„Dzieci wracające ze szkoły przewracają się jedno po drugim” – pisze czytelnik KG
Dostaliśmy list, który trudno zignorować. Czytelnik Kuriera Górowskiego opisuje oblodzone i nieodśnieżone chodniki, przejścia dla pieszych oraz schody – i sytuacje, które mogą skończyć się wypadkiem.
„Dziś naprzeciwko apteki, kebaba i pizzerii wielokrotnie widziałem, jak dzieci wracające ze szkoły się przewracały…”
Czytelnik zapytał także policjantkę, gdzie zgłosić takie oblodzenie. Odpowiedź miała brzmieć: „do zarządcy drogi lub do spółdzielni”, wypowiedziana – jak pisze – nieprzyjemnym tonem. Najmocniejszy jest jednak fragment o zdarzeniu przy przejściu:
„Na jej oczach mężczyzna przewrócił się przy przejściu dla pieszych naprzeciwko pizzerii… policjantka niewzruszona wsiadła do radiowozu…”
To nie jest sprawa estetyki ani „zimowych uroków”. To sprawa bezpieczeństwa – zwłaszcza dzieci, osób starszych i wszystkich, którzy muszą normalnie dojść do szkoły, pracy, apteki. Schody i przejścia dla pieszych to miejsca newralgiczne: jeśli są oblodzone, uraz jest kwestią czasu.
Problemem jest też odsyłanie mieszkańców „do zarządcy”. Owszem – różne odcinki mają różnych zarządców, ale to nie mieszkaniec powinien zgadywać, czyje są schody albo przejście w centrum miasta. Od tego jest urząd i służby, by przyjąć zgłoszenie, ustalić odpowiedzialność i zareagować.
Zima nie jest zaskoczeniem. Jeśli w newralgicznych punktach mamy ślizgawkę, to znaczy, że zawiodła organizacja: dyżury, kolejność odśnieżania, posypywanie, kontrola wykonania.