wspiera tego, kto jej mocno ufa. Mój ojciec, Carl Ohlenschläger, również kupiec, a więc konkurent Weinreicha, był wprawdzie bardzo zaniepokojony, gdy mówiono, że W. wygrał tak wielki majątek; niektórzy sądzili, że interes mojego ojca — który, nawiasem mówiąc, miał do wykarmienia ośmioro dzieci — musi teraz upaść. On jednak mówił do takich: „Ja ufam Temu tam na górze!” Jego zaufanie go nie zawiodło: gdy W. upadł, mój ojciec stał się człowiekiem bardzo zamożnym.
Weinreich pozostawił tu przynajmniej po sobie „pomnik” w postaci wielkiego domu, który przy wejściu do miasta od strony Bramy Młyńskiej (Mühlentor) pokazuje piękną fasadę. Obecnie służy on jako gospoda.
Autor prosi o wybaczenie tego ustępu, mniej interesującego, lecz chciał tu wspomnieć swego ojca, skądinąd zasłużonego dla gminy. Także piękna szklana korona (żyrandol), która w kościele wisi tuż przy ołtarzu, zdobiła niegdyś świetne sale domu Weinreicha.
Po tym, jak cały jego dobytek — gdy wierzyciele W., do których należał również pewien kaznodzieja Schulz z Peisten [Piasty Wielkie] — trafił na licytację, ów Schulz podarował tę koronę tutejszemu kościołowi. Drugie, podobne jej egzemplarze znajduje się w kościele w Peisten.
Asesor Ribbentrop i jego jastrząb
Drugie zdarzenie jest o tyle ciekawe, że nazwa naszego miasteczka dotarła do dalekich stron — i to za sprawą drapieżnego ptaka. Radca sądowy Ribbentrop, sędzia miejscowy, posiadał wielki ogród za kościołem, graniczący z ogrodem plebanii. W tym ogrodzie trzymał, obok innych żywych zwierząt, jastrzębia, którego schwytał jeszcze młodego.
Ptak był tak oswojony, że brał podawany pokarm z ręki. Uwiązano mu u szyi drewnianą tabliczkę z napisem „Landsberg in Preussen”, aby — gdyby przyszła mu ochota zdezerterować i polecieć w świat — ewentualny znalazca wiedział, skąd pochodzi.
I tak pewnego pięknego dnia odleciał — i nigdy już nie wrócił. Po dłuższym czasie — jeśli się nie mylę, po roku — przeczytano w gazetach, jako osobliwość, że pod Damaszkiem w Syrii zastrzelono jastrzębia, który miał na szyi tabliczkę z napisem „Landsberg in Pr.”