Onet opublikował zestawienie „najbiedniejszych miast w Polsce”, w którym Górowo Iławeckie znalazło się wysoko. Wiele osób odczytało to jako diagnozę: „u nas jest dramat”. Tymczasem ten ranking opiera się na jednym wskaźniku — tzw. wskaźniku G — i dlatego łatwo prowadzi do uproszczeń.
Górowo jest, jakie jest, wiele można mu zarzucić, ale że jest jednym z najbiedniejszych miast w Polsce — to już lekka przesada. Chyba że tak dziś w naszym kraju wygląda bieda, to wtedy… okej. Ulice są nowo wyremontowane, rynek w miarę zadbany, po mieście nie snują się żebracy, nie ma też darmowej garkuchni.
Postanowiłem więc — skoro staram się być rzetelny — temat po prostu sprawdzić.
Co mierzy wskaźnik G?
Przede wszystkim siłę lokalnej bazy podatkowej: ile „pracuje” u nas PIT/CIT i podatki lokalne w przeliczeniu na mieszkańca. To ważna informacja o demografii i rynku pracy, ale to nie jest pełny obraz finansów miasta.
Czego nie mierzy?
Nie pokazuje, ile pieniędzy zasila budżet dzięki subwencjom i dotacjom (w tym wyrównawczym), nie mówi nic o wyniku operacyjnym (czyli czy miasto „spina” bieżące utrzymanie), nie uwzględnia kosztu długu ani skali inwestycji.
Dlatego „miejsce w rankingu G” to w praktyce ranking: kto ma najsłabszą bazę podatkową. To może być sygnał problemów strukturalnych (odpływ ludzi, mniej miejsc pracy), ale nie powinno być sprzedawane jako łatka: „najbiedniejsze miasto” w sensie kondycji budżetu.
Jeśli chcemy uczciwie ocenić sytuację Górowa, patrzmy na zestaw:
G/PIT + dochody własne + dochody bieżące (bez inwestycji) + wynik operacyjny + obsługa długu + inwestycje
Wtedy dopiero widać, czy miasto się „zwija”, czy działa stabilnie. Krótko: niski G to wyzwanie, ale nie wyrok. A ranking oparty o jeden wskaźnik — choć klikalny — nie jest miarodajnym opisem całej sytuacji.
Będę się nad tym pochylać w kolejnych artykułach.
Załączona infografika pokazuje, co mierzy wskaźnik G (ranking), a czego nie — i jakie wskaźniki warto dołożyć, żeby zobaczyć pełny obraz.