Rozmowa z lokalnym trenerem grup młodzieżowych Adamem Danilewiczem odsłania zatrważający obraz stanu infrastruktury sportowej w Górowie Iławeckim.
Szatnie wyłączone z użytku, orliki zamknięte na cztery spusty, hala sportowa z temperaturą trzynastu stopni zimą — i żadnego systemowego wsparcia ze strony miasta.
Naszą rozmowę zaczęliśmy od orlika przy stadionie. Trener nie pozostawia złudzeń: budynek nie nadaje się do użytku. Pozapadane podłogi, zalane pomieszczenia, woda stojąca w oprawach oświetleniowych.
— Zgniłe to jest — mówi wprost. — Trzeba wyrzucić i postawić nowe. Budynki, siatki na bramkach, piłkochwyty — wszystko nadaje się do wymiany. Do tego wyrwane linie boiska, z wgłębieniami sięgającymi dwóch centymetrów.
— Kostkę możesz skręcić przy każdej okazji — dodaje.
Nie lepiej jest z dostępem do orlików.
Amatorska drużyna, skupiająca zawodników w wieku od 16 do ponad 60 lat, od miesięcy zmaga się z absurdalną biurokracją.
Gdy sezon startuje i treningi odbywają się po zmierzchu a temperatura spada gracze nie mają gdzie się przebrać. — Musimy się prosić, czy odpalą światło, czy otworzą szatnie, zastanawiamy się czy w ogóle możemy grać — opowiada trener.
Podobnie jest z drugim orlikiem, przy Biedronce: nie jest dla wszystkich.
— Żyjemy w jakimś strachu — ocenia rozmówca. — Zaraz nam klucze zabiorą i zabronią korzystać. Miasto buduje obiekty z zewnętrznych dofinansowań, po czym przestaje się nimi interesować.
— Zero utrzymania — stwierdza trener. — Stawiają i czekają, aż się rozpadnie. Zamykają, żeby najlepiej nikt nie używał.
Równie ponury obraz wyłania się na temat hali sportowej przy szkole podstawowej. Parkiet wymaga pilnej renowacji. Od czasu powstania obiektu nigdy nic z nim nie zrobiono. Dach przecieka, gdy topnieje śnieg trzeba ustawiać wiadra.
Trener wspomina treningi z dziećmi przy trzynastu i pół stopnia Celsjusza. Oświetlenie jest celowo ograniczone. Świeci się co drugi rząd, dostęp do pełnego oświetlenia mają tylko wybrani.
— Jak trener odpalił pełne światło, pomyślałem: jak tu można przyjemnie trenować — mówi z ironią.
— Tutaj jest tragedia na każdym obiekcie sportowym. Drużyna Cresovii czuje się obco we własnym mieście. Na stadionie, na którym reprezentuje miasto, bywa traktowana jak intruz: zakazy wstępu, niepewność co do ciepłej wody, zamknięte pomieszczenia.
— Tu nie możemy, tu zamykane, tu nie wchodźcie — podsumowuje trener atmosferę panującą na obiekcie.
Wątek finansowania sportu przez miasto jest szerszy. Pieniądze wydawane są na różne projekty i inicjatywy — niekoniecznie priorytetowe z punktu widzenia mieszkańców — podczas gdy podstawowa infrastruktura sportowa popada w ruinę.
— Na nic nie ma pieniędzy — mówi trener.
—
Proszę o udostępnianie aby nagłośnić ten ważny temat
wywiad autoryzowany