1834
Dnia 19 marca tego roku nauczyciel szkolny Johann Gottfried Schwermer ze wsi Schönwiese [Krasnołąka] obchodził w naszym kościele jubileusz 50-lecia swej służby nauczycielskiej podczas uroczystego nabożeństwa, które prowadził pastor Kob. Dla jubilata wzniesiono bramy honorowe z napisem z Księgi Izajasza 40,10, wykonane przez jego współbraci w zawodzie.
Uroczystość rozpoczęła się czterogłosowym śpiewem i pieśnią „Bis hierher hat mich Gott gebracht” („Dotąd Bóg mnie prowadził”). Pastor przemówił od ołtarza, wokół którego siedzieli wszyscy nauczyciele, a wśród nich jubilat, i udzielił starcowi błogosławieństwa.
Następnie nauczyciel miejski Proell, w imieniu kolegów, wygłosił mowę gratulacyjną i wręczył jubilatowi w darze nowy, piękny egzemplarz Biblii jako pamiątkę tego dnia.
Nabożeństwo zakończono modlitwą i śpiewem. Po nim nauczyciele wydali jubilatowi uroczysty obiad, podczas którego wznoszono toasty za zdrowie i długie życie naszego czcigodnego, pobożnego i sprawiedliwego króla, władz państwowych oraz samego jubilata.
Jego Królewska Mość raczył uhonorować jubilata Pruskim Ogólnym Znakiem Zasługi oraz przekazać mu dar pieniężny w wysokości 40 talarów.
Rada szkolna w Schönwiese postanowiła pozostawić jubilata dożywotnio w pełnym uposażeniu, zapewniając mu pomocnika — seminarzystę, któremu przyznano mieszkanie i wyżywienie.
W zdjętej z wieży miedzianej kuli znajdował się ołów w kształcie rolki, długi na półtorej stopy. W nim zaś umieszczono pergaminowy zwój oraz 6 sztuk monet z czasów elektora Fryderyka Wilhelma z XVII wieku. Pergaminowy zwój był niestety spróchniały i niemal całkiem rozsypał się w popiół. Tym samym zaginęły wszelkie pisemne wiadomości, które musiał zawierać.
Na chorągwi widniał rok 1687 oraz litery O. J. v. Sch., a obok wyryty był herb hrabiego von Schwerin.
1835
Rok ten zaczął się ze wszystkich stron wśród pełnych trwogi oczekiwań. Całkowita klęska najniezbędniejszych środków wyżywienia – ziemniaków i lnu – groziła głodem zarówno robotnikowi, jak i rolnikowi; tę klęskę plonów otrzymaliśmy już jesienią zeszłego roku.
Bieda z tego powodu jest istotnie bezgraniczna. Jak bardzo cierpią przy tym wszelkie stany, a w szczególności duchowieństwo i stan nauczycielski, jest oczywiste i nie wymaga szerszego opisu.
Utrzymująca się latem 1834 roku długotrwała susza jest przyczyną tego nieszczęścia i tej niedoli.
Mamy też i teraz, w lutym, wciąż jeszcze pogodę jak jesienią. Drogi są nie do przebycia, o drodze saneczkowej [jazda saniami] nie ma mowy. To uniemożliwienie podróży, przy których chłop i mieszczanin-rolnik mogli nieco zarobić, zamknęło im i to źródło zarobku.
Nędza jest powszechna i wielka. Królewski rząd bierze się łaskawie za tę niedolę i zatroszczył się o pracę dla prostego ludu: przysłał len i wełnę do przerobu, a także polecił kontynuować zimą budowę szosy.
Dnia 13 stycznia bieżącego roku spłonął tutaj jeden słodowniczy budynek (malzhaus) i jedna stodoła; przy bezwietrznej pogodzie dzięki energicznej pracy wielu rąk udało się powstrzymać wściekłość ognia.
Dnia 21 czerwca tegoż roku, o pół do pierwszej w nocy, wybuchł ponownie pożar na przedmieściu Woymann [Okolice Armii Krajowej – wyjazd na Żywkowo]. Powstał w stodole mieszczanina-rolnika Matorna; w jaki sposób – do dziś nie udało się ustalić.
Spłonęła ta stodoła i 5 domów. Była całkowita cisza, nie wiało, a dzięki czynnej pomocy obywateli ogień nie rozprzestrzenił się dalej. Właściciele domów leżeli w najgłębszym śnie, gdy budynki nad ich głowami już płonęły; mogli więc ocalić jedynie własne życie i życie swoich dzieci, ich dobytek padł pastwą płomieni.
W tym samym tygodniu, 25 czerwca, mieliśmy silną burzę, a piorun podpalił stodołę należącą do wdowy po siodlarzu, pani Holzweiß. Stodoła ta została na nowo wzniesiona po pożarze z 7 października 1831 roku; na szczęście była ostatnią na ulicy Eichensche [ulica Dębowa – nie istnieje, prowadziła od ulicy Polnej w kierunku na Dęby]. Wiatr wiał w stronę pól, stodołę natychmiast rozebrano i dzięki temu straty ograniczyły się do tej jednej, wspomnianej stodoły.
Ta sama burza podpaliła równocześnie także stodołę we wsi Schönwiese [Krasnołąka], należącej do tutejszej parafii; stodołę również rozebrano i tak spłonęła ona sama jedna.